Wietnam, Dolina Śmierci. 14 listopada 1965 roku 400 żołnierzy z elitarnej amerykańskiej dywizji bojowej z podpułkownikiem Halem Moore'm na czele zostało otoczonych przez 2000 żołnierzy Wietkongu.
14 listopada 1965 roku 400-osobowy oddział amerykańskiego 7. Pułku Kawalerii Powietrznej dowodzony przez generała Hala Moore’a (Mel Gibson) wylądował w wietnamskiej dolinie La Drang, zwanej też Doliną Śmierci. Szybko przekonali się, że są otoczeni przez silne oddziały Wietkongu. Tak rozpoczęła się krwawa, trwająca trzy dni i trzy noce, pierwsza bitwa wojsk amerykańskich i wietnamskich. Równocześnie rozpoczął się dramat kobiet, które w kraju czekały na mężów i synów. I wojna, która stała się wielką, do dziś niezaleczoną traumą Ameryki.
Film według bestsellerowej powieści generała Harolda Moore’a i korespondenta wojennego Josepha Galloway'a – uczestników tamtych wydarzeń.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
poniedziałek, 18 lipca 2016
piątek, 15 lipca 2016
Recenzja Zodiak (Zodiac) - yoy.tv
Opowieść o polowaniu na seryjnego zabójcę, który działał w San Francisco w latach 70. Podpisując się „Zodiak” przesyłał do policji zaszyfrowane wiadomości o tym, kto będzie jego kolejną ofiarą (niektóre do dziś nie rozszyfrowane). W tych listach przyznał się do 37 zabójstw, niektóre dokładnie opisując. Jednak mimo śledztwa, nigdy nie zostało wyjaśnione kim był Zodiak.
W filmie Davida Fischera bohaterami jest czterech mężczyzn – rysownik z „San Francisco Chronicie” (Jake Gyllenhaal), cyniczny reporter śledczy z tej samej redakcji (Robert Downey Jr.) oraz dwóch policjantów z wydziału zabójstw (Mark Ruffalo i Anthony Edwards). Wszyscy bardzo się zaangażowali w tę sprawę i tylko krok dzielił ich od jej wyjaśnienia. Koszty były jednak bardzo wysokie – zrujnowane życie osobiste. Film zdobył uznanie dzięki znakomitemu odtworzeniu atmosfery, która towarzyszyła ciężkiej pracy śledczych.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
W filmie Davida Fischera bohaterami jest czterech mężczyzn – rysownik z „San Francisco Chronicie” (Jake Gyllenhaal), cyniczny reporter śledczy z tej samej redakcji (Robert Downey Jr.) oraz dwóch policjantów z wydziału zabójstw (Mark Ruffalo i Anthony Edwards). Wszyscy bardzo się zaangażowali w tę sprawę i tylko krok dzielił ich od jej wyjaśnienia. Koszty były jednak bardzo wysokie – zrujnowane życie osobiste. Film zdobył uznanie dzięki znakomitemu odtworzeniu atmosfery, która towarzyszyła ciężkiej pracy śledczych.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
środa, 13 lipca 2016
Recenzja Dom w głębi lasu (The Cabin in the Woods) - yoy.tv
Jeśli ktoś jest pewien, że współczesny horror, zwłaszcza ten dla młodszej nieco widowni, niczym go już nie zaskoczy, po kilkunastu minutach oglądania „Domu w głębi lasu” tylko skrzywi się i westchnie „A nie mówiłem…?”. Ale jeśli nie odejdzie wówczas od telewizora, to okaże się, że bardzo, ale to bardzo się mylił…
Zaczyna się bowiem jak zwykle w takich przypadkach – oto piątka zróżnicowanych charakterologicznie, ale nieskomplikowanych bohaterów (typu luzak, osiłek, nieśmiały mądrala) wyrusza do tytułowego domku gdzieś w głębi lasu, aby w tej cichej scenerii poszaleć, popływać, popróbować grzybów (niekoniecznie maślaków). Pytają o drogę, tubylcy enigmatycznie odpowiadają i odradzają, potem padają im telefony i GPS, a w chatce znajdują dziwne przedmioty. A także pewną księgę, której otwarcie skutkuje wysypem zombi i innych nieproszonych gości. I oglądalibyśmy na luzie, może lekko znudzeni, te jatki, gdybyśmy nagle, w pewnej scenie nie zobaczyli… gości oglądających owe jatki na monitorach w jakimś dziwnym studiu i robiących zakłady, kto przeżyje! A to dopiero początek niespodzianek…
Drew Goddard w swym reżyserskim debiucie (wcześniej pisał scenariusze, między innymi „Lost – Zagubionych”, których zresztą też współprodukował) bawi się horrorowymi schematami, ze znanych elementów układając coś nowego, co może autentycznie zaskoczyć. Rzecz w tym, że trzeba „kupić” klimat tej opowieści – najbliżej chyba jej do klimatu „Martwego zła”. Gore przeplata się tutaj z czarnym i absurdalnym nieraz humorem, w pewnym momencie zaczynamy kibicować nie ofiarom, a oprawcom, a przez ekran przewijają się wilkołaki, wampiry, zombi, duchy, Obcy i wszelakie plugastwo lęgnące się w głowach scenarzystów filmów grozy… Jeśli ktoś lubi mieszankę zgrywy, cytaty z klasyki horroru i krwawe sceny, będzie mile zaskoczony, jak my sami, którzy daliśmy się wciągnąć w tę zabawę. A za parę smakowitych scenek, na czele z teatrem, nocną randką w lesie i Sigourney Weaver (dyrektor) jako wisienka na torcie, dajemy wyróżnienie! Notabene co za przyjemność dla recenzenta oglądać film, który zaczyna się najbanalniej na świecie, by zakończyć się w sposób, którego nie zdołał przewidzieć.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Zaczyna się bowiem jak zwykle w takich przypadkach – oto piątka zróżnicowanych charakterologicznie, ale nieskomplikowanych bohaterów (typu luzak, osiłek, nieśmiały mądrala) wyrusza do tytułowego domku gdzieś w głębi lasu, aby w tej cichej scenerii poszaleć, popływać, popróbować grzybów (niekoniecznie maślaków). Pytają o drogę, tubylcy enigmatycznie odpowiadają i odradzają, potem padają im telefony i GPS, a w chatce znajdują dziwne przedmioty. A także pewną księgę, której otwarcie skutkuje wysypem zombi i innych nieproszonych gości. I oglądalibyśmy na luzie, może lekko znudzeni, te jatki, gdybyśmy nagle, w pewnej scenie nie zobaczyli… gości oglądających owe jatki na monitorach w jakimś dziwnym studiu i robiących zakłady, kto przeżyje! A to dopiero początek niespodzianek…
Drew Goddard w swym reżyserskim debiucie (wcześniej pisał scenariusze, między innymi „Lost – Zagubionych”, których zresztą też współprodukował) bawi się horrorowymi schematami, ze znanych elementów układając coś nowego, co może autentycznie zaskoczyć. Rzecz w tym, że trzeba „kupić” klimat tej opowieści – najbliżej chyba jej do klimatu „Martwego zła”. Gore przeplata się tutaj z czarnym i absurdalnym nieraz humorem, w pewnym momencie zaczynamy kibicować nie ofiarom, a oprawcom, a przez ekran przewijają się wilkołaki, wampiry, zombi, duchy, Obcy i wszelakie plugastwo lęgnące się w głowach scenarzystów filmów grozy… Jeśli ktoś lubi mieszankę zgrywy, cytaty z klasyki horroru i krwawe sceny, będzie mile zaskoczony, jak my sami, którzy daliśmy się wciągnąć w tę zabawę. A za parę smakowitych scenek, na czele z teatrem, nocną randką w lesie i Sigourney Weaver (dyrektor) jako wisienka na torcie, dajemy wyróżnienie! Notabene co za przyjemność dla recenzenta oglądać film, który zaczyna się najbanalniej na świecie, by zakończyć się w sposób, którego nie zdołał przewidzieć.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
poniedziałek, 11 lipca 2016
Recenzja Pozdrowienia z Paryża (From Paris with Love) - yoy.tv
Udająca komedię dramatyczna lekcja życia, po której nigdy już nie będzie się tym samym człowiekiem.
James Reese, młody pracownik amerykańskiej ambasady zostaje przydzielony do pomocy agentowi CIA Charliemu Waxowi, który przyjeżdża do Paryża, aby rozpracować siatkę terrorystów. Młody żółtodziób szybko przekonuje się że metody pracy Waxa wykraczają poza wszelkie reguły.
Jeśli miała to być opowieść o mistrzu i uczniu, to jest to bardzo przewrotna historia. Mistrza bowiem poznajemy w momencie, gdy ogolony na łyso i odziany w skórę awanturuje się na lotnisku o prawo wwiezienia do Francji puszek z napojem energetyzującym. Potem zaś działa głównie przy użyciu bazooki, pięści i pistoletu. Co więcej nie ma żadnego szacunku dla życia ludzkiego zarówno wrogów, niewinnych świadków, jak i kolegów po fachu, których de facto skazuje na pewną śmierć albo zabija w sytuacji, w której jego życie nie jest bynajmniej zagrożone, ot tak dla zabawy/żartu, z poczucia bezkarności? Te niewymuszone morderstwa nieźle mącą nam w głowie każąc się zastanowić z jakim gatunkiem filmowym mamy do czynienia, bo rysunek postaci Waxa widzianego oczami Reese’a z początku filmu sugeruje, że być może nawet z komedią.
„Pozdrowienia z Paryża” w miarę trwania akcji filmu stają się jednak coraz bardziej dramatyczne, głownie dla Reese’a, który za lekcje życia Waxa zapłaci najwięcej. Głównie dzięki stojącemu na wysokim poziomie aktorstwu Johna Travolty jako Waxa, Jonathana Rhys Meyersa jako Reese’a i naszej rodaczki Kasi Smutniak, która w epizodycznej, ale bardzo ważnej roli zaprezentowała się znakomicie film ogląda się z zainteresowaniem. Milej by wprawdzie było gdyby zainteresowanie pogłębiła fabułą, która w tym wypadku raczej nie odbiega od standardowych, ale musimy się cieszyć tym co mamy, czyli nagłymi zwrotami i scenami akcji, (chwilami) zabawnymi dialogami i – jako się rzekło powyżej – aktorstwem.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
James Reese, młody pracownik amerykańskiej ambasady zostaje przydzielony do pomocy agentowi CIA Charliemu Waxowi, który przyjeżdża do Paryża, aby rozpracować siatkę terrorystów. Młody żółtodziób szybko przekonuje się że metody pracy Waxa wykraczają poza wszelkie reguły.
Jeśli miała to być opowieść o mistrzu i uczniu, to jest to bardzo przewrotna historia. Mistrza bowiem poznajemy w momencie, gdy ogolony na łyso i odziany w skórę awanturuje się na lotnisku o prawo wwiezienia do Francji puszek z napojem energetyzującym. Potem zaś działa głównie przy użyciu bazooki, pięści i pistoletu. Co więcej nie ma żadnego szacunku dla życia ludzkiego zarówno wrogów, niewinnych świadków, jak i kolegów po fachu, których de facto skazuje na pewną śmierć albo zabija w sytuacji, w której jego życie nie jest bynajmniej zagrożone, ot tak dla zabawy/żartu, z poczucia bezkarności? Te niewymuszone morderstwa nieźle mącą nam w głowie każąc się zastanowić z jakim gatunkiem filmowym mamy do czynienia, bo rysunek postaci Waxa widzianego oczami Reese’a z początku filmu sugeruje, że być może nawet z komedią.
„Pozdrowienia z Paryża” w miarę trwania akcji filmu stają się jednak coraz bardziej dramatyczne, głownie dla Reese’a, który za lekcje życia Waxa zapłaci najwięcej. Głównie dzięki stojącemu na wysokim poziomie aktorstwu Johna Travolty jako Waxa, Jonathana Rhys Meyersa jako Reese’a i naszej rodaczki Kasi Smutniak, która w epizodycznej, ale bardzo ważnej roli zaprezentowała się znakomicie film ogląda się z zainteresowaniem. Milej by wprawdzie było gdyby zainteresowanie pogłębiła fabułą, która w tym wypadku raczej nie odbiega od standardowych, ale musimy się cieszyć tym co mamy, czyli nagłymi zwrotami i scenami akcji, (chwilami) zabawnymi dialogami i – jako się rzekło powyżej – aktorstwem.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
piątek, 8 lipca 2016
Recenzja Terminator 3: Bunt maszyn (Terminator 3: Rise of the Machines) - yoy.tv
Przywódca ludzi, John Connor, cudem uniknął śmierci z rąk maszyn. Po tamtych wydarzeniach żyje w ukryciu. Jego prześladowcy nie dali za wygraną. Stworzyli kolejną wersję cybernetycznego mordercy.
„Terminator II: Dzień sądu” (1991) Jamesa Camerona to wzorcowy sposób poprowadzenia sequela. A zarazem – wydawałoby się – wyczerpania pewnej formuły odnoszącej się do historii bazowej („Terminator”, 1984, również w reżyserii Camerona). Bo ile razy można opowiadać historię robota wysłanego w przeszłość, który ma zabić człowieka, który kiedyś poprowadzi powstanie przeciwko maszynom? Czym mógłby przyciągnąć „Terminator III”? Cameron nie wiedział, dlatego nie chciał kręcić kolejnego sequela.
Jednak determinacja producentów i Arnolda Schwarzeneggera były bardzo silne. Szczególnie Schwarzenegger chciał zagrać, by w ten efektowny sposób móc pożegnać się z wielbicielami przed startem w wyborach na gubernatora Kalifornii. Reżyserem filmu został Jonathan Mostow, twórca, który gwarantował średni poziom i... posłuszeństwo gwieździe. Scenariuszem zajęli się John D. Bracanto i Michael Ferris (m.in. „Sieć” i „Gra”). Powstała historia, którą dobrze się ogląda. Akcja trójki rozgrywa się 10 lat po „Terminatorze II”, w przededniu tytułowego buntu maszyn.
John Connor (Nick Stahl) ma już 20 lat i jest przystojnym młodzieńcem, zakochanym w pięknej Kate Brewster (Claire Dannes), córce szefa komputerowego centrum dowodzenia, w którym ma się rozpocząć rewolta. Tymczasem maszyny wysyłają kolejnego zabójcę, który ma zgładzić Johna: tym razem jest to model T-X ukryty pod postacią niezwykle atrakcyjnej kobiety (Kristianne Loken). Pojawia się także stary znajomy, T-800 (Arnold Schwarzenegger). I zaczyna się wyścig z czasem: John i Kate muszą zdążyć do centrum dowodzenia, by przekonać ojca dziewczyny, że nie może uruchamiać komputera obronnego Skynet. T-X poluje na nich, a T-800 próbuje ochronić...
Gwiazdami filmu są Schwarzenegger (to oczywiste) i Kristianne Loken (jednak zaskoczenie). Do roli T-X musiała dużo ćwiczyć, ale też brać lekcje mimiki – jej bohaterka wypowiada ledwie kilka zdań i aktorka musiała się nauczyć przekazywać swoje zamiary za pomocą gestów i wyrazu twarzy. A aż pół roku trwały rozmowy filmowców z władzami Beverly Hills, by zgodziły się na nakręcenie początkowej sceny, w której Kristianne idzie nago ulicą.
Silne zaangażowanie Schwarzeneggera w realizację filmu miało tę dobrą stronę, że poświęcił prawie 1,5 mln dolarów z własnej gaży, by wspomóc nakręcenie sceny pościgu dźwigiem, niewątpliwie najbardziej efektownej w filmie. Trzeba przyznać, że miał z czego oddawać: jego gaża w tym przedsięwzięciu to 30 mln dolarów.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
„Terminator II: Dzień sądu” (1991) Jamesa Camerona to wzorcowy sposób poprowadzenia sequela. A zarazem – wydawałoby się – wyczerpania pewnej formuły odnoszącej się do historii bazowej („Terminator”, 1984, również w reżyserii Camerona). Bo ile razy można opowiadać historię robota wysłanego w przeszłość, który ma zabić człowieka, który kiedyś poprowadzi powstanie przeciwko maszynom? Czym mógłby przyciągnąć „Terminator III”? Cameron nie wiedział, dlatego nie chciał kręcić kolejnego sequela.
Jednak determinacja producentów i Arnolda Schwarzeneggera były bardzo silne. Szczególnie Schwarzenegger chciał zagrać, by w ten efektowny sposób móc pożegnać się z wielbicielami przed startem w wyborach na gubernatora Kalifornii. Reżyserem filmu został Jonathan Mostow, twórca, który gwarantował średni poziom i... posłuszeństwo gwieździe. Scenariuszem zajęli się John D. Bracanto i Michael Ferris (m.in. „Sieć” i „Gra”). Powstała historia, którą dobrze się ogląda. Akcja trójki rozgrywa się 10 lat po „Terminatorze II”, w przededniu tytułowego buntu maszyn.
John Connor (Nick Stahl) ma już 20 lat i jest przystojnym młodzieńcem, zakochanym w pięknej Kate Brewster (Claire Dannes), córce szefa komputerowego centrum dowodzenia, w którym ma się rozpocząć rewolta. Tymczasem maszyny wysyłają kolejnego zabójcę, który ma zgładzić Johna: tym razem jest to model T-X ukryty pod postacią niezwykle atrakcyjnej kobiety (Kristianne Loken). Pojawia się także stary znajomy, T-800 (Arnold Schwarzenegger). I zaczyna się wyścig z czasem: John i Kate muszą zdążyć do centrum dowodzenia, by przekonać ojca dziewczyny, że nie może uruchamiać komputera obronnego Skynet. T-X poluje na nich, a T-800 próbuje ochronić...
Gwiazdami filmu są Schwarzenegger (to oczywiste) i Kristianne Loken (jednak zaskoczenie). Do roli T-X musiała dużo ćwiczyć, ale też brać lekcje mimiki – jej bohaterka wypowiada ledwie kilka zdań i aktorka musiała się nauczyć przekazywać swoje zamiary za pomocą gestów i wyrazu twarzy. A aż pół roku trwały rozmowy filmowców z władzami Beverly Hills, by zgodziły się na nakręcenie początkowej sceny, w której Kristianne idzie nago ulicą.
Silne zaangażowanie Schwarzeneggera w realizację filmu miało tę dobrą stronę, że poświęcił prawie 1,5 mln dolarów z własnej gaży, by wspomóc nakręcenie sceny pościgu dźwigiem, niewątpliwie najbardziej efektownej w filmie. Trzeba przyznać, że miał z czego oddawać: jego gaża w tym przedsięwzięciu to 30 mln dolarów.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
poniedziałek, 4 lipca 2016
Recenzja Iluzja (Now You See Me) - yoy.tv
„Iluzja” okazała się nieoczekiwanie jednym z najbardziej kasowych filmów w polskich kinach w ubiegłym roku. Niewiele na to wskazywało, owszem, za oceanem też przyniosła zyski i zebrała niezłe recenzje, ale takiego szału nie było… To opowieść o grupce iluzjonistów pracującej dla tajemniczej organizacji OKO. Magicy w czasie swoich niezwykle efektownych pokazów… rzeczywiście rabują znane banki, zaś pieniądze przelewają na konta widzów lub zwyczajnie rozdają im kasę! Oczywiście dość szybko ich tropem podążają agenci z FBI i Interpolu (a także były iluzjonista, który demaskuje sztuczki dawnych kumpli), ale udowodnić coś magikom nie jest łatwo… Stróżów prawa dręczy też pytanie – o co w tym wszystkim chodzi, kto naprawdę stoi za tak dziwnymi anarchistycznymi aktami?
Mamy tutaj do czynienia z typowym heist movie, czyli filmem o wielkim skoku z przekrętem w finale. Fabuła jest efektowna, choć, jak to w obrazach tego typu bywa, do logiki wielu wydarzeń można by się przyczepić. Porywa nas jednak pędząca do przodu akcja, unoszące się w powietrzu napięcie (i te kryminalne, i te, w przypadku niektórych bohaterów, erotyczne) i wysmakowanie plastyczne – „Iluzja” jest nakręcona z klasą i z iskrą. No i bohaterów, którzy rozdają kasę zabraną bankom zwykłym ludziom, trudno nie lubić, zwłaszcza że zagrały ich hollywoodzkie gwiazdy, którym z dość papierowych postaci udało się wycisnąć wszystko, co najlepsze.
A jeśli już o tak wdzięcznym temacie jak magia mowa to trudno tu nie pokusić się o kilka ciekawostek takich chociażby, że magia – inaczej niż dziś – miała w czasach prehistorycznych i w starożytności wiele wspólnego z… nauką. Tłumaczyła bowiem to, co w przyrodzie było niewyjaśnione i tajemnicze, uczyła logiki i pomagała rozumieć związki przyczynowo-skutkowe. A to jakie i później, w czasach nowożytnych, miała znaczenie można wnioskować z publikacji traktującej o sztuczkach iluzjonistów, która powstała już pod koniec XVI wieku! Niestety, opisane w niej sztuczki (uważane za nieczyste) stanowiły takie zagrożenie dla moralności, że król Jakub 1 kazał spalić wszystkie jej egzemplarze. Nie zaszkodziło to jednak jarmarcznej sztuce, która dorobiła się z czasem kilku wielkich przedstawicieli magicznej profesji. Najsłynniejszym był oczywiście Houdini, który z magii zrobił elegancką sztukę, ale sławą cieszył się również niejaki Davenport, specjalizujący się w uwalnianiu z kajdan, Chung Ling Soo, który zginał podczas swego popisowego numeru czyli łapania zębami pistoletowego naboju oraz o David Blain stosujący trik ze stojącą liną.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Mamy tutaj do czynienia z typowym heist movie, czyli filmem o wielkim skoku z przekrętem w finale. Fabuła jest efektowna, choć, jak to w obrazach tego typu bywa, do logiki wielu wydarzeń można by się przyczepić. Porywa nas jednak pędząca do przodu akcja, unoszące się w powietrzu napięcie (i te kryminalne, i te, w przypadku niektórych bohaterów, erotyczne) i wysmakowanie plastyczne – „Iluzja” jest nakręcona z klasą i z iskrą. No i bohaterów, którzy rozdają kasę zabraną bankom zwykłym ludziom, trudno nie lubić, zwłaszcza że zagrały ich hollywoodzkie gwiazdy, którym z dość papierowych postaci udało się wycisnąć wszystko, co najlepsze.
A jeśli już o tak wdzięcznym temacie jak magia mowa to trudno tu nie pokusić się o kilka ciekawostek takich chociażby, że magia – inaczej niż dziś – miała w czasach prehistorycznych i w starożytności wiele wspólnego z… nauką. Tłumaczyła bowiem to, co w przyrodzie było niewyjaśnione i tajemnicze, uczyła logiki i pomagała rozumieć związki przyczynowo-skutkowe. A to jakie i później, w czasach nowożytnych, miała znaczenie można wnioskować z publikacji traktującej o sztuczkach iluzjonistów, która powstała już pod koniec XVI wieku! Niestety, opisane w niej sztuczki (uważane za nieczyste) stanowiły takie zagrożenie dla moralności, że król Jakub 1 kazał spalić wszystkie jej egzemplarze. Nie zaszkodziło to jednak jarmarcznej sztuce, która dorobiła się z czasem kilku wielkich przedstawicieli magicznej profesji. Najsłynniejszym był oczywiście Houdini, który z magii zrobił elegancką sztukę, ale sławą cieszył się również niejaki Davenport, specjalizujący się w uwalnianiu z kajdan, Chung Ling Soo, który zginał podczas swego popisowego numeru czyli łapania zębami pistoletowego naboju oraz o David Blain stosujący trik ze stojącą liną.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
sobota, 2 lipca 2016
Recenzja Rocky 5 (Rocky V) - yoy.tv
Rocky po stracie majątku poświęca się trenowaniu zdolnego boksera o pseudonimie Maszyna – nie podejrzewa, że chłopak będzie kiedyś jego rywalem.
Mordercza walka z Ivanem Drago zmusiła Rocky’ego do zakończenia kariery – kolejna walka grozi uszkodzeniem mózgu… Jakby było tego mało, bokser stracił cały majątek przez machlojki swego księgowego. To zmusza go do przeprowadzki w rodzinne strony, do biednej
dzielnicy i do podjęcia pracy w klubie Mickeya. Zostaje tam trenerem obiecującego Tommy’ego Gunna. Chłopak szybko odrzuca jednak rady coacha, wbrew niemu staje do walki o tytuł (i zdobywa go!), a następnie zaczyna szukać okazji, by na ringu skrzyżować rękawice z Rockym.
Piąta już część przygód Włoskiego Ogiera, uznana powszechnie, zarówno przez krytyków, jak i widzów, za najsłabszą z cyklu (siedem nominacji do Złotych Malin, między innymi dla najgorszego filmu roku i aktora), mimo tego, że po raz pierwszy zobaczyliśmy na ekranie znanych zawodowych pięściarzy: Tommy Morrison, mistrz świata WBO w wadze ciężkiej, zagrał Gunna, zaś Michael Williams Uniona Cane’a… A może właśnie dlatego – swój fach znają może i perfekcyjnie, ale umiejętności aktorskich wyraźnie im brakuje. Sukces Rocky’ego był sukcesem zwykłego przeciętniaka, który wspiął się na szczyt poświęcając życie, by osiągnąć cel, a jego następcy są aroganccy, ich sukces to w większej mierze talent niż ciężka praca.
Stallone miał świadomość, że „Rocky V” nie jest dziełem szczególnie udanym, pisał zresztą scenariusz trochę przymuszany przez producentów (planował nawet pierwotnie… uśmiercić tytułowego bohatera w ostatnich scenach – Rocky miał umrzeć w ambulansie przewożony do szpitala, czemu producenci kategorycznie się sprzeciwili), a trochę wyłącznie dla zysku. Efekty widać: brak świeżości, brak pasji, replikowanie rozwiązań z poprzednich części, dziury w scenariuszu. O ile wcześniejsze obrazy o Włoskim Ogierze zapisały się na zawsze w historii kina i w pamięci widzów, to „Rocky V” jest po prostu porządnym filmem o boksie, niczym więcej i niczym mniej.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Mordercza walka z Ivanem Drago zmusiła Rocky’ego do zakończenia kariery – kolejna walka grozi uszkodzeniem mózgu… Jakby było tego mało, bokser stracił cały majątek przez machlojki swego księgowego. To zmusza go do przeprowadzki w rodzinne strony, do biednej
dzielnicy i do podjęcia pracy w klubie Mickeya. Zostaje tam trenerem obiecującego Tommy’ego Gunna. Chłopak szybko odrzuca jednak rady coacha, wbrew niemu staje do walki o tytuł (i zdobywa go!), a następnie zaczyna szukać okazji, by na ringu skrzyżować rękawice z Rockym.
Piąta już część przygód Włoskiego Ogiera, uznana powszechnie, zarówno przez krytyków, jak i widzów, za najsłabszą z cyklu (siedem nominacji do Złotych Malin, między innymi dla najgorszego filmu roku i aktora), mimo tego, że po raz pierwszy zobaczyliśmy na ekranie znanych zawodowych pięściarzy: Tommy Morrison, mistrz świata WBO w wadze ciężkiej, zagrał Gunna, zaś Michael Williams Uniona Cane’a… A może właśnie dlatego – swój fach znają może i perfekcyjnie, ale umiejętności aktorskich wyraźnie im brakuje. Sukces Rocky’ego był sukcesem zwykłego przeciętniaka, który wspiął się na szczyt poświęcając życie, by osiągnąć cel, a jego następcy są aroganccy, ich sukces to w większej mierze talent niż ciężka praca.
Stallone miał świadomość, że „Rocky V” nie jest dziełem szczególnie udanym, pisał zresztą scenariusz trochę przymuszany przez producentów (planował nawet pierwotnie… uśmiercić tytułowego bohatera w ostatnich scenach – Rocky miał umrzeć w ambulansie przewożony do szpitala, czemu producenci kategorycznie się sprzeciwili), a trochę wyłącznie dla zysku. Efekty widać: brak świeżości, brak pasji, replikowanie rozwiązań z poprzednich części, dziury w scenariuszu. O ile wcześniejsze obrazy o Włoskim Ogierze zapisały się na zawsze w historii kina i w pamięci widzów, to „Rocky V” jest po prostu porządnym filmem o boksie, niczym więcej i niczym mniej.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















