czwartek, 31 sierpnia 2017

Recenzja Equilibrium - yoy.tv

Świat po III wojnie. By uniknąć kolejnych wyniszczających konfliktów, rządzący postanawiają pozbawić ludzi wszelkich uczuć, bo to one leżą u podstaw wszystkich problemów. Zakazane są więc malarstwo, literatura, muzyka, niezgodne z prawem jest wszystko, co może przywołać wspomnienia, a nawet trzymanie w domu jakichkolwiek zwierząt - jako tych elementów życia, które wzbudzają emocje. Zamiast tego każdy człowiek ma obowiązek codziennie zażywać odpowiednią dawkę środka tłumiącego emocje o nazwie prozium. Ludzie, którzy tego nie robią, są traktowani jako potencjalni buntownicy i likwidowani. Jednym z egzekutorów jest John Preston (Christian Bale). Jego życie odmienia spotkanie z buntowniczką Mary O’Brian (Emily Watson).



Ta kolejna hollywoodzka antyutopia, ukazująca świat przyszłości bez uczuć, choć scenariusz nie zaskakuje niczym nowym (czy nazwa prozium to tylko przypadkowa zbieżność z prozakiem?), zrealizowana jest poprawnie i ma znakomitą obsadę.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 29 sierpnia 2017

Recenzja Piąty element (The Fifth Element) - yoy.tv

Połowa XXIII wieku. Były komandos Korben Dallas jest kierowcą taksówki latającej po wielopoziomowych ulicach Nowego Jorku. Tego dnia jest w kiepskim humorze, bo grozi mu utrata licencji. Tymczasem niespodziewanie do jego taksówki wpada piękna, naga dziewczyna, która nie umie powiedzieć ani słowa po angielsku. Zna tylko nazwisko Vito Cornelisa, kapłana wyśmiewanej sekty, która wieszczy zagładę Ziemi i nadejście rządów zła i ciemności. Zaintrygowany Korben wiezie Leeloo (tak nieznajoma ma na imię) do kapłana i krok po kroku dowiaduje się niezbyt przyjemnej prawdy: raz na pięć tysięcy lat nadchodzi czas, gdy zło może opanować wszechświat. Nie dopuścić do tego starała się pradawna kosmiczna rasa Mondoshawanów. Teraz, gdy ich zabrakło, pomóc mogą tylko cztery niepozorne kamienne artefakty niegdyś ukryte w egipskich piramidach a teraz będące w posiadaniu kosmicznej sławy śpiewaczki Divy Plavalaguny, oraz tytułowy tajemniczy piąty element. By je zdobyć, Korben, Cornelius i Leeloo muszą stawić czoła międzypalnetarnej policji, komandosom, a przede wszystkim szalonemu słudze Zła Zorgowi oraz jego pomocnikom tyleż licznym, co głupim Mangalorom...



Tę historię o międzyplanetarnej walce dobra i zła Luc Besson ponoć wymyślił jeszcze jako licealista. Ale musiał poczekać ponad 20 lat, by mieć możliwość, aby ją zrealizować. Najpierw musiał nakręcić "Wielki błękit" (1988), "Nikitę" (1990) i "Leona zawodowca" (1994), zdobyć sławę, nazwisko i pieniądze. A przy okazji także wylansować nowe gwiazdy kina: Annę Parillaud, Jeana Reno i Tcheky Karyo. Krótko mówiąc: nie tylko musiał udowodnić, że jest dobrym reżyserem, ale stać się "kimś" w międzynarodowym świecie filmowym. Bo w innym wypadku kto dałby mu 90 mln. dolarów na realizację filmu o którym marzył już od szkoły średniej? Jak przystało na poważną produkcję science fiction, budżet "Piątego elementu" na efekty specjalne wyniósł... 80 mln. dolarów i był największy w tamtym czasie. To w ogóle jest najdroższy film zrealizowany poza Hollywood, a zarazem najdroższy w historii słynnej francuskiej wytwórni filmowej Gaumont.



Żeby było zabawniej, Besson nie miał właściwie żadnych problemów, by zatrudnić do swej produkcji hollywoodzkie gwiazdy. Gary Oldman, z którym się zaprzyjaźnił podczas realizacji "Leona zawodowca" zgodził się natychmiast. Również Bruce Willis, któremu zaimponowały poprzednie filmy Francuza, nie dał się długo prosić - tym bardziej, że Korben niewiele odbiega od jego wcześniejszych ról. Paradoksalnie najwięcej problemów było z obsadzeniem Leeloo: Luc musiał obejrzeć ponad 5 tys. kandydatek, zanim jego uwagę zwróciła Milla Jovovich, efektowna modelka i początkująca aktorka o rosyjsko-serbskich korzeniach. Jest zresztą w "Piątym elemencie" jeszcze jeden aspekt bałkański: nazwisko błękitnoskórej Divy Plavalaguny pochodzi od nazwy chorwackiego kurortu Plava Laguna (czyli Błękitna Laguna), gdzie swego czasu Besson chętnie spędzał wakacje z rodziną.



Jako się rzekło, film kosztował 90 mln. dolarów i nie były to stracone pieniądze: do dziś "Piąty element" zarobił blisko 270 mln. dol. co daje mu 272 miejsce wśród kasowych przebojów wszech czasów. Dostał nominację do Oscara (za montaż efektów dźwiękowych), osiem nominacji i trzy Cezary (najlepszy reżyser, najlepsze zdjęcia, najlepsze dekoracje), ale też dwie nominacje do Złotych Malin (najgorsza aktorka - Milla Jovovich, najgorszy aktor - Chris Tucker).

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Recenzja Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki (Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull) - yoy.tv

Druga połowa lat 50. XX w. Henry "Indiana" Jones jr. (Harrison Ford) jest wziętym archeologiem i błyskotliwym wykładowcą uniwersyteckim. Ale także poszukiwaczem przygód. W swej pracy łączy metody rodem z westernów i owianych mgiełką romantyzmu XIX-wiecznych wypraw odkrywczych. Jednak przywiązanie do wysłużonego kapelusza, skórzanej kurtki i mistrzowskie posługiwanie się biczem nie przeszkadzają mu także w wykorzystywaniu najnowocześniejszych zdobyczy techniki. Dzięki temu udało mu się przekazać legendarną Arkę Przymierza w ręce władz USA ("Poszukiwacze zaginionej Arki", 1981), odzyskać trzy święte kamienie z hinduskiej wioski ("Indiana Jones i Świątynia Zagłady", 1984), a nawet dotrzeć do św. Graala ("Indiana Jones i ostatnia krucjata", 1989). Wtedy jego konkurentami nie wahającymi się sięgnąć do najbardziej brutalnych metod byli hitlerowcy.


Po zakończeniu II wojny światowej zmienił się układ sił i miejsce nazistów zajęli komuniści - równie chętni, by zgarnąć wiekowe artefakty zapewniające ponadnaturalną moc i władzę. Tym razem Indiana rusza do Ameryki południowej śladem słynnej Kryształowej Czaszki z Akator. Towarzyszy mu Mutt Williams (Shia LaBeouf), młody, inteligentny i dość arogancki człowiek, jako żywo przypominający Indianę z czasów młodości. Obaj szybko orientują się, że czaszką interesują się również radzieccy agenci kierowani przez piękną i zimną jak syberyjski lód Irinę Spalko (Cate Blanchett).

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 24 sierpnia 2017

Recenzja Gwiezdne wojny: Część IV - Nowa nadzieja (Star Wars) - yoy.tv

Republika upadła, oddziały Dartha Vadera zabiły większość rycerzy Jedi. Mimo to w galaktyce wciąż trwa ruch oporu zwany Sojuszem rebeliantów, dowodzony przez księżniczkę Leię. Buntownikom udało się zdobyć plany najnowszej stacji bojowej Dartha Vadera, nazwanej Gwiazdą Śmierci. Leia, przed schwytaniem przez szturmowców, oddaje plany droidom R2-D2 i C-3PO. Roboty po licznych perypetiach lądują na Tatooine, gdzie kupuje je młody Luke Skywalker. Na drodze chłopaka wkrótce stanie Obi-Wan Kenobi, dawny mistrz Jedi. Za jego namową – i po zniszczeniu rodzinnej farmy przez szturmowców – Luke przyłącza się do Obi-Wana, poznaje podstawy reguł zakonu Jedi, wyrusza też, wraz z awanturnikiem Hanem Solo, odbić Leię z rąk Lorda Vadera.



Chronologicznie to pierwsza z nakręconych części sagi. Do 1981 roku, a więc przez 4 lata, film nie miał żadnego podtytułu, funkcjonował po prostu jako „Gwiezdne wojny” – reżyser George Lucas szczerze wątpił, czy obraz odniesie sukces, nie zakładał kręcenia kontynuacji, nie brał nawet udziału w promocji tytułu, lecz wyjechał na wakacje ze Stevenem Spielbergiem (owocne, powstał na nich scenariusz „Poszukiwaczy zaginionej Arki”).



Tymczasem „Nowa nadzieja” okazała się fenomenem na skalę światową, filmem kultowym dla kilku już kolejnych pokoleń (w 1997 roku ukazała się edycja zawierająca wiele scen nieznanych z oryginału)! Zmieniła na zawsze sposób realizacji ekranowych widowisk, trafiła w gusta widzów spragnionych „historii większej niż życie”, z czytelnym podziałem na Dobro i Zło (film kosztował 11 milionów dolarów, zarobił blisko 800 milionów!). Świetne, lekko napisane dialogi, wielowymiarowe postacie, znakomite efekty specjalne; na potrzeby sagi stworzono cały fikcyjny wszechświat i zaludniono go barwnymi postaciami. To bez wątpienia jeden z najważniejszych obrazów nie tylko w historii gatunku, ale i kinematografii, słusznie nagrodzony aż 6 Oscarami w kategoriach technicznych (muzyka, kostiumy, scenografia, montaż, dźwięk, efekty specjalne).

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 22 sierpnia 2017

Recenzja Jestem legendą (I Am Legend) - yoy.tv

Rok 2009. Właśnie wynaleziono szczepionkę, która powinna uwolnić ludzkość od jednej z największych plag – raka. Jednak to, co miało być lekarstwem, okazało się przekleństwem. Bowiem, jak się okazało po pewnym czasie, szczepionka, którą uzyskano dzięki mutacji jednego z wirusów, miała działanie uboczne: albo ludzi zabijała, albo zamieniała w uczulone na światło krwiożercze stwory będące dziwnym połączeniem wampira i zombie.



Trzy lata później. Dr Robert Neville (Will Smith) jest lekarzem wojskowym, wirusologiem, specjalistą badań genetycznych. On sam okazał się odporny na działanie wirusa, ale reszta ludzkości zmarła (wśród nich jego żona i dziecko) lub pochowała się w podziemia, skąd wypełza nocą w poszukiwaniu pożywienia. Neville samotnie (jedynie z psem) mieszka w opustoszałym, rozpadającym się Nowym Jorku. Dzieli czas pomiędzy polowanie na zwierzynę (musi coś jeść), wizyty w centrum łączności, gdzie bezskutecznie próbuje nawiązać kontakt z innymi ludźmi, oraz w laboratorium, gdzie próbuje wynaleźć szczepionkę na wirusa. Czy naprawdę jest ostatnim człowiekiem na ziemi?



To już kolejna w ostatnim półwieczu ekranizacja powieści „Jestem legendą" Richarda Mathesona. Wcześniej był m.in. „Ostatni człowiek na ziemi” (1964) z Vincentem Price’em w roli głównej oraz „Człowiek Omega” (1971) z Charltonem Hestonem. Ale czy dzisiaj taka historia się sprawdza? Pomysł jest imponujący i ryzykowny. W futurystycznej wizji Nowego Jorku powoli opanowywanego (a może raczej odzyskiwanego) przez dziką przyrodę, przez ponad połowę filmu na ekranie jest tylko Will Smith i to na jego barkach spoczywa główny ciężar filmu. Nie do końca podołał temu zadaniu. Powinien widzów przykuwać do fotela – i tak jest, gdy coś się dzieje. Kiedy jednak nadchodzi uspokojenie – czarnoskóry gwiazdor prawie znika. Widać, że nie jest zawodowym aktorem. Inna sprawa, że ze strony reżysera Francisa Lawrence’a, który ma w dorobku niewiele więcej niż przyjęty z mieszanymi uczuciami horror „Constantine” (2005), nie dostał żadnego wsparcia. Więc i tak jest nieźle.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 19 sierpnia 2017

Recenzja Praktykant (The Intern) - yoy.tv

Ben Whittaker przekroczył siedemdziesiątkę, jest emerytowanym wdowcem. Próbował w różny sposób ożywić swe nudne życie staruszka, ale kończyło się to kolejnymi rozczarowaniami. W końcu Ben trafił na program aktywujący starsze osoby w pracy zawodowej, jako stażystów w szybko rozwijających się firmach. Mężczyzna przeszedł kwalifikacje i oto został stażystą-asystentem Jules, założycielki redakcji internetowego portalu o modzie. Początki są trudne – wkoło młodzi pracownicy, a sama Jules bardziej chce zbyć starszego pana niż rzeczywiście go angażować w prace firmy. Ben swą dokładnością, umiejętnością planowania i doświadczeniem życiowym szybko jednak podbija najpierw serca współpracowników, a potem samej pani redaktor.



„Praktykant” Nancy Meyers to teoretycznie komedia jakich wiele, nie wnosząca nic nowego do kanonów gatunku, oparta na sprawdzonych schematach – oto starszy pan pokaże młodzieży, jak należy traktować swe obowiązki, co w życiu jest najważniejsze, a nawet jak czasem się zresetować i zabawić. Podobnych było na pęczki, ale… ten film jest tak sprawnie opowiedziany i zwyczajnie sympatyczny, że – jeśli weźmiemy całą sytuację w lekki nawias, wiadomo, w prawdziwym życiu pewnie Ben nie miałby tak z górki – każdy będzie się na nim dobrze bawił i raczej nikt nie będzie psioczyć, że mało oryginalne. Poza tym wspomniany starszy pan rzeczywiście swym postępowaniem i życiową filozofią (całe życie w jednej firmie, oddany pracy bez reszty, profesjonalista, ale z bagażem doświadczeń, dzięki którym już wie, co zrobił dobrze, a co źle i czy tędy droga) może i nas czegoś nauczyć, a przynajmniej coś ważnego nam przekazać.



Ogromnym plusem „Praktykanta” są też aktorzy: w tytułową postać wcielił się Robert De Niro, który wreszcie nie stroi głupawych min i przypomina o swej klasie, a nieco jędzowatą Jules zagrała Anne Hathaway (wystąpiła więc w odwrotnej roli, niż w „Diabeł ubiera się u Prady”, który z „Praktykantem” ma sporo wspólnego).

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 17 sierpnia 2017

Recenzja Szklanką po łapkach (Spy Hard) - yoy.tv

Tajny agent WD-40 Dick Steel (Leslie Nielsen) od 15 lat opłakuje śmierć swej ukochanej Victorii Dahl (Stephanie Romanov), która zginęła podczas brawurowej akcji przeciw szalonemu generałowi Rancorowi (Andy Griffith). Okazuje się, że Rancor wciąż żyje (stracił tylko obie ręce), a teraz porwał córkę Victorii, Barbarę (Stephanie Romanov), i na dodatek grozi, że zniszczy Ziemię. Steel musi wrócić do służby, by znowu przeciwstawić się szaleńcowi, który ukrył się na niewielkiej wysepce. Tam też więzi Barbarę i ukrywa śmiercionośne rakiety. Agentowi WD-40 pomaga radziecka agentka Veronique (Nicolette Sheridan)...



Leslie Nielsena nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W czasie 60 lat kariery aktorskiej wystąpił w blisko 250 filmach, w większości poważnych, ale popularność przyniosła mu postać porucznika Drebina, która pojawiła się najpierw w komediowym serialu „Police Squad!”, a później trzech filmach cyklu „Naga broń”. Agent WD-40 to znakomity i równie śmieszny spadkobierca Drebina: wzorowany na Jamesie Bondzie, podobnie jak on ma mnóstwo wdzięku, którym uwodzi kobiety (a przynajmniej tak mu się wydaje), dysponuje równie zabójczymi gadżetami (a że nie umie z nich korzystać, to inna sprawa) i jest niezwykle przebiegły (aż sam siebie zadziwia). Dlatego każda jego akcja musi się udać. Drżyjcie zbrodniarze!

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv