Kolejny powrót Hollywood do superbohaterów wylansowanych jeszcze w latach 80., a nawet 70. ubiegłego stulecia - "Szklana pułapka 4.0", rzecz jasna z Bruce’m Willisem w roli głównej.
Pierwszy film z tego cyklu, nakręcony w 1988 r. przez Johna McTiernana, jest jednym z najlepiej zrealizowanych i najmocniej trzymających w napięciu obrazów sensacyjnych w historii kina. Wyznacza też prawdziwy początek wielkiej popularności Willisa. Następne "Szklane pułapki" nie dorównywały pierwszej, choć trzecią, którą także wyreżyserował McTiernan, chwalono za ożywczy, bezpretensjonalny humor.
W "Szklanej pułapce 4.0" Lena Wisemana ("Underworld"), jak przystało na film, którego akcja rozgrywa się w XXI wieku, przestępczość nie opuszcza ulic, ale wkracza też do sieci komputerowych. Podczas długiego weekendu towarzyszącego obchodom Dnia Niepodległości terroryści atakują główny komputer Stanów Zjednoczonych. Dowodzi nimi były pracownik Departamentu Obrony Thomas Gabriel (Timothy Olyphant). Lokalna policja jest prawie w całości na urlopie, zwierzchnicy zlecają więc odnalezienie hakerów detektywom. Tak oto McClane ma znów ręce pełne roboty. Najpierw odnajduje podejrzanego o udział we włamaniu do systemu Matta Farrella (Justin Long). Jednak w mieszkaniu informatyka obaj zostają zaatakowani i cudem uchodzą z życiem. Okazuje się, że Farrell pomógł terrorystom w przygotowaniu ataku nieświadomie. Ponieważ jest jedyną osobą, która wie, jak powstrzymać cyber-przestępców, Thomas Gabriel próbuje się go pozbyć. Kiedy Gabrielowi nieoczekiwanie w drogę wchodzi McClane, szef gangu hakerów postanawia porwać jego córkę Lucy (Mary Elizabeth Winstead).
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
poniedziałek, 29 lutego 2016
sobota, 27 lutego 2016
Recenzja Avengers (The Avengers) - yoy.tv
Widmo zagłady wisi nad światem. Szef tajnej organizacji S.H.I.E.L.D. tworzy specjalną jednostkę, w skład której wchodzą znani z komiksów superbohaterowie. Ci łączą siły, aby zapobiec katastrofie.
Ziemskiej cywilizacji grozi zagłada: ludzkość straciła kontrolę nad tessaraktem, kosmicznym sześcianem, w którym drzemie niewyobrażalna moc: może zapewnić ogromną ilość energii użytkownikowi lub zamienić się w niewiarygodnie groźną broń. Ten łakomy kąsek przechwycił niejaki Loki (Tom Hiddleston), dość wredny typ, na dodatek - z racji swoich nadnaturalnych mocy - dość trudny do pokonania. Chce przekazać sześcian kosmicznej rasie Chitauri, która od dawna ma zamiar zniszczyć Ziemię i ludzi.
Wygląda więc na to, że dla ludzkości przyszła ostatnia godzina. Jednak kapitan Nick Fury (Samuel L. Jackson), szef międzynarodowej organizacji S.H.I.E.L.D., nie poddaje się i wystawia przeciwko kosmitom niezwykłą grupę. W skład jednostki specjalnej "Mściciele" wchodzi sześciu superbohaterów znanych z komiksów Marvela: miotający młotem brat Lokiego Thor (Chris Hemsworth), sprytny i odważny Kapitan Ameryka (Chris Evans), dysponujący niezniszczalną tarczą, chroniony przez stalowy pancerz zblazowany Iron Man (Robert Downey jr), niezwykle groźny i silny Hulk (Mark Ruffalo), dysponujący niezwykłym wzrokiem łucznik Hawkeye (Jeremy Renner) oraz zabójczo piękna rosyjska agentka Natasha Romanoff (Scarlett Johansson) nie bez powodu zwana Czarną Wdową. Każdy z nich ma swoje zalety, ale i humory, więc musi minąć trochę czasu zanim się dotrą. A ostateczna bitwa z kosmicznymi najeźdźcami obróci w perzynę pół (a nawet i trochę więcej) Manhattanu i będzie naprawdę mordercza…
Czytając zapowiedzi dotyczące filmu, można się było obawiać, że powstanie straszny gniot. Tymczasem Jossowi Whedonowi udało się nie tylko zapanować nad materią scenariusza - czasami już z dwoma superbohaterami jest trudno, a co dopiero z sześcioma - ale i nad niemałą grupką gwiazd na planie (poza wymienionymi, w filmie pojawiają się jeszcze Gwyneth Paltrow, Stellen Skarsgard, Paul Bettany). W efekcie film ogląda się bez problemów, nie ma w nim też bolesnych niekonsekwencji i głupot. Jeśli ktoś uważa, że to nie dość pozytywna opinia, przypomnimy, że mówimy o ekranizacji komiksu - to gatunek dość specyficzny i nie dla każdego strawny. I choć być może ekstremalni fani komiksów "Avengersów" nie akceptują, ci mniej ortodoksyjni przyjmują go dość ciepło.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Ziemskiej cywilizacji grozi zagłada: ludzkość straciła kontrolę nad tessaraktem, kosmicznym sześcianem, w którym drzemie niewyobrażalna moc: może zapewnić ogromną ilość energii użytkownikowi lub zamienić się w niewiarygodnie groźną broń. Ten łakomy kąsek przechwycił niejaki Loki (Tom Hiddleston), dość wredny typ, na dodatek - z racji swoich nadnaturalnych mocy - dość trudny do pokonania. Chce przekazać sześcian kosmicznej rasie Chitauri, która od dawna ma zamiar zniszczyć Ziemię i ludzi.
Wygląda więc na to, że dla ludzkości przyszła ostatnia godzina. Jednak kapitan Nick Fury (Samuel L. Jackson), szef międzynarodowej organizacji S.H.I.E.L.D., nie poddaje się i wystawia przeciwko kosmitom niezwykłą grupę. W skład jednostki specjalnej "Mściciele" wchodzi sześciu superbohaterów znanych z komiksów Marvela: miotający młotem brat Lokiego Thor (Chris Hemsworth), sprytny i odważny Kapitan Ameryka (Chris Evans), dysponujący niezniszczalną tarczą, chroniony przez stalowy pancerz zblazowany Iron Man (Robert Downey jr), niezwykle groźny i silny Hulk (Mark Ruffalo), dysponujący niezwykłym wzrokiem łucznik Hawkeye (Jeremy Renner) oraz zabójczo piękna rosyjska agentka Natasha Romanoff (Scarlett Johansson) nie bez powodu zwana Czarną Wdową. Każdy z nich ma swoje zalety, ale i humory, więc musi minąć trochę czasu zanim się dotrą. A ostateczna bitwa z kosmicznymi najeźdźcami obróci w perzynę pół (a nawet i trochę więcej) Manhattanu i będzie naprawdę mordercza…
Czytając zapowiedzi dotyczące filmu, można się było obawiać, że powstanie straszny gniot. Tymczasem Jossowi Whedonowi udało się nie tylko zapanować nad materią scenariusza - czasami już z dwoma superbohaterami jest trudno, a co dopiero z sześcioma - ale i nad niemałą grupką gwiazd na planie (poza wymienionymi, w filmie pojawiają się jeszcze Gwyneth Paltrow, Stellen Skarsgard, Paul Bettany). W efekcie film ogląda się bez problemów, nie ma w nim też bolesnych niekonsekwencji i głupot. Jeśli ktoś uważa, że to nie dość pozytywna opinia, przypomnimy, że mówimy o ekranizacji komiksu - to gatunek dość specyficzny i nie dla każdego strawny. I choć być może ekstremalni fani komiksów "Avengersów" nie akceptują, ci mniej ortodoksyjni przyjmują go dość ciepło.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
czwartek, 25 lutego 2016
Recenzja Licencja na miłość (License to Wed) - yoy.tv
Ojciec Frank udziela ślubu tylko tym, którzy „przetrwają” jego kurs przedmałżeński – Sadie i Ben nie mają nawet pojęcia co ich czeka…
Sadie poznała Bena, zakochali się bez pamięci, zaplanowali ślub. Problem w tym, że w rodzinnej parafii Sadie, w której pobierali się już jej dziadek i babcia, są tylko dwa wolne terminy, jeden za dwa lata, drugi za trzy tygodnie… Ojciec Frank nie jest pewny, czy między Sadie i Benem rozkwitło prawdziwe silne uczucie, czy też to szczeniacka miłość i raczej zauroczenie. Stawia więc warunek: narzeczeni muszą wziąć udział w jego trzytygodniowym (zwyczajowo trzymiesięcznym) kursie przedmałżeńskim. Łatwo nie będzie: duchowny zakazuje seksu przedmałżeńskiego, instaluje podsłuchy, każe się opiekować robotami „imitującymi” dzieci…
Pierwsza połowa filmu Kena Kwapisa („Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów” czy „Kobiety pragną bardziej”) to ciąg bardziej i bardzo udanych gagów, grający wielebnego Franka Robin Williams czuje się w tym klimacie jak ryba w wodzie i jego bohater wraz z pomocnikiem-ministrantem co chwila wywołują szczery uśmiech na naszych twarzach. Jest zabawnie i niegłupio – duchowny ewidentnie wie sporo o życiu i poddawanie narzeczonych kolejnym zaskakującym próbom ma swój sens i uzasadnienie.
Potem jednak poziom dowcipów spada, są coraz mocniej wypierane przez typowy dla gatunku (to czystej wody komedia romantyczna) romantyczny lukier. „Licencja na miłość” ze zwariowanej staje się przesłodzona… Sama zaś postać Franka traci swój urok – wielebny zaczyna się jawić jako maniak bawiący się swoimi ofiarami (makabryczne roboty-dzieci tylko to wrażenie potęgują). Williams i tak aktorsko ratuje jednak ten film, gdyż odtwarzający role zakochanych Mandy Moore i John Krasinski nie mają takiej charyzmy i ich gra jest dość jednowymiarowa. Trochę szkoda, potencjał tutaj był niemały, a tak powstała niczym nie wyróżniająca się, co prawda miła i odprężająca, ale zaledwie przyzwoita pozycja dla miłośników komedii o sercowych perypetiach.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Sadie poznała Bena, zakochali się bez pamięci, zaplanowali ślub. Problem w tym, że w rodzinnej parafii Sadie, w której pobierali się już jej dziadek i babcia, są tylko dwa wolne terminy, jeden za dwa lata, drugi za trzy tygodnie… Ojciec Frank nie jest pewny, czy między Sadie i Benem rozkwitło prawdziwe silne uczucie, czy też to szczeniacka miłość i raczej zauroczenie. Stawia więc warunek: narzeczeni muszą wziąć udział w jego trzytygodniowym (zwyczajowo trzymiesięcznym) kursie przedmałżeńskim. Łatwo nie będzie: duchowny zakazuje seksu przedmałżeńskiego, instaluje podsłuchy, każe się opiekować robotami „imitującymi” dzieci…
Pierwsza połowa filmu Kena Kwapisa („Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów” czy „Kobiety pragną bardziej”) to ciąg bardziej i bardzo udanych gagów, grający wielebnego Franka Robin Williams czuje się w tym klimacie jak ryba w wodzie i jego bohater wraz z pomocnikiem-ministrantem co chwila wywołują szczery uśmiech na naszych twarzach. Jest zabawnie i niegłupio – duchowny ewidentnie wie sporo o życiu i poddawanie narzeczonych kolejnym zaskakującym próbom ma swój sens i uzasadnienie.
Potem jednak poziom dowcipów spada, są coraz mocniej wypierane przez typowy dla gatunku (to czystej wody komedia romantyczna) romantyczny lukier. „Licencja na miłość” ze zwariowanej staje się przesłodzona… Sama zaś postać Franka traci swój urok – wielebny zaczyna się jawić jako maniak bawiący się swoimi ofiarami (makabryczne roboty-dzieci tylko to wrażenie potęgują). Williams i tak aktorsko ratuje jednak ten film, gdyż odtwarzający role zakochanych Mandy Moore i John Krasinski nie mają takiej charyzmy i ich gra jest dość jednowymiarowa. Trochę szkoda, potencjał tutaj był niemały, a tak powstała niczym nie wyróżniająca się, co prawda miła i odprężająca, ale zaledwie przyzwoita pozycja dla miłośników komedii o sercowych perypetiach.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
wtorek, 23 lutego 2016
Recenzja Elita zabójców (Killer Elite) - yoy.tv
Recenzję "Elity zabójców" należy zacząć od obalenia mitu, który stworzyli twórcy zwiastuna - to nie jest kino akcji! Oczywiście, na ekranie jest miejsce na pustynne pościgi, dobrze nagłośnione strzelaniny i dynamicznie zmontowane walki wręcz, ale stanowią one może 1/4 filmu McKendry’ego. "Elita zabójców" pretenduje bowiem do miana thrillera politycznego, który na dodatek posiada drugie, oparte na faktach dno związane z "brudnymi" działaniami brytyjskich służb specjalnych w Omanie w latach 70.
Wchodząc z protagonistą Dannym (Jason Statham) w świat cynicznych najemników, widz ma poczuć się tak, jakby "zaglądał za kurtynę" prawdziwych wydarzeń, o których niewiele tak naprawdę wiadomo, ponieważ rząd brytyjski ciągle trzyma wszystkie dokumenty w aktach z pieczątką "ściśle tajne". I tak też widz się czuje, a przynajmniej wtedy, kiedy na ekranie królują konspiracyjne wątki, tajne spotkania, niewyjaśnione decyzje i bezimienne postaci, swego rodzaju szare eminencje, które zdają się dzierżyć władzę nad "normalną" rzeczywistością. Nie jest to jednak główny wątek filmu, tylko kolejna ćwiartka całościowego czasu trwania. W tym wszystkim chodzi tak naprawdę o lojalnego ponad życie eks-najemnika (tenże Danny), który chcąc uratować swojego uwięzionego przyjaciela i mentora Huntera (Robert De Niro), musi wykonać śmiertelnie niebezpieczną misję, której tamten się nie podjął.
Największą część filmu zajmują więc przygotowania i krótkie egzekucje poszczególnych partii niechętnie wykonywanego zlecenia, w którym Danny’emu towarzyszą dwaj inni najemnicy, a także rozwijany stopniowo wątek Spike’a (Clive Owen), tajemniczego mężczyzny, który stara się wejść głównym bohaterom w paradę.
Z takim nagromadzeniem pomysłów, postaci, wątków i wydarzeń poradziłoby sobie sprawnie jedynie kilku reżyserów na świecie. I pomimo tego, że McKendry naprawdę stara się to wszystko opanować, narracja porusza się wyboistym traktem, kilka razy nieomal nie wypadając z obranej drogi. Tym bardziej, że im dalej w las, tym fabuła coraz bardziej zaczyna się plątać, a pojawiające się zwroty akcji, choć podane sensownie, komplikują odbiór.
"Elita zabójców" pozostaje solidnym, lecz nierównym thrillerem szpiegowskim z ambicjami, którego najlepszym elementem jest hołd, zarówno wizualny, jak i koncepcyjny, dla kina lat 80. Wygląd poszczególnych postaci, styl zaprojektowania lokacji i pomieszczeń, znakomicie ujęta w obiektywie kamery estetyka tamtych lat - to są przede wszystkim elementy, z których McKendry i spółka powinni być dumni.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Wchodząc z protagonistą Dannym (Jason Statham) w świat cynicznych najemników, widz ma poczuć się tak, jakby "zaglądał za kurtynę" prawdziwych wydarzeń, o których niewiele tak naprawdę wiadomo, ponieważ rząd brytyjski ciągle trzyma wszystkie dokumenty w aktach z pieczątką "ściśle tajne". I tak też widz się czuje, a przynajmniej wtedy, kiedy na ekranie królują konspiracyjne wątki, tajne spotkania, niewyjaśnione decyzje i bezimienne postaci, swego rodzaju szare eminencje, które zdają się dzierżyć władzę nad "normalną" rzeczywistością. Nie jest to jednak główny wątek filmu, tylko kolejna ćwiartka całościowego czasu trwania. W tym wszystkim chodzi tak naprawdę o lojalnego ponad życie eks-najemnika (tenże Danny), który chcąc uratować swojego uwięzionego przyjaciela i mentora Huntera (Robert De Niro), musi wykonać śmiertelnie niebezpieczną misję, której tamten się nie podjął.
Największą część filmu zajmują więc przygotowania i krótkie egzekucje poszczególnych partii niechętnie wykonywanego zlecenia, w którym Danny’emu towarzyszą dwaj inni najemnicy, a także rozwijany stopniowo wątek Spike’a (Clive Owen), tajemniczego mężczyzny, który stara się wejść głównym bohaterom w paradę.
Z takim nagromadzeniem pomysłów, postaci, wątków i wydarzeń poradziłoby sobie sprawnie jedynie kilku reżyserów na świecie. I pomimo tego, że McKendry naprawdę stara się to wszystko opanować, narracja porusza się wyboistym traktem, kilka razy nieomal nie wypadając z obranej drogi. Tym bardziej, że im dalej w las, tym fabuła coraz bardziej zaczyna się plątać, a pojawiające się zwroty akcji, choć podane sensownie, komplikują odbiór.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
niedziela, 21 lutego 2016
Recenzja Gra tajemnic (The Imitation Game) - yoy.tv
„Gra tajemnic” („The Imitation Game”) powstała na podstawie książki Andrew Hodges’a pt. „Enigma. Życie i śmierć Alana Turinga”. Produkcja rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych – widzowie mogą więc obserwować Turinga jako chłopca uczęszczającego do Sherborne School, kryptologa w Bletchley Park oraz profesora oskarżonego o niemoralne zachowanie. Te trzy historie z życia Turinga idą równym tempem – krok w krok obok siebie, choć wielu pewnie najbardziej czeka na zakończenie opowieści o walce Turinga z Enigmą. Jednak ta maszyna nie jest jedyną tajemnicą w tym filmie.
Bardzo dobrze wypadają aktorzy: Benedict Cumberbatch jako Turing oraz Keira Knightley. Aktorka stworzyła jedną z lepszych kreacji w swojej karierze i to chyba pierwszy raz pod wodzą innego reżysera niż Joe Wright, z którym pracowała m.in. przy „Pokucie” oraz „Dumie i uprzedzeniu”. Knightley jako Joan Clarke jest naprawdę dobra – bez grama pretensjonalności (co często zarzucano jej przy poprzednich filmach).
Znakomicie spisał się Benedict Cumberbatch. Aktor świetnie zagrał matematycznego geniusza, nieprzystosowanego do funkcjonowania w „normalnym” świecie i na dodatek ograniczonego swoją orientacją seksualną. Cumberbatch dobrze sprawdził się zarówno w scenach lżejszych (chociażby w tej, w której matematyk próbuje opowiedzieć kawał) jak i tych cięższego kalibru – gdy Denniston próbuje wyrzucić go z pracy lub kiedy Turing na zimno mówi o statystykach potrzebnych do wygrania wojny. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że kreacja, którą stworzył aktor, wpisuje się w inne „kreacje geniuszy”, które przedstawia kino, a nawet telewizja – Turingowi z „Gry tajemnic” całkiem blisko w niektórych scenach do Johna Nasha z „Pięknego umysłu”, a nawet Sheldona Coopera z „Teorii wielkiego podrywu”.
Większość Polaków wyczekiwało na „Grę tajemnic” zadając sobie pytanie, czy pojawiają się w niej jakieś polskie wątki. Chyba każdy z nas słyszał, że za rozszyfrowaniem Enigmy stoją Polacy. Owszem, jest mowa o Polakach: dwa razy. Pierwszy raz wspomniane jest o tym, że to Polacy przeszmuglowali do Anglii Enigmę. Drugi raz: kiedy sam Turing wspomina, że oprze się na pracach polskich naukowców. Mimo to wiele jest głosów, które mówią, że rola Polaków stojących za rozpracowaniem Enigmy nie została w „Grze tajemnic” dostatecznie podkreślona, a nawet umniejszono ją.
„Gra tajemnic” jest obrazem dobrym – brakuje w nim jednak elementu, który by porwał widza i wyróżnił produkcje na tle tylu innych dobrych filmów. Mimo wszystko filma wart jest obejrzenia chociażby z powodu człowieka, który swoimi badaniami dał podstawy informatyce i w dużej mierze to jemu zawdzięczamy dzisiejsze komputery.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Bardzo dobrze wypadają aktorzy: Benedict Cumberbatch jako Turing oraz Keira Knightley. Aktorka stworzyła jedną z lepszych kreacji w swojej karierze i to chyba pierwszy raz pod wodzą innego reżysera niż Joe Wright, z którym pracowała m.in. przy „Pokucie” oraz „Dumie i uprzedzeniu”. Knightley jako Joan Clarke jest naprawdę dobra – bez grama pretensjonalności (co często zarzucano jej przy poprzednich filmach).
Znakomicie spisał się Benedict Cumberbatch. Aktor świetnie zagrał matematycznego geniusza, nieprzystosowanego do funkcjonowania w „normalnym” świecie i na dodatek ograniczonego swoją orientacją seksualną. Cumberbatch dobrze sprawdził się zarówno w scenach lżejszych (chociażby w tej, w której matematyk próbuje opowiedzieć kawał) jak i tych cięższego kalibru – gdy Denniston próbuje wyrzucić go z pracy lub kiedy Turing na zimno mówi o statystykach potrzebnych do wygrania wojny. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że kreacja, którą stworzył aktor, wpisuje się w inne „kreacje geniuszy”, które przedstawia kino, a nawet telewizja – Turingowi z „Gry tajemnic” całkiem blisko w niektórych scenach do Johna Nasha z „Pięknego umysłu”, a nawet Sheldona Coopera z „Teorii wielkiego podrywu”.
Większość Polaków wyczekiwało na „Grę tajemnic” zadając sobie pytanie, czy pojawiają się w niej jakieś polskie wątki. Chyba każdy z nas słyszał, że za rozszyfrowaniem Enigmy stoją Polacy. Owszem, jest mowa o Polakach: dwa razy. Pierwszy raz wspomniane jest o tym, że to Polacy przeszmuglowali do Anglii Enigmę. Drugi raz: kiedy sam Turing wspomina, że oprze się na pracach polskich naukowców. Mimo to wiele jest głosów, które mówią, że rola Polaków stojących za rozpracowaniem Enigmy nie została w „Grze tajemnic” dostatecznie podkreślona, a nawet umniejszono ją.
„Gra tajemnic” jest obrazem dobrym – brakuje w nim jednak elementu, który by porwał widza i wyróżnił produkcje na tle tylu innych dobrych filmów. Mimo wszystko filma wart jest obejrzenia chociażby z powodu człowieka, który swoimi badaniami dał podstawy informatyce i w dużej mierze to jemu zawdzięczamy dzisiejsze komputery.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
piątek, 19 lutego 2016
Recenzja World War Z - yoy.tv
Kinomaniacy mają pewną słabość do filmów o zombie. Fakt ten uświadomił widowni dobitnie najpierw George Romero tworząc Świt żywych trupów, a hiszpańska seria [REC] tylko utwierdziła resztę społeczeństwa w tym przekonaniu. Okazuje się również, że pisarze mają pewien pociąg do zwłok – jakkolwiek dziwnie to brzmi – i tworzą doceniane przez czytelników dzieła. Jednym z nich jest World War Z autorstwa Maxa Brooksa.Hollywood dość szybko zauważyło tę zbieżność zainteresowań twórców i podjęło się próby połączenia pisarskiego kunsztu z filmowym rozmachem. Dzieckiem tej dość prostej kombinacji jest film Marca Forstera World War Z .
W różnych miejscach na całym świecie ludzie zaczynają zamieniać się w zombie. Ich ugryzienie jest wyjątkowo zaraźliwe – już po kilkunastu sekundach ukąszony sam zmienia się w żywego trupa! Rząd USA wzywa do siebie byłego pracownika ONZ, Gerry’ego Lane’a, który ma zbadać, skąd wziął się tajemniczy wirus i znaleźć na niego antidotum. Pierwsze tropy wiodą do Korei i Izraela, a w sprawę mogą być zamieszane armia i służby wywiadowcze. Czas ucieka, hordy zombie atakują ludzi, a Gerry’emu pracy nie ułatwia bynajmniej troska o najbliższych: żonę i dwie córki.
Nie jest to typowy horror, za dużo tu akcji i subtelnego humoru, za mało krwi – to raczej przygodowo-akcyjne kino o apokalipsie. Z bohaterem, który, o dziwo, nie jest superherosem, ale zwyczajnym człowiekiem (choć gra go Brad Pitt) mającym swoje problemy. Filmy o podobnej tematyce mnożą się jak nie przymierzając agresywni bohaterowie „World War Z”, ale obraz Marca Forstera wypada na ich tle dość świeżo – naprawdę dużo się dzieje, są interesujące postacie na drugim planie, wiele rozwiązań prezentuje się oryginalnie (sposób na epidemię rodem z Korei Północnej), choć sama fabuła ma dość często spotykaną w podobnych produkcjach strukturę gry wideo: zadanie, podróż/przemieszczenie się, kolejne zadanie itp.
No i jest na czym oko zawiesić, efekty i scenografia wbijają w fotel – film kosztował w końcu około 190 milionów dolarów (zarobił jednak na całym świecie ponad pół miliarda)! Na fali sukcesu „World War Z” na rynek trafiła gra o tym samym tytule (i odniosła sukces), od samego początku planowano także nakręcenie dwóch kolejnych części. Sequel miał wyreżyserować Juan Antonio Bayona („Sierociniec”), ale w styczniu bieżącego roku odszedł z projektu. Mimo wszystko film prawdopodobnie powstanie, jego premierę wyznaczono na czerwiec 2017 roku.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
W różnych miejscach na całym świecie ludzie zaczynają zamieniać się w zombie. Ich ugryzienie jest wyjątkowo zaraźliwe – już po kilkunastu sekundach ukąszony sam zmienia się w żywego trupa! Rząd USA wzywa do siebie byłego pracownika ONZ, Gerry’ego Lane’a, który ma zbadać, skąd wziął się tajemniczy wirus i znaleźć na niego antidotum. Pierwsze tropy wiodą do Korei i Izraela, a w sprawę mogą być zamieszane armia i służby wywiadowcze. Czas ucieka, hordy zombie atakują ludzi, a Gerry’emu pracy nie ułatwia bynajmniej troska o najbliższych: żonę i dwie córki.
Nie jest to typowy horror, za dużo tu akcji i subtelnego humoru, za mało krwi – to raczej przygodowo-akcyjne kino o apokalipsie. Z bohaterem, który, o dziwo, nie jest superherosem, ale zwyczajnym człowiekiem (choć gra go Brad Pitt) mającym swoje problemy. Filmy o podobnej tematyce mnożą się jak nie przymierzając agresywni bohaterowie „World War Z”, ale obraz Marca Forstera wypada na ich tle dość świeżo – naprawdę dużo się dzieje, są interesujące postacie na drugim planie, wiele rozwiązań prezentuje się oryginalnie (sposób na epidemię rodem z Korei Północnej), choć sama fabuła ma dość często spotykaną w podobnych produkcjach strukturę gry wideo: zadanie, podróż/przemieszczenie się, kolejne zadanie itp.
No i jest na czym oko zawiesić, efekty i scenografia wbijają w fotel – film kosztował w końcu około 190 milionów dolarów (zarobił jednak na całym świecie ponad pół miliarda)! Na fali sukcesu „World War Z” na rynek trafiła gra o tym samym tytule (i odniosła sukces), od samego początku planowano także nakręcenie dwóch kolejnych części. Sequel miał wyreżyserować Juan Antonio Bayona („Sierociniec”), ale w styczniu bieżącego roku odszedł z projektu. Mimo wszystko film prawdopodobnie powstanie, jego premierę wyznaczono na czerwiec 2017 roku.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
środa, 17 lutego 2016
Recenzja Last Vegas - yoy.tv
Billy, Paddy, Archie i Sam od najmłodszych lat byli zgraną paczką, której nikt nie podskoczył. Lata mijały, drogi kumpli się rozeszły, teraz zbliżają się już do 70… Paddy wciąż rozpacza po stracie żony i całkiem skapcaniał, Archie’ego rodzina traktuje jak starego niedołęgę, Sam nudzi się jak mops w swym długoletnim małżeństwie. I tylko Billy nie dopuszcza do siebie myśli o starości, ba, właśnie ma zamiar wziąć ślub z kobietą, która mogłaby być jego córką (albo i wnuczką…). Z tej okazji zaprasza dawnych kumpli na wieczór kawalerski do Las Vegas!
"Last Vegas" jednoznacznie kojarzy się z trylogią "Kac Vegas". Fabuła jest w zasadzie ta sama – starzy (choć w tym przypadku to słowo trzeba traktować dosłownie…) kumple przyjeżdżają się zabawić, przeżywają niezwykłe przygody, spotykają miłość, dowiadują się czegoś o sobie. Z racji wieku głównych bohaterów ich zachowanie i wyskoki nie są jednak tak spektakularne jak Douga, Stu i spółki.
Panowie potrafią zaszaleć, ale trzymają klasę i z pewnością nie robią z siebie idiotów. Sympatycznie się to ogląda, tym bardziej że doborowa stawka aktorska gra z wdziękiem i na luzie. Można by powiedzieć, że to "Kac Vegas" dla starszych widzów, dające nadzieję i pokazujące, że na szukanie szczęścia i przeżycie fajnej przygody nigdy nie jest za późno. prócz zwiastunów jest krótki materiał zakulisowy o charakterze promocyjnym, w którym m.in. mowa o tym, że aktorska czwórka nigdy wczesnej nie spotkała się razem na planie.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
"Last Vegas" jednoznacznie kojarzy się z trylogią "Kac Vegas". Fabuła jest w zasadzie ta sama – starzy (choć w tym przypadku to słowo trzeba traktować dosłownie…) kumple przyjeżdżają się zabawić, przeżywają niezwykłe przygody, spotykają miłość, dowiadują się czegoś o sobie. Z racji wieku głównych bohaterów ich zachowanie i wyskoki nie są jednak tak spektakularne jak Douga, Stu i spółki.
Panowie potrafią zaszaleć, ale trzymają klasę i z pewnością nie robią z siebie idiotów. Sympatycznie się to ogląda, tym bardziej że doborowa stawka aktorska gra z wdziękiem i na luzie. Można by powiedzieć, że to "Kac Vegas" dla starszych widzów, dające nadzieję i pokazujące, że na szukanie szczęścia i przeżycie fajnej przygody nigdy nie jest za późno. prócz zwiastunów jest krótki materiał zakulisowy o charakterze promocyjnym, w którym m.in. mowa o tym, że aktorska czwórka nigdy wczesnej nie spotkała się razem na planie.
TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















