sobota, 21 października 2017

Recenzja Poznaj naszą rodzinkę (Little Fockers) - yoy.tv

Gaylord „Greg” Focker nieoczekiwanie ma szansę zostać namaszczony przez swego teścia Jacka na głowę rodziny – Jack ma bowiem kłopoty z sercem, zaś poprzedni kandydat, Bob, rozwiódł się z córką Jacka, Debbie… Nie jest to jednak wymarzony czas dla Grega – z powodów finansowych musiał zmienić pracę, budowa domu przedłuża się w nieskończoność, a piękna współpracownica Andi Garcia przyprawia go o szybsze bicie serca. Nic dziwnego, że jego teść, były agent CIA, zaczyna podejrzewać Grega o niewierność i rozpoczyna prywatne śledztwo.


Trzecia już część sagi o Gregu Fockerze i jego teściu starającym się wpierw nie dopuścić do małżeństwa Grega z Pam, a potem próbującego na wszelkie sposoby rozbić ich związek (wcześniejsze to „Poznaj mojego tatę” i „Poznaj moich rodziców”). Akcja „Poznaj naszą rodzinkę” rozgrywa się 6 lat po wydarzeniach z poprzedniej części, Greg i Pam mają już 5-letnie dzieci, Grega zaczyna dopadać kryzys wieku średniego, a jego teścia poważne problemy zdrowotne. To w zasadzie tyle nowego, reszta bowiem praktycznie została bez zmian, choć zmienił się reżyser, Jaya Roacha zastąpił Paul Weitz. Dla jednych będzie to atutem filmu (wiadomo, czego oczekiwać, nic nas nie zaskoczy, lubiliśmy tamte części – ta jest podobna), dla innych jego wadą (oglądanie bliźniaczych gagów i knowań Jacka, tudzież kolejnych starań o Pam przystojnego Kevina może po pewnym czasie znużyć). Z nowych postaci wymienić można Jessikę Albę jako ponętną Andi (do gry wiele nie ma, ale wygląda bosko) oraz Harveya Keitela (pamiętamy ich wspólne występy z Robertem De Niro… szkoda, że tym razem Keitel nie dostał zbyt wiele do zagrania w roli Randy’ego). „Poznaj naszą rodzinkę” poziomem gagów i dynamiką nie odbiega od „Poznaj moich rodziców”, wypada natomiast mniej oryginalnie niż pierwsza część serii. Fani zmagań Grega i Jacka mimo wszystko z pewnością nie będą zawiedzeni.


TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 19 października 2017

Recenzja Ścigana (Haywire) - yoy.tv

Steven Soderbergh zarzekał się już, że kończy z kinem, ale wciąż zasiada na reżyserskim stołeczku. Efekty są jednak coraz dziwaczniejsze i nie przekładają się na sukcesy finansowe, ani nawet na nagrody, którymi wcześniej wręcz go zasypywano. „Ścigana” to film nakręcony na przekór modzie i schematom znanym z kina akcji – zamiast dynamicznego montażu – długie, udziwnione ujęcia, zamiast kamery trzęsącej się jak opętana – statyka, zamiast twardziela – krucha na pozór kobietka, zamiast szarpanych i widowiskowych ujęć walk wręcz – walka pokazana od początku do końca bez udziwnień… Nie wszystkim, ba, większości, tego typu zabiegi przypadły do gustu: widzowie generalnie uznali „Ściganą” za obraz mało wciągający.


Główną bohaterką jest tajna współpracowniczka CIA, Mallory. Kobieta realizuje dla rządu niebezpieczne misje, likwiduje wrogów, nie zostawia śladów. Po wykonanej misji w Barcelonie na kolejną udaje się do Dublina – i tutaj okazuje się, że padła ofiarą spisku: jej obecność ktoś wysoko postawiony uznał za niebezpieczną, wydał rozkaz likwidacji agentki. Ale Mallory nie z takich opałów wychodziła obronną ręką – raz po raz unika śmierci i jest coraz bliżej odkrycia, kto stoi za całą sprawą… Jeśli ktoś nastawia się na akcyjniak z prawdziwego zdarzenia, to pierwsze pół godziny może być dla niego nie do przejścia – akcja snuje się, dominują dialogi. Z czasem fabuła zaczyna wciągać, ale dość szybko możemy przewidzieć finał (w tej kwestii akurat reżyser na przekór modom nie poszedł…), scenariusz jest po prostu mało oryginalny… W obsadzie znalazła się masa gwiazd (kto odmówiłby Soderberghowi?), ale nie mają wiele do zagrania – wszystko kręci się wokół odtwarzającej Mallory Giny Carano, znanej zawodniczki MMA (ma za sobą kilka epizodów filmowych, częściej jednak pojawia się w reality show), której reżyser co rusz daje pole do popisów (czyli do kolejnych walk, wyglądających jednak bardzo podobnie). Carano spisała się poprawnie i występ w „Ściganej” może być początkiem jej wielkiej kariery w kinie akcji (już została zaangażowana do kolejnej części „Szybkich i wściekłych”), sam zaś film – mimo pewnych ambicji – z pewnością nie należy do najbardziej udanych w karierze twórcy „Trafficu”.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 14 października 2017

Recenzja Szybcy i wściekli (The Fast and the Furious) - yoy.tv

Szybkie samochody i piękne dziewczyny. A może szybkie dziewczyny i piękne samochody? Ale jedno pozostaje takie samo: piekielne szybkości na ulicach Los Angeles. Jak zwykle w przypadku takich filmach został on w pewnym stopniu oparty na faktach. Istnieją grupy samochodowych zapaleńców, którzy podkręcają i unowocześniają silniki swoich samochodów tak, by osiągnąć jak największe prędkości.


Są też grupki, które szaleją po ulicach miast, ścigają się, nie bacząc na niebezpieczeństwo i policję. To film właśnie o nich – trochę podkręcony i podkolorowany, ale jednak prawdziwy. I dlatego „Szybcy i wściekli” stali się tak wielkim przebojem wśród młodzieży. Nie tylko w USA, gdzie był na 12. miejscu listy filmów, które w 2001 roku zarobiły największe pieniądze. A poza tym zrobił z przystojnego Vina Diesela, który grał Dominica wielką gwiazdę. Paul Walker jako Brian okazał się mniej interesujący. Warto też zwrócić uwagę, że ten film ma prawie identyczną strukturę, jak starszy o dziesięć lat sensacyjny „Na fali”. Tam główne role grali Keanu Reeves (dopiero wschodząca gwiazda) i Patrick Swayze opromieniony sławą po „Dirty dancing”.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 10 października 2017

Recenzja Naznaczony (Insidious) - yoy.tv

Oto małżeństwo Lambertów z trójką dzieci sprowadza się do nowego domu. Po upadku z drabiny jeden z chłopców zapada w śpiączkę. Renai, matka chłopca, jest przekonana, że to, co się stało, to wina… domu i zamieszkujących go duchów, które zaczyna widzieć i które zdają się czyhać na życie dzieci. Lambertowie przeprowadzają się ponownie i wszystko zdaje się wracać do normy. Pozornie.


No i tu mniej więcej kończy się bardzo fajna, najeżona mrożącymi krew w żyłach momentami thrillerowatość filmu, który chwilami trzymał w niezłym napięciu, a zaczyna, by tak rzec, horrorowatość wpadająca w komediowość. Nie dam głowy, że było to zamierzone. Jeśli tak, to w porządku, acz wówczas film powinien być o wiele bardziej spójny, bo daleko mu do perełki takiego melanżu, czyli "Wrót do piekieł” Sama Raimiego. Jeśli jednak reżyser po prostu nie poradził sobie z materią, to mamy problem. W drugiej części – od pojawienia się bardzo komediowej dwójki łowców duchów – zaczyna być pastiszowo. Ukłon w stronę cyklu o Freddiem Krugerze jest aż nazbyt dosłowny. Diabeł ostrzy sobie stalowe szpony, by tam łapać niczym na lep duszyczki dzieci, które wypuszczają się dalej, niż im wolno, w swej wyobraźni. Pomysł podróży Orfeusza / Josha Lamberta do piekieł w poszukiwaniu ukochanej istoty byłby o wiele logiczniejszy, gdyby ową przestrzeń zamieszkiwało więcej takich zagubionych, jak dusza jego synka, duszyczek dzieci. Ale rozumiemy, że nie byłyby one tak malownicze, jak te stworzone przez filmowych dekoratorów figurki panoptikum.


Na pewno pozostanie nam w pamięci kilka motywów z filmu: elektroniczna niania, w której słychać podejrzane glosy, seans spirytystyczny czy motyw z fotografiami. Trzeba też przyznać, że aktorsko film stoi na wysokim poziomie. Szkoda, że przedobrzono o tych kilka upiorów.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 8 października 2017

Recenzja Marsjanin (The Martian) - yoy.tv

Mark Watney bierze udział w eksploracji Czerwonej Planety. Do miejsca, w którym pracuje ekspedycja zbliża się burza piaskowa, zarządzona zostaje ewakuacja. Mark zostaje uderzony szczątkami rzuconej przez wiatr anteny, jego skafander zostaje uszkodzony, przez co reszta załogi traci z nim kontakt. Po krótkich poszukiwaniach astronauci odlatują w stronę statku i bazy. Mark budzi się po burzy, sam, na obcej planecie… Dociera do stacji badawczej, gdzie stwierdza, że ma zapasy jedzenia i wody na około 300 dni. Pomoc dotrze jednak w najlepszym razie, jeśli uda mu się skontaktować z Ziemią, dużo później! Mark postanawia wykorzystać swe umiejętności mechanika i botanika, nawiązać kontakt z bazą i zapewnić sobie większą ilość pożywienia.


Ekranizacja bestsellerowej książki Andy’ego Weira (pisanej początkowo w odcinkach na jego blogu), uważanej – podobnie zresztą jak sam film – za jedną z bardziej odświeżających temat podboju kosmosu pozycji w ostatnich latach. Co w „Marsjaninie” jest tak ożywczego? Klimat, jakże odmienny od standardowych dzieł science fiction. Nie ma tu krwiożerczych Obcych, przestrogi przed katastrofą, wieszczenia zagłady. Jest samotny facet, który postanawia przeżyć. Zna się na sprzęcie (który jednak okazuje się zaskakująco zawodny), biologii, potrafi zdobyć wodę i założyć małe poletko w pokoju w stacji badawczej. Wie, że może liczyć tylko na siebie, ale nie użala się – niemal wszystkie problemy ekranowy Mark rozładowuje autoironią i poczuciem humoru. Taki swój chłop, Robinson na kosmicznej wysepce (tyle, że żaden zielony Piętaszek mu się nie przypląta). W tle oglądamy dramaty jego najbliższych, nerwowe działania specjalistów próbujących nawiązać kontakt, oschłego faceta w garniturze wahającego się, czy wysłanie misji ratunkowej jest opłacalne. Te ziemskie fragmenty „Marsjanina” są jego najsłabszym ogniwem: o ile Mark o twarzy Matta Damona radzi sobie świetnie z przykuciem nas do ekranu, o tyle pseudonaukowe dialogi prowadzone w stacji w Houston momentami nudzą, a i ta część filmu jest rozegrana typowo po hollywoodzku. Na szczęście kiedy znika łączność Mark pozostaje sam, uczy bawiąc i bawi ucząc się na błędach – i dostajemy kawałek znakomitego kina rozrywkowego z ambicjami.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 4 października 2017

Recenzja Tylko mnie kochaj - yoy.tv

Michał jest współwłaścicielem prężnie działającej firmy architektonicznej. Ma luksusowy apartament, szybki wóz, a dobry i niezbyt zobowiązujący seks znajduje w ramionach swej wspólniczki, Agaty. Pewnego dnia przed drzwiami mężczyzny zjawia się jednak 7-letnia Michalina. Dziewczynka twierdzi, że Michał jest jej ojcem, przekazuje mu także list od matki (której Michał kompletnie nie pamięta i nie kojarzy): mężczyzna ma się nią zająć przez kolejne 5 dni. Nieoczekiwana opieka przewraca do góry nogami życie Michała, na dodatek w tym samym czasie w biurze zjawia się piękna nowa pracownica, Julia, dla której traci on głowę…



Komedia Ryszarda Zatorskiego oberwała aż miło od krytyków, a przy okazji zdobyła… Bursztynowego Lwa na FPFF w Gdyni, przyznawanego produkcji, która zgromadziła w kinach największą publiczność („Tylko mnie kochaj” zobaczyło blisko 2 miliony widzów)! To chyba najlepiej mówi, z jakim filmem mamy do czynienia. To standardowa, ale zręcznie nakręcona komedia romantyczna, która mimo swej niepodważalnej banalności i bajkowości daje publiczności to, czego chciała: chwile oderwania się od ponurej rzeczywistości, od problemów – jest ciepło, miło, pięknie (nawet Warszawa wygląda tutaj jak idealne miasto z folderu reklamowego biura podróży), czasem zabawnie, czasem wzruszająco, na ekranie widzimy pięknych (Maciej Zakościelny i Agnieszka Grochowska), młodych i bogatych. Do tego dostajemy poruszającą i bez wątpienia udaną rolę dziecięcą – mowa o grającej Michalinę Julii Wróblewskiej (później wystąpiła w obu częściach „Listów do M.”). W sumie: chwytająca za serce opowieść o dorastaniu (głównie do ojcostwa, ale nie tylko). A że dialogi mdłe, scenariusz przewidywalny i na każdym kroku pojawia się natrętna reklama wielu produktów? Cóż, jak rzekł pewien komediowy klasyk: „Nikt nie jest doskonały”.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 3 października 2017

Recenzja Polowanie na Czerwony Październik (The Hunt for Red October) - yoy.tv

Najnowsza radziecka atomowa łódź podwodna „Czerwony Październik” właśnie wyszła w pierwszy rejs. Jest wyposażona w nowy rodzaj napędu, który umożliwia właściwie bezszelestne poruszanie się pod wodą. Jej dowódcą jest kapitan Marko Ramius (Sean Connery), z pochodzenia Łotysz, doświadczony podwodniak, właściwie najlepszy w radzieckiej flocie. Doskonale zdaje sobie sprawę, jak wielką przewagę nad okrętami amerykańskimi daje nowy napęd: „Czerwony Październik” może niezauważenie podpłynąć do nich i je zatopić. Ale także bezkarnie może podkraść się do wybrzeży USA, by podsłuchiwać tajne kody radiowe, wysadzić szpiegów i dywersantów lub nawet podjąć atak nuklearny. To oznacza niebezpieczne zachwianie albo wręcz załamanie międzynarodowej równowagi. Ramius, gotów zrobić wszystko, by temu zapobiec, decyduje się na niezwykle ryzykowny krok: porywa okręt, żeby przepłynąć nim ocean i przekazać „Czerwony Październik” w ręce Amerykanów. Jednak radzieckie dowództwo odkrywa jego plan i ogłasza, że Ramius jest niepoczytalny, a jego celem jest atak na USA. Równocześnie wysyła za nim w pościg dwa inne okręty podwodne. Amerykanie uważnie obserwują sytuację i przygotowują się do obrony. Tylko Jack Ryan (Alec Baldwin), analityk CIA, jest przekonany, że Ramiusowi nie chodzi o atak...



„Polowanie na Czerwony Październik” zrealizowane na przełomie lat 80. i 90. XX w. to pierwszy film, w którym pojawił się Jack Ryan, sztandarowy bohater Toma Clancy'ego, znany także z innych jego powieści. Wtedy zagrał go Alec Baldwin, choć początkowo rolę proponowano Harrisonowi Fordowi. Ten ją jednak odrzucił, ponieważ miał być na ekranie mniej czasu niż Sean Connery. Jednak później Ford zagrał Ryana w „Czasie patriotów” (1992) i „Stanie zagrożenie” (1994), gdzie był jedyną gwiazdą. A w „Sumie wszystkich strachów” (2002) w agenta CIA wcielił się Ben Affleck. Od pewnego czasu w Hollywood mówi się o kolejnym filmie z tym bohaterem, ale czy ponownie zagra go Affleck – nie wiadomo.

TV - http://yoy.tv
Facebook - https://www.facebook.com/YOY-TV-1986511251584874
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv