niedziela, 7 stycznia 2018

Recenzja Dary Anioła: Miasto kości (The Mortal Instruments: City of Bones) - yoy.tv

"Dary Anioła" wkrótce doczekają się szóstej już odsłony książkowej (premiera przewidywana jest na maj), czy jednak film może liczyć na tyle części… Nie jestem przekonany, a już na pewno nie są przekonani producenci, którzy wyłożyli 60 milionów dolarów, a w USA zwróciła się z tego ledwie połowa… W czym wina? Chyba trochę po stronie scenariusza, zbyt zawiłego i czasem niejasnego (zadanie było trudne – opowiedzieć skomplikowaną historię bohaterki i przedstawić wszystkie postacie, a jednocześnie zadbać o liczne sekwencje z efektami, choć wiele wątków skrócono, zabrakło metrażu…), wpływ na wszystko miał pewnie także wysyp podobnych filmów fantasy dla nastolatków, trwający już dobrych kilka lat: książki są wciąż kupowane, ale popularność ich ekranizacji stopniowo spada, bo też i co nowego można wymyśleć od strony wizualnej?


Główną bohaterką jest nastoletnia Clary, mieszkająca ze swą matką Jocelyn. Podczas wizyty w klubie dziewczyna jest świadkiem zabójstwa tajemniczego osobnika, którego ciało… rozpłynęło się po śmierci w powietrzu! Zabójcy przedstawiają się jako Nocni Łowcy, pół ludzie, pół anioły, których zadaniem jest chronić ziemie przed zamieszkującymi ją demonami. To, że Clary zobaczyła Nocnych Łowców, którzy dla zwykłego śmiertelnika są niewidzialni, świadczy o jej niezwykłości i przynależności do kasty pogromców zła. Wkrótce znika matka dziewczyny, a na Clary zaczyna dybać jakaś mroczna siła i Nocni Łowcy, Isabelle, Alec i Jace, staną się jej jedynym sprzymierzeńcem. Clary wkracza w alternatywny świat zamieszkały przez anioły, wróżki, wilkołaki, wampiry i demony…


I znów mamy miłosne rozterki nastolatki (i wzdychanie do dwóch przystojniaków), i kolejne istoty nie z tej ziemi ubierają się w modne skóry i mają fajne tatuaże, słowem – wyglądają jak zbuntowane nastolatki z bogatych domów, i znów jest alternatywny świat, o którym nie mamy pojęcia… Jeśli ktoś lubi takie klimaty, będzie usatysfakcjonowany – dostanie dokładnie to, czego chciał i oczekiwał, wszystko podane w miarę efektownie, modnie i upozorowane na „głębokie przemyślenia o ludzkiej naturze i świecie”. A mnie, podobnie jak – patrząc po frekwencji w kinach – wielu widzów, to już trochę zaczęło nudzić…

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 6 stycznia 2018

Recenzja Wielki Mike. The Blind Side (The Blind Side) - yoy.tv

Czarnoskóry Michael „Mike” Oher (Quinton Aaron) swoje dzieciństwo spędził na ulicy. Jego matka narkomanka niewiele mu dała, a już na pewno nie rodzinne ciepło. Wyższy i cięższy od swoich rówieśników Mike był zarazem trochę mniej od nich sprawny intelektualnie. Na szczęście chłopcem zainteresowała się żona milionera Leigh Anne Tuohy (nagrodzona Oscarem Sandra Bullock). To ona, wspierana przez męża (Tim McGraw) i dzieci (Lily Collins, Jae Head) zdecydowała się przygarnąć go i stworzyć mu prawdziwą rodzinę i dom. Jej determinacja i bezinteresowne zaangażowanie spowodowały, że Mike skończył szkołę i w końcu ujawnił swoje sportowe zdolności. W końcu został jednym z czołowych graczy w futbol amerykański...


Historia opowiedziana w „Wielkim Mike’u” zdarzyła się naprawdę i należy do kategorii takich, w których lubują się Hollywood i Amerykanie, a za ich pośrednictwem także cały świat. Bo opowiada o tym, że tak naprawdę ludzie są dobrzy i jeśli tylko o tym pamiętają, efekty mogą przejść wszelkie wyobrażenia. I właśnie dlatego warto pomagać innym.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 3 stycznia 2018

Recenzja Drapieżnik (The Flock) - yoy.tv

Errol od lat pracuje w Departamencie Bezpieczeństwa Publicznego. Jest kuratorem przestępców seksualnych – wśród jego "podopiecznych" są gwałciciele, zboczeńcy, maniacy seksualni. Lata przebywania z brutalnymi przestępcami zabiły w Errolu wszelkie ideały: przy każdej nadarzającej się okazji pacyfikuje ich brutalnie, nie waha się łamać prawa, wrabiać podejrzanych. W końcu miarka się przebiera – Errol zostaje wysłany na emeryturę… Ma trzy tygodnie na to, by zapoznać z warunkami pracy i przeszkolić młodą następczynię, Allison. Tymczasem znika młoda dziewczyna. Errol jest pewien, że stoi za tym jeden z jego najgroźniejszych „podopiecznych”…


Za kamerą stanął Andrew Lau (tak naprawdę Wai Keung Lau), autor znakomitej trylogii „Internal Affairs: Piekielna gra” (powstał także amerykański remake pierwszej części, „Infiltracja”). Znany z zamiłowania do „malowania kadrem” reżyser postanowił nakręcić dreszczowiec z ambicjami, film o najmroczniejszych zakątkach ludzkiej duszy, o utracie człowieczeństwa, najtrudniejszych wyborach, o tym, że mając nieustanny kontakt ze złem w końcu przestaniemy rozróżniać, czy nie przeszliśmy już na „ciemną stronę mocy”.


W tle oglądamy najgorsze ludzkie zboczenia i manie, gwałcicieli i pedofilów. Niestety, wszystko to przedstawiono nieco zawile, za dużo też tu filozofowania (mowa o dialogach). Treść nie współgra najlepiej z przeestetyzowaną stroną plastyczną, która zamiast budować klimat, jedynie zaciemnia całość opowieści. W roli Errola wystąpił, łamiąc nieco swój ekranowy image, Richard Gere – i jest to zupełnie niezła rola. Nie miała natomiast wielkiego pola do popisu odtwórczyni Allison, Claire Danes, z której scenarzyści zrobili wyłącznie ładnie wyglądającą młodą idealistkę, na przemian zastraszoną i wściekłą. Temat ciekawy, film jednak nie do końca spełnia – zważywszy na nazwisko reżysera – pokładane w nim nadzieje. Dla wielbicieli mocnego, mrocznego kina.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 30 grudnia 2017

Recenzja WALL·E - yoy.tv

Ludzie do 2105 roku tak zaśmiecili Ziemię, że życie na niej stało się niemożliwe. Wsiedli więc w luksusowy statek kosmiczny Aksjomat i na pięć lat polecieli w siną dal, przeczekać aż pozostawione na planecie roboty zlikwidują problem śmieci. Okazało się jednak, że zadanie przerosło możliwości mechanicznych sprzątaczy. Minęło 7 wieków, ludzie wciąż krążą po kosmosie w Aksjomacie, a na Ziemi został już ostatni robot, WALL-E (Wysypiskowy Automat Lekwidująco-Lewarujący, klasa E). Maszyna przez wieki stała się istotą myślącą i czującą, udomowiła karalucha, wyhodowała roślinkę. Jej życie odmieni przybycie statku z EWĄ, robotem mającym sprawdzić, czy Ziemia może ponownie zostać zasiedlona.


Pierwszy w historii kina film animowany, który zdobył aż 6 nominacji do Oscara (i ostatecznie wywalczył statuetkę dla najlepszego filmu animowanego roku)! Zasłużenie, „WALL-E” to bajka, ale jakże wiele przemycono w niej treści dla dorosłych – zagrożenie katastrofą ekologiczną, satyra na coraz bardziej leniwy tryb życia (opływający w luksusy pasażerowie Aksjomatu nie muszą praktycznie ruszać się z miejsca, stali się więc baryłkowatymi istotkami, które nie bardzo wiedzą, do czego służą nogi), na reklamę, na mody, konsumpcjonizm. Jest też wielka miłość, myśląca sztuczna inteligencja i przezabawny popkulturowy portret karalucha (czyli stworzenia, które przetrwa wszystko i nie można go zabić). Jakby tego było mało, miłośnicy X Muzy bez trudu zauważą, że poruszanie się robotów, ich relacje, zachowania wzorowano na grze najsłynniejszych komików kina niemego, Charlie’ego Chaplina i Bustera Keatona. Dzieło Andrew Stantona nie tylko bawi i uczy, są momenty, kiedy z napięcia przegryzamy wargi, śmiejemy się do rozpuku, a nawet dyskretnie ocieramy łezkę. Bez wątpienia jedna z najlepszych animacji ostatnich lat (przy okazji wielki sukces finansowy: film kosztował co prawda aż 180 milionów dolarów, ale na całym świecie w samych kinach zarobił ponad pół miliarda).

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 26 grudnia 2017

Recenzja Dzień świra - yoy.tv

Gorzka komedia o sfrustrowanym polskim inteligencie dobiegającym pięćdziesiątki. Akcja rozgrywa się w czasie jednej doby – towarzyszymy bohaterowi od momentu, gdy pogrążony w półśnie walczy z niechęcią do kolejnego dnia, aż po wieczorną modlitwę, w której prosi o nieszczęście dla uciążliwego sąsiada.


„Jestem śmiertelnie zmęczony, chociaż niczego w życiu nie dokonałem” – mówi o sobie Adaś Miauczyński (Marek Kondrat), numeroman, hipohondryk, lekoman, rozwodnik bez sukcesów życiowych (pracuje za marne pieniądze jako nauczyciel polskiego), niezadowolony z nastoletniego syna (w tej roli syn Koterskiego Michał). Każdy dzień to dla bohatera droga przez mękę natrętnie powtarzanych czynności. Miota się między momentami rozpaczy a wybuchami agresji.


Oba stany potrafią w nim wywoływać rzeczy z pozoru błahe – robotnicy za oknem, którzy hałasują od rana, narzekania matki (Janina Traczykówna), sąsiad słuchający Chopina. „Jednak Adaś nie jest świrem, jest po prostu wrażliwym człowiekiem, którego denerwuje to, że życie składa się w większości z detali, że rzeczy wielkie stanowią w nim niewielki procent. Takim świrem jest przecież czasem każdy z nas” – pisano po premierze filmu.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 23 grudnia 2017

Recenzja Kevin sam w Nowym Jorku (Home Alone 2: Lost in New York) - yoy.tv

Dwa lata po ogromnym sukcesie "Kevina" reżyser produkcji – Chris Columbus – postawił na kontynuację filmu. Tym razem głównym tłem wydarzeń stał się Nowy Jork. Rodzina McCallisterów postanawia spędzić Święta Bożego Narodzenia na Florydzie. Podczas zamieszania na lotnisku mały Kevin (Macaulay Culkin) wsiada jednak do innego samolotu. W efekcie tego sam jak palec trafia do Nowego Jorku, gdzie ponownie będzie musiał zmierzyć się z podrzędnymi włamywaczami, chcącymi zemścić się za zeszłoroczną wpadkę i pobyt w więzieniu...


Jak widać, fabuła nie odbiega zbytnio od swego pierwszego schematu. Zmienia się jedynie miejsce akcji filmu. Sam scenariusz również nie powala. Spora ilość gagów i przeróżnych kwestii to zwyczajnie istna powtórka z rozrywki. Czy ma to jednak jakieś większe znaczenie? Oczywiście że nie! Po co oryginalność, skoro żołądek i tak skręca się ze śmiechu? Tymczasem pomijając absolutny brak nowości, film zachwyca przede wszystkim wspaniałym aktorstwem. Po raz kolejny znakomicie spisali się Macaulay Culkin, John Heard i Catherine O'Hara, nie wspominając już o świetnych kreacjach Pesciego i Sterna w roli fajtłapowatych, choć bardzo ambitnych włamywaczy. W stałą obsadę rewelacyjnie wpasował się również Tim Curry i nie mniej zabawny Rob Schneider. Wielkim atutem produkcji można nazwać także fantastyczny klimat i świetny świąteczny nastrój. To właśnie dzięki nim film co roku przyciąga przed ekrany wiele milionów widzów. Ponadto ciekawie prezentuje się miła dla ucha ścieżka dźwiękowa Johna Williamsa jak i niezwykłe zdjęcia Julio Macata. Sama reżyseria również bez zarzutów. Columbus po raz kolejny pokazał nam precyzyjne ujęcia, piękne scenografie i naprawdę dobrze nakręcone sceny na długo zapadające w pamięci.


"Kevin sam w Nowym Jorku" to najogólniej pozbawiony większych wad sequel, który wraz z poprzednikiem wprost emanuje świątecznym ciepłem, tworząc prawdziwą bożonarodzeniową klasykę dla całej rodziny. Film wprost bombarduje widza humorem i różnymi gagami, dowodząc przy tym, że prawdziwa miłość jest w stanie przezwyciężyć wszelkie przeciwności losu. Serdecznie polecam więc wszystkim sympatykom Świąt i tego fantastycznego, szczerze magicznego klimatu.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 22 grudnia 2017

Recenzja Osaczeni (Entrapment) - yoy.tv

Ona - obiecująca, piękna i młoda (ale już nie za bardzo), on - już w latach, ale wciąż atrakcyjny i uważany za superseksownego. Stawka też niemała: miliardy dolarów. Wartość dodatkowa, choć oczywista: miłość. Czy może być lepszy pomysł na przebój kinowy?


W tym przypadku chodzi o Catherine Zeta-Jones, która gra piękną i przebiegłą agentkę ubezpieczeniową, próbująca wytropić, czy pewien znany i wciąż podejrzewany, ale nieuchwytny włamywacz (to rola Seana Connery'ego) rzeczywiście ukradł cenny obraz. Jednak to tylko przykrywka, ponieważ tak naprawdę kobieta ma zupełnie inny cel: chce namówić mężczyznę na skok stulecia (i to dosłownie, ale nie każcie mi tłumaczyć o co chodzi). Stawka jest niezwykle wysoka - 20 miliardów dolarów.


Ten film bardziej był potrzebny Catherine Zeta-Jones, niż Connery’emu. On swoje już zagrał, pozycję zawodową miał ustaloną. Ale ona dopiero zaczynała karierę, dlatego "Osaczeni" byli dla niej ważni. Od ich realizacji mogła mówić, że grała z Jamesem Bondem. Do tej roli Connery’ego nawiązuje pierwsza scena filmu, w której włamywacz wstukuje kod bezpieczeństwa 1007, czyli "pierwszy 007". Jednak scena miłosna między Catherine a Seanem została w 2003 roku uznana przez czytelników amerykańskiego magazynu "Film" za drugą, najgorszą scenę miłosną w historii kina. Pierwsze miejsce przypadło Sharon Stone i Joemu Pesci w "Kasynie" (1995).

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 16 grudnia 2017

Recenzja Człowiek pies (Unleashed) - yoy.tv

Danny od 4. roku życia był wychowywany przez gangstera, który traktował go jak psa i szkolił na mordercę. Jego życie zmienia się dopiero wtedy, gdy Danny poznaje niewidomego stroiciela fortepianów. Dość zaskakująca próba połączenia dwóch diametralnie różnych gatunków: kina walki i melodramatu. W efekcie ciekawe pomysły, które mogłyby stać się kanwą naprawdę kapitalnych filmów, są zaledwie średnie.


Bohaterem filmu jest Danny (zaskakująco dobry Jet Li), po śmierci matki od czwartego roku życia wychowywany na ochroniarza przez Barta (Bob Hoskins), trzęsącego Glasgow gangstera. Dziś, będąc dorosłym człowiekiem, Danny nie umie pisać i czytać, ale jest jak pies obronny - posłuszny i wierny swemu panu. Dopiero przypadkowe spotkanie z Samem (Morgan Freeman), niewidomym stroicielem fortepianów, zmienia jego życie.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 14 grudnia 2017

Recenzja Weselna gorączka (The Pleasure of Your Company) - yoy.tv

Anderson po długiej znajomości z Vanessą postanawia się jej oświadczyć. Niecodzienne – i zaskakujące – oświadczyny tak wstrząsają dziewczyną, że… umiera. Zrozpaczony chłopak długo nie może sobie poradzić z tą tragedią, traci pracę, rozpamiętuje dawne szczęśliwe chwile z Vanessą. W końcu, po roku, za namową swego kumpla Teda, oświadcza się po raz drugi, tym razem spontanicznie, przypadkowej kelnerce Katie. O dziwo dziewczyna przyjmuje oświadczyny i wkrótce wprowadza się do Andersona. Czy jednak ma szansę w starciu z nieżyjącą co prawda, ale wciąż uważaną przez Andersona za ideał Vanessą?


Komedia romantyczna z Jasonem Biggsem (znanym z serii „American Pie”) oraz z Islą Fisher. Film przeszedł trochę bez echa zarówno w USA, jak i poza granicami. Chyba nie do końca słusznie – co prawda nie jest specjalnie oryginalny i zaskakujący, a i sprawia wrażenie niskobudżetowego, ale to lekkie, przyjemne kino, w sam raz na wieczór przy świecach czy po prostu do obejrzenia jako „pastylka na chandrę”. No i znalazło się w nim kilka naprawdę pomysłowych scen – przykładem brawurowe, aż za bardzo (jak widać ludzie współcześni reagują na Kupidyna w różny sposób…), oświadczenie się Andersona Vanessie. Zresztą ten prolog, utrzymany w klimacie bardzo czarnej komedii, to wyróżniający się poziomem fragment filmu i aż żal, że twórcy dalej nie brnęli w ten absurdalno-koszmarny klimacik, mogłoby wyjść naprawdę „odjechane” dziełko (kolejne minuty to już zwrot w stronę schematów komedii romantycznej). Technicznie jest przyzwoicie, aktorsko też nie najgorzej (zdecydowanie na plus wypadła Isla Fisher w roli Katie). Nie doczekał się natomiast odpowiedniego rozwinięcia temat: Czy podejmując tak ważne decyzje lepiej być rozważnym czy romantycznym? Skończyło się na kilku bajkowych banałach, a sam dylemat gdzieś po drodze się rozmył.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 12 grudnia 2017

Recenzja Inwazja (The Invasion) - yoy.tv

Wracający z wyprawy statek kosmiczny eksploduje podczas podchodzenia do lądowania. Jego resztki rozpraszają się po całym USA. Pokryte są tajemniczą substancją, która - jak się szybko okazuje - jest niezwykle niebezpieczna dla ludzi: podczas snu diametralnie zmienia ich psychikę, pozbawiając uczuć i emocji. Oczywiście rząd chce ukryć prawdę. Tymczasem psychiatra Carol Bennell (Nicole Kidman) i doktor Ben Driscoll (Daniel Craig) próbują zatrzymać epidemię. W końcu Carol orientuje się, że kluczem do sukcesu może być jej syn. Musi go odnaleźć, zanim dopadnie ją sen...


Film nie miał szczęścia: choć ukończony w 2006 roku, nie spodobał się producentom, którzy zatrudnili braci Wachowskich, by przerobili scenariusz. Potem trzeba było robić sporo dokrętek, więc premiera została opóźniona o rok. Ale nim do niej doszło, okazało się, że grający rolę Bena Driscolla Daniel Craig będzie nowym Bondem, więc już nikogo nie interesowała "Inwazja". A szkoda. Może nie jest to dzieło wybitne, ale solidnie zrobione i zagrane: zarówno Craig, jak i Kidman wypadli bardzo dobrze.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 10 grudnia 2017

Recenzja Adwokat (The Counselor) - yoy.tv

Adwokat (nie poznamy go z imienia czy nazwiska) i jego piękna narzeczona Laura lubią wygodne życie w luksusie. Szybkie samochody, elegancki apartament, zaręczynowy pierścionek z diamentem zamówiony w Amsterdamie – wszystko to jednak kosztuje… Dlatego Adwokat postanawia zrobić „tylko jeden jedyny raz” narkotykowy interes z właścicielem miejscowego klubu nocnego i jego wspólnikami z Meksyku. Mimo ostrzeżeń ze strony pośrednika wplątuje się w rozgrywkę z bezlitosnym kartelem z Ciudad Juarez.


Mroczny kryminał w reżyserii Ridleya Scotta, według scenariusza samego Cormaca McCarthy’ego („Krwawy południk”, „Rącze konie”, „To nie jest kraj dla starych ludzi”). Film z ciekawymi, bardzo niejednoznacznymi moralnie bohaterami, wśród których na pierwszy plan wybijają się arogancki Adwokat w wykonaniu Michaela Fassbendera, noszący się po kowbojsku Brad Pitt jako Westray, a przede wszystkim najlepsza aktorsko w tym gronie Cameron Diaz w roli złej do szpiku kości Malkiny (wystąpili też Penelope Cruz, Javier Bardem czy Rosie Perez). Dobre dialogi (choć zdecydowanie ich za dużo), misterne intrygi, specyficzny klimat amerykańsko-meksykańskiego pogranicza, ładne zdjęcia – to wszystko także w „Adwokacie” znajdziemy. A jednak film trudno uznać za wybitny, a nawet bardzo dobry – jest zaledwie niezły… Decyduje o tym tempo akcji, ślamazarne, z napięciem, które co prawda rośnie, ale dość mizernie. Decydują też sami bohaterowie, wielowymiarowi, ale trudni do polubienia: Adwokat to kawał drania, Malkina to czyste zło, właściciel klubu Reiner i jego kompani to też kanalie. W takiej sytuacji nawet najbardziej wciągająca fabuła nie pomoże: nie ma komu kibicować, nikt się nie zmienia na lepsze, bohaterowie z uporem coraz głębiej brną w kłopoty myśląc „A może mi się jednak uda?”. Z każdym zwrotem akcji klimat staje się coraz bardziej pesymistyczny i przygnębiający… Widzowie oczekujący wartkiej akcji, strzelanin i pościgów, rozrywki na luzie mogą się rozczarować.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 8 grudnia 2017

Recenzja Karbala - yoy.tv

Kwiecień 2004 roku. Mija rok od obalenia Saddama Husajna, Irak wciąż jest okupowany przez siły amerykańskie i międzynarodową koalicję, w tym – dowodzącą strefą środkowo-południową – armię polską. 3 kwietnia do miasta Karbala przybywają pielgrzymi celebrujący muzułmańskie święto Aszura. Fakt, że w mieście pojawiło się tyle osób wykorzystują siły armii Mahdiego, przeprowadzając zamachy, w których giną setki ludzi. Jednak ich celem jest odbicie City Hall, kompleksu łączącego w sobie ratusz, siedzibę policji oraz więzienie. Stacjonujący w Karbali polscy i bułgarscy żołnierze otrzymują rozkaz obrony budynku za wszelką cenę, mimo iż przydział amunicji oraz racje żywnościowe mogą im wystarczyć teoretycznie na 24 godziny. Iraccy policjanci dezerterują, siły Muktada as-Sadra odcinają Karbalę od reszty świata, rozpoczyna się trwająca trzy dni i trzy noce bitwa o City Hall.


„Karbala” sprawdza się jako sprawozdanie z pola walki, pokazujące prawdziwe oblicze konfliktu zbrojnego z polityką oraz religią w tle. Twórca zwraca uwagę na emocje żołnierzy, którzy po zastrzeleniu młodego Irakijczyka, gotowego wystrzelić w ich stronę, są nie tylko zrozpaczeni faktem zabicia człowieka, ale przede wszystkim mają świadomość, że wideo dokumentujące śmierć Araba, będzie doskonałym materiałem propagandowym dla Al-Dżaziry. Podobnie sprawa wygląda z ostrzeliwaniem zajętego przez przeciwnika meczetu – atak na meczet może zostać zinterpretowany jako próba zniszczenia przez Polaków obiektu sakralnego. Nie wspominając już o takich zagrywkach ze strony Islamistów, jak otoczenie się kordonem porwanych miejscowych dzieci, których nawet przypadkowa śmierć, mogłaby się skończyć zarzutami o ludobójstwo dla żołnierzy. Co najważniejsze, autor nie ukazuje sił międzynarodowych jako krystalicznie czystych; wojsko nie liczy się z cywilną ludnością i tym, że zatruwając wodę może pozbawić życia niewinne osoby, a nie tylko jednostki bojowe wroga.


Mimo scenariuszowych oraz technicznych słabości, nie można powiedzieć, że „Karbalę” źle się ogląda. Wprost przeciwnie; akcja jest dynamiczna, stale prze do przodu oraz – co najważniejsze – wywołuje emocje. Dużo emocji. To pierwszy polski pełnometrażowy film fabularny ukazujący polską armię podczas współczesnego konfliktu zbrojnego od czasu „Demonów wojny wg Goi” Władysława Pasikowskiego z 1998 roku. Zresztą – mniej lub bardziej świadomie – Łukaszewicz nawiązuje w kilku momentach do produkcji autora „Gliny” - chociażby wątek dwóch skonfliktowanych braci czy scena końcowa. Chociaż „Karbala” ma swoje słabości, to dobrze, że takie kino powstaje. W Polsce wciąż brakuje kina gatunkowego, a produkcja reżysera „Linczu” jest chociaż próbą nakręcenia filmu, który skupia się na swoim gatunku, jest pozbawiony zbędnych wątków w tle i chce opowiedzieć konkretną historię.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 2 grudnia 2017

Recenzja American Hustle - yoy.tv

USA, 1978. Irving Rosenfeld (nominowany do Oscara i Złotego Globu Christian Bale) jest właścicielem sieci pralni, ale przede wszystkim – oszustem. Na jakimś przyjęciu poznaje Sydney Prosser (nagrodzona Złotym Globem i nominowana do Oscara Amy Adams), która z kolei udaje brytyjską arystokratkę Edith Greensly. Znajomość szybko zamienia się w ognisty romans, a kochankowie postanawiają już wspólnie kontynuować oszukańczy interes: zajmują się sprzedażą fałszywych obrazów i pośrednictwem w fikcyjnych pożyczkach. Pewnego dnia w ich biurze zjawia się Richie DiMaso (nominowany do Oscara i Złotego Globu Bradley Cooper), nadzwyczaj ambitny agent FBI. Szantażując zmusza parę kochanków do współpracy i udziału w operacji antykorupcyjnej skierowanej przeciwko Carmine Polito (Jeremy Renner), popularnemu politykowi z New Jersey. Tymczasem Irving ma coraz większe problemy ze swoją uzależnioną od solarium i wysokoprocentowych drinków żoną (nagrodzona Złotym Globem i nominowana do Oscara Jennifer Lawrence)...


Ta zakręcona i lekko odjechana produkcja okazała się jednym z największych hitów 2013 roku. Znakomicie skonstruowana i zagrana zdobyła siedem nominacji do Złotego Globu i trzy statuetki oraz 10 nominacji do Oscara (w tym dla najlepszego filmu, za najlepsza reżyserię i scenariusz).

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 28 listopada 2017

Recenzja 13 godzin: Tajna misja w Benghazi (13 Hours: The Secret Soldiers of Benghazi) - yoy.tv

Libia, rok 2012; kraj pogrążony jest w całkowitym chaosie, poszczególne regiony i miasta kontrolowane są przez wrogie sobie oddziały milicyjne i grupy siepaczy miejscowych watażków. USA jako jeden z nielicznych krajów nie wycofała z Libii swych dyplomatów, działa placówka w Benghazi, a także położona o około mili od niej komórka CIA, zwana The Annex. Ta ostatnia jest chroniona przez grupę doborowych najemników z organizacji Global Response Staff. 11 września dochodzi do ataku na The Annex, w tym czasie przebywa tam właśnie amerykański ambasador – najemników czeka walka na śmierć i życie z przeważającymi siłami wroga.


Nowy film Michaela Baya opowiada o prawdziwych wydarzeniach, opisanych w książce Mitchella Zuckoffa „13 Hours”, która posłużyła jako podstawa scenariusza. Powyższy opis treści w zestawieniu z nazwiskiem reżysera, słynącego wszak z nadmiernego patosu i epatowania efektami specjalnymi nawet wówczas, gdy nie jest to specjalnie koniecznie, mógłby sugerować, że to kolejny, tym razem mniej znany i zrobiony za mniejsze pieniądze (budżet wyniósł „zaledwie” 50 milionów dolarów, w obsadzie brak znanych nazwisk, choć początkowo miał się pojawić Mark Wahlberg) blockbuster potwierdzający chwałę amerykańskiego oręża, w finale zaś zobaczymy łopoczący dumnie gwiaździsty sztandar (wszyscy pamiętają chyba jego „Pearl Harbor”…). Tak jednak nie jest – być może właśnie z powodu ograniczonych środków finansowych Bay nakręcił obraz przypominający swym klaustrofobicznym klimatem „Helikopter w ogniu”. To po części mocne męskie kino, akcyjniak pełną gębą, w którym trup ściele się gęsto, z drugiej jednak strony to także kameralny, rozgrywający się w gronie kilku osób, dramat najemników, którzy z racji wykonywanego zawodu (a i z poczucia obowiązku i odpowiedzialności) muszą ryzykować swe życie dla innych. Prosta historia, sporo realizmu, nieźle naszkicowane portrety psychologiczne – Bay pokazał, że nie musi kręcić wszystkiego według tego samego schematu i potrafi zrobić solidne kino.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 22 listopada 2017

Recenzja Agentka (Spy) - yoy.tv

Susan Cooper zapowiadała się na świetną agentkę. Od tego czasu minęło jednak 10 lat i wiele kilogramów – Susan skończyła jako otyła analityczka CIA, pomagająca zza biurka swym kolegom biorącym udział w prawdziwych akcjach. Podczas jednej z takich akcji prawdopodobnie ginie agent Bradley Fine, do którego Susan po cichu wzdychała. Kobieta wie, kto jest za to odpowiedzialny, wiadomo też, że sprawa jest niezwykłej wagi – w grę wchodzi posiadanie broni jądrowej! W takiej sytuacji szefowa Susan zgadza się, by ta ruszyła do akcji jako pełnoprawny agent. Trop wiedzie przez Paryż i Rzym do Budapesztu, a metody Susan (przedstawiającej się teraz jako Penny Morgan) przyprawiają o ból głowy zarówno jej partnerów, jak i zszokowanych przestępców.


Początek „Agentki”, pełen odniesień do serii o przygodach Jamesa Bonda, a i angielskiego absurdalnego humoru zapowiada, że oto otrzymamy jeszcze jedną parodię obrazów o superszpiegach, coś na kształt „Kingsman: Tajne służby”. Potem jednak do akcji wkracza Susan grana z werwą przez Melissę McCarthy (aktorka osobiście wykonywała sporą część scen kaskaderskich i solidnie poćwiczyła przed występem). Od tej pory „Agentka” nie jest już typową parodią kina sensacyjnego, a piszącą nowy rozdział opowieścią o kobiecym szpiegu, który wkroczył bez pardonu (i wielkich umiejętności…) w świat twardzieli. Są co prawda cytaty z klasyki gatunku (na przykład Jason Statham, który grając agenta Ricka Forda puszcza oczko w stronę swych wcześniejszych ekranowych wcieleń twardych facetów), ale sensacja jest rozłożona na łopatki przez kolejne gagi. Film staje się pędzącą na łeb, na szyję komedią, w której błyskotliwe gagi przeplatają się z dość żenującymi żartami. Tych pierwszych jest na szczęście więcej, a i technicznie film wybija się ponad przeciętność, więc śmiało można powiedzieć, że „Agentka” ma licencję na rozbawienie. Producenci zapowiadają już nakręcenie kontynuacji, z McCarthy i Stathamem powtarzającymi swe role (zabraknie natomiast z pewnością Jude’a Law, ekranowego Fine’a).

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 16 listopada 2017

Recenzja Autor widmo (The Ghost Writer) - yoy.tv

Młody człowiek, który zajmuje się pisaniem biografii sławnych osób, zostaje wynajęty przez byłego premiera Wielkiej Brytanii, Adama Langa. Mężczyzna dowiaduje się, że jego poprzednik zginął w tajemniczych okolicznościach… Autor biografii, by być bliżej obiektu swej pracy, przybywa na położoną u wybrzeży USA wysepkę Martha’s Vineyard, rezydencji Langa. Wkrótce przybędą tam także fotoreporterzy i demonstranci, bowiem następca Langa ujawni, że były premier w tajemnicy przed wszystkimi, miał konszachty z CIA. Pisarz szybko dociera do dokumentów, które to potwierdzają. Odtąd zaczyna mu grozić śmiertelne niebezpieczeństwo…


Film w reżyserii Romana Polańskiego jest ekranizacją bestsellerowej powieści „Duch” Roberta Harrisa. To trzymający w napięciu thriller z doborową obsadą (Pierce Brosnan, Ewan McGregor), przybliżający przy okazji mało znane szczegóły dość tajemniczego zawodu jakim jest ghostwriter, czyli pisarz-widmo/autor-widmo (to pisarz, który pisze biografie gwiazd, polityków, teksty piosenek, przemówienia, a następnie zrzeka się do nich praw – dzieło ukazuje się pod nazwiskiem zleceniodawcy). W tle dość aktualne problemy polityczne, terroryzm, szpiegostwo, przekazywanie więźniów rządowi USA, zawirowania na najwyższych szczeblach władzy (ekranowy Adam Lang wydaje się być inspirowany Tonym Blairem). Sięgając głębiej – dramat człowieka, który waha się, czy być lojalny wobec pracodawcy, czy wobec społeczeństwa: obojętnie, jaki wybór podejmie, będzie to w jakiś sposób jego osobista tragedia…


Pracę nad postprodukcją na pewien czas wstrzymało słynne zatrzymanie reżysera po wylądowaniu w Zurychu, Polański musiał kończyć film w pośpiechu, aby zdążyć na MFF w Berlinie (gdzie zdobył Srebrnego Niedźwiedzia i był nominowany do Złotego). To widać zwłaszcza w środkowej partii filmu, nieco zbyt chaotycznej, pełnej nie do końca dopracowanych zwrotów akcji. Mimo wszystko to solidny dreszczowiec, nakręcony z dużym wyczuciem tematu, wysmakowany wizualnie, dopieszczony w najdrobniejszych detalach. Nie jest to jeden z najlepszych obrazów Polańskiego, ale z pewnością reżyser nie musi się też go wstydzić.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 14 listopada 2017

Recenzja Zawodowcy (Righteous Kill) - yoy.tv

Dwóch najlepszych aktorów w historii kina Al Pacino i Robert De Niro spotkali się razem po raz trzeci na planie filmu "Zawodowcy". Pierwszy raz w 1974 roku zagrali razem w "Ojcu chrzestnym II", za który De Niro dostał Oscara. W 1995 roku w filmie "Gorączka" Michaela Manna i stworzyli bodaj jeden z najlepszych filmów sensacyjnych w historii kina. Po 13 latach De Niro i Pacino ponownie pojawiają się razem w "Zawodowcach".


Atutem poprzednich filmów oprócz aktorstwa były bardzo dobre scenariusze (Francis Ford Coppola, Mario Puzo otrzymali Oscara za najlepszy scenariusz adaptowanydo filmu "Ojciec chrzestny II"). Niestety w "Zawodowcach" mistrzowskie jest tylko ich aktorstwo i nawet tak genialny duet, jak De Niro&Pacino nie jest w stanie zrobić cudów z kiepskim i schematycznym scenariuszem.


Turk (Robert DeNiro) i Rooster (Al Pacino) to dwaj doświadczeni gliniarze z Nowego Jorku. Starzy wyjadacze, którzy niejedno już w swojej karierze widzieli i niewiele jest ich w stanie zdziwić, pracują nad zawikłaną sprawą seryjnego mordercy, którego ofiarami są wyjątkowi łajdacy: pedofile, handlarze narkotyków, alfonsi i gwałciciele. Wstępne wyniki śledztwa okazują się szokujące: zabija ktoś z najbliższego otoczenia Turka i Roostera, ktoś, kogo aż za dobrze znają....


Niewątpliwie wielką przyjemnością jest oglądać na ekranie gwiazdy takiego formatu, ale moim zdaniem Al Pacino i Robert De Niro zasługują na dużo lepszy scenariusz...

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 10 listopada 2017

Recenzja Parker - yoy.tv

W „Parkerze” Taylor Hacford – reżyser „Raya” czy „Dowodu życia” – nie próbuje ani przez moment być oryginalny: główny bohater, tytułowy Parker, jest znakomitym złodziejem, który – a jakże – ma swój kodeks honorowy i nie krzywdzi biednych, nie zabija niewinnych. Jego wspólnicy wprost przeciwnie, więc Parker odmawia współpracy. Zostaje pozostawiony na pewną śmierć, jego kasę zabierają wspólnicy… Ale Parkerowi udaje się przeżyć, a potem, rzecz jasna, poprzysiąc zemstę. Nieoczekiwanie jego partnerką zostaje ponętna Leslie.


Wszystko to już oglądaliśmy wiele razy, wielokrotnie w o wiele lepszym wydaniu. Tym razem ani nazwisko reżysera, ani mocna obsada, ani dobry materiał wyjściowy (powieść Donalda E. Westlake’a, według którego dzieł nakręcono wiele ciekawych kryminałów i thrillerów, na przykład „Godziny zemsty”) nie zapewniły specjalnych atrakcji – jest przewidywalnie, napięcia wiele się nie uświadczy, Leslie grana przez wciąż piękną Jennifer Lopez urwała się z innej bajki (konkretnie z komedii romantycznej). Akcyjniak jakich powstaje w Hollywood cała masa, za to oczywiście świetny technicznie z odpowiednią dawką strzelanin, ostrego mordobicia, trzasku łamanych kończyn, plaśnięć w czerepy, uderzeń w piszczele i wszechobecnej demolki.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 8 listopada 2017

Recenzja Ludzkie dzieci (Children of Men) - yoy.tv

Rok 2027. Ludzkość jest na najlepszej drodze do zagłady - od 2009 roku z niewiadomych powodów nie urodziło się żadne dziecko. Ta sytuacja prowadzi do całkowitego rozprężenia na całym świecie, już mało kto zwraca uwagę na normy moralne i etyczne. Ludzkość i cywilizacja pogrążają się w narastającym chaosie i anarchii, na całym świecie trwają wojny domowe lub religijne, dochodzi do kolejnych zamachów terrorystycznych (choć nikt już się nie orientuje, o co chodzi ich sprawcom), gospodarka jest coraz bardziej zdewastowana. Alternatywą wydaje się dyktatura, która zapewnia jako taki porządek. Jednym z mieszkańców tego świata jest Theo Faron (Clive Owen) - były aktywista, którego życie zmienia się z chwilą, kiedy na swojej drodze spotyka uznaną przez rząd za terrorystyczną grupę The Fishes. Okazuje się, że jej członkowie dotarli do pierwszej od wielu lat ciężarnej kobiety, a Theo - nakłoniony przez swą byłą partnerkę, a teraz przewodnicząca The Fishes, Julian (Julianne Moore) - został wyznaczony do jej ochrony. Czy jest szansa na ocalenie i odrodzenie ludzkości?


Taką ponurą wizję świata nieodległej przyszłości wykreowała w swojej powieści Phyllis Dorothy James. Ta mroczna antyutopia, budząca całkowicie uzasadnione skojarzenia ze znakomitą powieścią "Przestrzeni! Przestrzeni!" Harry’ego Harrisona (będącą podstawą głośnej "Zielonej pożywki" z 1973 roku), wciąga opisem upadającej cywilizacji, świata na krawędzi. Powierzenie jej ekranizacji znakomitemu reżyserowi meksykańskiemu Alfonso Cuarónowi dawało duże szanse na filmowe wydarzenie. Jednak mimo trzech nominacji do Oscara, nominacji do Złotego Lwa i nagród na MFF w Wenecji, oraz deszczu innych nagród - tak się nie stało. Owszem, powstała opowieść o ludziach w świecie chylącym się ku upadkowi, ale zarazem ta historia jest zaskakująco niespójna, czasami wręcz nielogiczna (np. jeśli od 19 lat nie narodziło się żadne dziecko, to dlaczego będąca w widocznej ciąży kobieta nikogo nie interesuje?). A tłumaczenie samego reżysera "nie chciałem kręcić filmu o przyszłości, bardziej interesowała mnie teraźniejszość (…), to nie science fiction, a raczej całkiem realna wizja bliskiej przyszłości" - nie do końca przekonuje.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 5 listopada 2017

Recenzja Prometeusz (Prometheus) - yoy.tv

Rok 2093. We wszystkich ziemskich kulturach powtarza się pewien motyw, który naukowcy rozszyfrowują jako układ planet. Mając nadzieję na odkrycie obcej cywilizacji, która dała podwaliny ziemskim kulturom, wyruszają w daleką drogę. U celu trafiają na ślady wymarłej, jak się początkowo wydaje, cywilizacji Inżynierów, bo tak ich nazwano, istot niezwykle zaawansowanych pod względem rozwoju. Odkrywają też, że coś przyczyniło się, w bardzo krótkim czasie, do ich śmierci i że nie są oni jedyną formą cywilizacji.


„Prometeusz” to próba odkrycia, co doprowadziło do tragedii załogi „Nostromo”. Kto wysyłał ów feralny sygnał SOS, który obudził członków załogi, wpłynął na zmianę kursu promu i doprowadził do ich śmierci. I wersja tych wydarzeń jest znakomicie pomyślana, pełna nieoczywistości i zagadek. Inżynierowie, którzy – jak się sugeruje na początku – dali planecie życie, podejmują zaskakujące decyzje, przeczące zdrowemu rozsądkowi i logice. Są od początku do końca zagadką i słusznie możemy oczekiwać ciągu dalszego. I tu Scott pokazał, na co go stać. Tu, jak i w oszałamiającej koncepcji scenograficznej, znakomitej wizji, która zachwyca rozmachem i nowatorstwem, a jednocześnie nawiązuje do znajomych nam z poprzednich filmów motywów, pozwalając na usytuowanie ich w chronologii zdarzeń. To, co nieco kuleje w „Prometeuszu”, to żałosne błędy logiczne w fabule (jak można samowolnie odłączyć się od ekipy, zabłądzić w dokładnie przeskanowanym obiekcie i mając łączność z bazą nie móc wrócić do reszty?), niekonsekwencje (na piekielnie drogą misję wysyła się podejrzanego socjopatę Fifielda) i słabo spersonalizowani bohaterowie drugoplanowi (tylko kapitan Janek – Idris Elba – ma jakąś wyraźniejszą osobowość). Prawdę mówiąc, spośród pierwszoplanowych postaci najbardziej wyrazisty jest grany przez Michaela Fassbendera android o twarzy anioła – David, którego zachowanie daleko odbiega od oczywistości, podobnie jak bardzo ludzkie zachowania androidów z „Łowcy robotów”. Trudne zadanie, któremu zresztą nie podołała, miała Noomi Rapace, grająca dr Shaw. Nie podołała nie ze swej winy, dodajmy, bo też i postać pani doktor oscyluje między osobowością sierotki Marysi a przewodniczącej partyjnej młodzieżówki ZMP (na co wskazuje scena usunięta, której w tej wersji nie zobaczymy, ale można ją zobaczyć w wydaniu na BD).


„Prometeusz” mógł być filmem genialnym, okazał się filmem po prostu dobrym, trzymającym w napięciu, pełnym rozmachu i wizji, ale tylko dobrym. W drugiej części przydałoby się więcej Scotta w Scotcie i tych klimatów z początku filmu, kiedy statek tonie we śnie i zdarzyć się może wszystko...

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv