sobota, 30 stycznia 2016

Recenzja Królestwo (The Kingdom) - yoy.tv

Na zamkniętym osiedlu w Arabii Saudyjskiej zamieszkałym przez pracowników zachodnich firm i ich rodziny dochodzi do samobójczego zamachu terrorystycznego. Ginie ponad 100 osób, są setki rannych.


Na miejsce przyjeżdża amerykańska ekipa śledcza, którą dowodzi agent specjalny Ronald Fleury (Jamie Foxx). Pomagają mu medyk sądowy Janet Mayes (Jennifer Garner), spec od materiałów wybuchowych Grant Sykes (Chris Cooper) oraz analityk wywiadu Adam Leavitt (Jason Bateman). Nie mają łatwego zadania: rząd Arabii Saudyjskiej uważa, że to ich wewnętrzna sprawa, miejscowa policja jest wrogo nastawiona, a postępujący upływ czasu dodatkowo powoduje zacieranie śladów. Na szczęście zdobywają też sojusznika: jest nim pułkownik Al Ghazi (Ashraf Barhom)...


Na wstępie i na zakończenie są w "Królestwie" ostre, dynamiczne sceny. Pośrodku - żmudne śledztwo, przepychanki i podchody mniej lub bardziej dyplomatyczne. Ale dzięki temu film jest frapujący, zaskakujący. Bo pokazuje, że w tym świecie proste rozwiązania rodem z westernów nie mają już zastosowania: trzeba być i tygrysem i lisem zarazem. Bo to jest królestwo dzikich, bezwzględnych zwierząt - kto tego nie zrozumie, zginie.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 28 stycznia 2016

Recenzja Brzydka prawda (The Ugly Truth) - yoy.tv

Ona – kobieta sukcesu, nieudolnie poszukująca ideału na romantycznych kolacjach. On – wulgarny telewizyjny showman, który w niebanalny sposób próbuje wytłumaczyć samotnym i zdesperowanym, że centrum dowodzenia mężczyzn czai się w rozporku. Jaka jest prawda?


Otóż prawda jest taka, że poranny program, którego Abby (Katherine Heigl) jest producentką notuje coraz niższą oglądalność. Przełożony naszej bohaterki bojąc się o przyszłość swoich dzieci i wątpiąc w skuteczność materiału o sercowych perypetiach burmistrza ściąga do redakcji Mike'a (Gerard Butler). Bezczelnie bezpośredni prowadzący w kilka minut ratuje program obnażając na antenie potrzeby mężczyzn. Bo panowie drogie panie, to istoty z natury proste, a ich środowisko naturalne to nie kolacja przy świecach i skrzypku ale basen z kisielem i dwoma roznegliżowanymi dziewczynami...


Losy głównych bohaterów krzyżują się nie tylko na gruncie zawodowym. Mike decyduje się pomóc Abby w zdobyciu swojego pana idealnego. Bo pan idealny się pojawi. Oj, i to jaki... Przystojny lekarz lubiący koty i świetnie władający nicią dentystyczną. Będzie przesyłał jej bukiety ciętych kwiatów, zabierał na romantyczne pikniki i karmił obrzydliwym kawiorem. A ona? Ona nie będzie narzekać, kawior wypluje dyskretnie i zgodnie z poradami Mike'a jej piersi cały czas będą radośnie wołały „halo!”.


Wbrew pozorom akcja nie rozgrywa się permanentnie w sypialnianym barłogu, a pary sporadycznie rzucają się na siebie w miażdżące usta objęcia. Pikantnie i perwersyjnie jest natomiast w warstwie dialogowej. Jest zabawnie, ale nie żenująco. Wymiany zdań między głównymi antagonistami naszpikowane są grą słów, która niestety czasem umyka w tłumaczeniu.


Początkowa niechęć dwójki naszych bohaterów stopniowo przeradza się w swoistą przyjaźń. Nic nie jest tylko czarne lub białe. Mike czasem rezygnuje z wizerunku szowinistycznego macho, a Abby wbrew pozorom potrafi zerwać z postawą zimnej perfekcjonistki i dosadnie wypowiedzieć się o kroczu swojego mentora. A nasz „Mr. Perfect”? No cóż – jemu pozostało sumienne wywiązywanie się z roli bezpłciowego ideału.


Zgodnie z niepisanymi, ale powszechnie akceptowanymi zasadami komedii romantycznej – zakończenie historii jest oczywiste zanim jeszcze zabawa rozpocznie się na dobre. Dostajemy kolejną lekcję o przyciągających się przeciwieństwach i o tym, że miłość potrafi wybaczyć największe dziwactwa. Jednak w tym przypadku, ta klasyczna lekcja zaserwowana nam przez Roberta Luketica („Legalna blondynka”), jest nieodparcie zabawna i pomimo banalnej fabuły – wciągająca.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Recenzja John Q - yoy.tv

Pragnąc ratować śmiertelnie chorego syna John decyduje się na desperacki krok i wzięcie zakładników w szpitalnej izbie przyjęć.


John Quincy Archibald ma chorego synka. Podczas wizyty w szpitalu dowiaduje się, że życie dziecka może uratować tylko natychmiastowy przeszczep serca… Problem w tym, że John, człowiek uczciwy i pracujący, ale ubogi, nie ma ubezpieczenia gwarantującego sfinansowanie takiej operacji. Mężczyzna próbuje na różne sposoby znaleźć pieniądze, a kiedy te zawodzą… kupuje broń, bierze zakładników i barykaduje się w szpitalu, chcąc wymusić na dyrekcji przeprowadzenie zabiegu.


Film Nicka Cassavetesa („Pamiętnik”, „Bez mojej zgody”) porusza ważny dla Amerykanów problem – szacuje się, że ponad 50 milionów obywateli tego kraju nie ma ubezpieczenia i za każdą wizytę w szpitalu musi płacić ze swojej kieszeni. A są to kwoty ogromne… „John Q” narobił więc sporo szumu w mediach, stał się także argumentem w debacie politycznej (w roli cameo wystąpiła Hilary Clinton domagająca się zmian w prawie ubezpieczeniowym, na ekranie zobaczymy przemawiającego George’a W. Buska, Ala Gore’a).


Pomijając to wszystko, to chwytający za serce dramat sensacyjny, w którym wiodącym wątkiem nie jest relacja porywacz-porwani, a desperacki – i wiadomo, że w pewnym sensie skazany na porażkę, krok Johna jest wszak sprzeczny z prawem – walka ojca o życie dziecka. Grający tytułową postać Denzel Washington znakomicie nadaje się do tej roli, everymana, który musi stanąć do walki z systemem, który zdolny jest do największych poświęceń dla najbliższych. Choć poniekąd staje po „ciemnej stronie mocy”, nie ma chyba nikogo, kto by mu nie kibicował…


Rola Washingtona jest bez wątpienia największym atutem tego precyzyjnie zrealizowanego filmu. A wady? Też są – zbyt czarno-biały jest schemat pokazywania Johna i bezdusznej policji, czasem reżyser zapędza się na grunt łzawego melodramatu, parę scen drażni próbami moralnego szantażu. Mimo wszystko plusów jest więcej i film z pewnością warto zobaczyć.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 21 stycznia 2016

Recenzja Ip Man (Yip Man) - yoy.tv

Nie ulega wątpliwości, że azjaci produkują filmy akcji praktycznie taśmowo. Tym razem bardzo mocno skupili się nad swoim zadaniem, ponieważ stworzyli fenomenalną historię, która dosłownie wyrywa z fotela.


„Ip Man” jest pół-biografią mistrza Yip, który stworzył w Chinach podwaliny kung-fu, jakie znamy dzisiaj. Kiedy zakończył karierę nauczyciela, stał się mentorem samego Bruce’a Lee. Ów człowiek był najlepszym wojownikiem ze wszystkich i mieszkał w niewielkim miasteczku, które słynęło z dzielnicy szkół walk. Chociaż mistrzowie posiadali własne szkoły, Yip jednak nie chciał uczyć swojej techniki tudzież mieć uczniów. Podczas sparingu – z jednym z miejscowych mistrzów – wygrywa i fama o jego umiejętnościach szybko się roznosi. Wtedy do miasta przyjeżdża grupa bandytów, wyzywając po kolei każdego z właścicieli szkół walk.


Szef gangu pokonywał ich z łatwością, chciał więc zmierzyć się i z Yipem. Główny bohater upokorzył go na oczach miasta, lecz w dalszym ciągu, ignorując prośby, nie zamierzał otworzyć własnej placówki. Kiedy rozpętała się wojna japońsko-chińska, nadeszły czasy głodu oraz biedy. Mistrz, razem ze swoją rodziną, musiał mieszkać w zrujnowanym domu i oszczędzać na każdym posiłku dziennie. Wówczas, gdy Japończycy ciemiężyli jego rodaków w kopalni węgla, jeden z oficerów cesarskiej armii zaproponował walkę z adeptami karate. Za każdą wygraną można było dostać worek ryżu. Z początku Yip nie zgadza się na wyzwanie, jednak gdy w pojedynku ginie jego przyjaciel, postanawia się zemścić. Staje się nie tylko ikoną chińskiego wyzwolenia, ale również jedynym człowiekiem, który mógł wtedy bronić dumy miasta.


Film to piękne, zapierające dech w piersiach widowisko. Niesamowite choreografie potyczek sprawiają, że im jest ich więcej, tym bardziej nie możemy uwierzyć w poziom prezentowanego przez aktorów kaskaderstwa. Sceny walk przebijają nawet „Ong Baka”, który do tego czasu wydawał się nie do zdetronizowania. Akcja to jednak nie wszystko, piękne zdjęcia oraz muzykę wykonano z ogromnym „uczuciem” tudzież solidnością. Donnie Yen i reszta obsady wykazują się wielkim kunsztem aktorskim. Sama fabuła przedstawia widzom historię człowieka, który dzięki swojej odwadze i wierze we własne zasady, a także bezinteresowności w pomocy ludziom, staje się nie tylko bohaterem miasta, ale także katalizatorem w wyzwoleniu Chińczyków z okupacji.


„Ip Man” wprowadził sztuki walki na zupełnie inny poziom. Udowodnił ponadto, że techniki samoobrony to nie tylko brutalna siła, ale również połączenie ideologii, filozofii oraz tradycji.Owego filmu nie można zaszufladkować razem ze standardowym azjatyckim kinem akcji. To pozycja, obok której nie da się przejść obojętnie.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 19 stycznia 2016

Recenzja Dzień próby (Training Day) - yoy.tv

Jake Hoyt, młody policjant z Los Angeles, marzy o karierze w wydziale do walki z narkotykami. W ciągu jednego dnia będzie musiał przekonać charyzmatycznego zwierzchnika, że nadaje się do tej pracy.


Młody policjant Jake (Ethan Hawke) trafia na staż pod skrzydła doświadczonego Alonzo (Denzel Washington), który ma co prawda dość niekonwencjonalne podejście do służby, ale zarazem osiąga imponujące wyniki. Kolejne 24 godziny w życiu Jake’a będą niezwykłym doświadczeniem - otrze się o śmierć i dowie się, jak cienka jest granica między egzekwowaniem prawa a bezprawiem. Wchodząc coraz głębiej w świat, który rządzi się własnymi prawami, musi się zastanowić nad jasnymi dotąd i oczywistymi pojęciami, takimi jak: etyka zawodowa, sprawiedliwość, prawość, zbrodnia.


Jeden z najlepszych thrillerów ostatnich lat: mocny, trzymający w napięciu. Brawurowa kreacja Denzela Washingtona przyniosła mu Oscara, nie gorszy Ethan Hawke musiał zadowolić się jedynie nominacją. Film jest tez zarazem potwierdzeniem reżyserskiej klasy Antoine’a Fuqua, twórcy równie widowiskowych “Łez słońca" (2003), “Króla Artura" (2004) i “Wezwania" (2007).

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 16 stycznia 2016

Recenzja Choć goni nas czas (The Bucket List) - yoy.tv

Największym walorem "Choć goni nas czas" jest para głównych aktorów - rewelacyjnych Jacka Nicholsona i Morgana Freemana. Nie przełamują swych wizerunków, przeciwnie - utrwalają je. Grają dobrze znanymi minami, gestami i chwytami. Ale że film nastawiony jest głównie na rozrywkę - wszystko jest ok.


Edward Cole (Nicholson) i Carter Chambers (Freeman) mają zwykle odmienne zdanie. Różnią się charakterami, podejściem do życia, zasobnością portfela, kolorem skóry, słowem - niemal wszystkim. Łączy ich choroba, która może dopaść każdego, niezależnie od wyznania czy pieniędzy. Śmiertelnie chorzy na raka Edward i Carter postanawiają się porządnie i ostatni raz zabawić. Wspólnie sporządzają więc listę czynności, które chcieliby wykonać przed śmiercią.


Zwykle dla podstarzałych aktorów (a już zwłaszcza aktorek) niesłusznie brakuje miejsca w hollywoodzkiej machinie, która afirmuje młodość i urodę. Najlepszym tego przykładem Gene Hackman - wybitny aktor, będący w całkiem niezłej formie, jak sam mówi, przestał otrzymywać propozycje. Tym większe słowa uznania należą się Reinerowi. Młodzi przecież również chorują. Aby przejmująco opowiedzieć o umieraniu nie trzeba koniecznie mówić o ludziach starszych. "Choć goni nas czas" jest również filmem o oswajaniu świadomości śmierci - kwestii niechętnie podejmowanej przez współczesną kulturę. Dlatego najlepsze są początkowe sceny, w których bohaterowie przebywają na szpitalne sali. Z jednej strony otrzymujemy realia szpitalnej egzystencji, z drugiej - szereg prześmiesznych dialogów.


Film Reinera jest zabawny, świetnie zagrany i odważny. Mimo komediowej otoczki reżyser stara się powiedzieć coś istotnego - o przyjaźni, wartościach, Bogu. Odniusł on sukces, ponieważ poważne tematy zasłania inteligentnym dowcipem, dzięki czemu stają się one przystępniejsze.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 14 stycznia 2016

Recenzja Ocean's Eleven: Ryzykowna gra (Ocean's Eleven) - yoy.tv

Danny Ocean (George Clooney) to jeden z najlepszych amerykańskich przestępców. Złodziej jakich mało. Kiedy po raz kolejny wychodzi z więzienia wpada mu do głowy genialny plan obrabowania skarbca, do którego spływają pieniądze z trzech najlepiej prosperujących kasyn w Vegas, których właścicielem jest
Terry Benedict (Andy Garcia). Wraz z Rusty'm Ryan'em (Brad Pitt) zbiera grupę, liczącą 9 członków, którzy mają im pomóc przy napadzie. Dzięki rabunkowi Danny nie tylko nieźle się wzbogaci, ale również odzyska miłość swojego życia - Tess (Julia Roberts).


Film zaczyna się bez żadnej torpedy, ale rozkręca bardzo szybko i zaczyna coraz bardziej wciągać. Trudno żeby tak nie było, skoro gra w nim plejada najlepszych gwiazd Hollywood. Clooney, Pitt, Roberts  - te nazwiska już od dawna są znakiem dobrej jakości filmu. Ocean's Eleven nie odchodzi od reguły.


Fabuła jest dość prosta - 11 fachowców ma zamiar okraść skarbiec, którego praktycznie nie da się okraść. Jako, że Danny Ocean jest zasady "rzeczy niemożliwe spełniam od zaraz, cuda zajmują mi trochę więcej czasu" muszą dać radę. Zważając na to, jak zawiły jest ich plan mają duże szanse, żeby się powiódł.
Dzięki skomplikowanym planom grupa Danny'ego nie znudzi oglądających. I nie raz zaskoczy swą przebiegłością i sprytem. Jeśli jednak liczymy na niepowodzenia w akcji to nieco się zawiedziemy. Wszyscy wyjdą cało z tej operacji, a problemów w czasie jej wykonywania będzie jak na lekarstwo. Mało będzie momentów w których serce odmówi nam na moment posłuszeństwa, ale dzięki szybkości z jaką fabuła leci przed siebie ani na moment nie będziemy chcieli rzucić pilotem o telewizor wołając: jezu, niech im się coś wreszcie stanie!


Bohaterzy w filmie są po prostu niesamowici. Gdyby to nie oni, znane twarze z najlepszych filmów prawdopodobnie Ocean's Eleven nie byłoby tym samym arcydziełem. Ich popularność i charyzmat wielu przyciągnęła do kin i przed telewizory. . Ich gra aktorska, cięte dialogi, riposty - wszystko to dodaje filmowi walorów. Tak samo jak od razu zdobywa naszą sympatię tytułowa jedenastka tak samo odpycha nas od siebie właściciel kasyn i cel naszych ulubionych przestępców, Terry. Trudno nie wspomnieć również o Juli Roberts, która podbija nasze i Danny'ego serce w roli Tess. Była żona pana Ocean, kustoszka w muzeum przez prawie cały film opiera się zalotom eksmęża. No ale błagam Was - czy i jak można się długo opierać komuś, kto wygląda jak George Clooney?


Podsumowując: śmietanka Hollywood zrobiła z tego filmu dobre kino. Lekkie, przyjemne i rozrywkowe. Zagmatwany plan nie powoduje zagmatwanej fabuły a obraz, choć dość przewidywalny trzyma w napięciu.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv