sobota, 30 kwietnia 2016

Recenzja Terminator 2: Dzień sądu (Terminator 2: Judgment Day) - yoy.tv

Film zarobił ponad 517 mln. dolarów, był też nominowany do Oscara w sześciu kategoriach i zdobył cztery statuetki.


Od czasu, kiedy po raz pierwszy roboty postanowiły zabić Sarah Connor (o czym opowiadała część pierwsza), minęło 12 lat. Jej syna Johna wychowuje rodzina zastępcza, a ona sama jest zamknięta w szpitalu psychiatrycznym. Tym razem z przyszłości przybywają dwa roboty: znany już T-800 oraz nowy model: wykonany z płynnego metalu T-1000, który może dowolnie zmieniać postać. Jednak teraz zadaniem T-800 jest ochrona Sarah, a przede wszystkim – niczego nieświadomego, przekonanego, że jego matka jest wariatką, Johna...


W „T2” (jak nazywają ten film uwielbiający skróty Amerykanie) reżyser James Cameron pokazał co potrafi: jest i dynamiczna akcja, i znakomite efekty specjalne. Od początku film trzyma w napięciu, tempo akcji wbija w fotel, a odrobina humoru i znakomita muzyka (m.in. przebojowe „You could be mine” Guns’n’Roses) dają chwilę oddechu.


Pierwszy „Terminator” (1984) był dopiero trzecim filmem Camerona. Nikt go nie znał, więc nie dostał dużego budżetu – większość poszła na efekty specjalne. Gaża zaczynającego karierę Schwarzeneggera była niewielka – 75 tys. dolarów. Mimo to (a może dlatego) film stał się przebojem otwierając drzwi do wielkiej kariery zarówno reżyserowi, jak i austriackiemu kulturyście.


Kiedy siedem lat później spotkali się na planie „Terminatora II” obaj byli gwiazdami. Gwiazdorski był też budżet filmu: po raz pierwszy w historii kinematografii przekroczył 100 mln dolarów. I znowu większość pochłonęły efekty specjalne, trzeba przyznać znakomite i do dziś robiące wrażenie. Ale także aktorskie gaże: tym razem Schwarzenegger zarobił aż 15 mln dolarów! Opłaciło się. Film zarobił ponad 517 mln. dolarów, był też nominowany do Oscara w sześciu kategoriach i zdobył cztery statuetki (za dźwięk, efekty dźwiękowe, efekty wizualne, makijaż). Zajął też szóste miejsce w plebiscycie strony movies.com na najlepszy sequel w historii kina i ma swoje miejsce wśród „50 filmów, które trzeba zobaczyć przed śmiercią” wytypowanych przez brytyjską telewizję Channel 4. Z kolei słowa „Hasta la vista, baby”, które wypowiada Terminator zajęły 76. miejsce wśród 100 najlepszych kwestii filmowych w historii kina według Amerykańskiego Instytutu Filmowego. W Hiszpanii chyba o tym nie wiedzą: tam w dubbingu zamieniono tę kwestię na „Sayonara, baby”.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 28 kwietnia 2016

Recenzja Tylko kochankowie przeżyją (Only Lovers Left Alive) - yoy.tv

Akcja filmu nieprzypadkowo rozgrywa się w Detroit, mieście przemysłowym i podupadającym, gdzie nikt nie będzie szukał wampirów… Czy aby na pewno nie ma ich wśród nas?


Adam i Ewa spotykają się w mającym dawno czasy świetności za sobą, podupadłym przemysłowym mieście – Detroit. Przez wieki wspólnej egzystencji musieli nauczyć się dostosowywać do przemijających epok. Współczesność jest dla nich, a zwłaszcza dla Adama, trudna – z wielu względów. Coraz trudniej bowiem wampirom prowadzić właściwy im styl życia bez wzbudzania podejrzeń. Adam dodatkowo cierpi na depresję, przy życiu trzyma go miłość do Ewy i pasja tworzenia.


Film nie jest typowym komercyjnym widowiskiem o wampirach. To dość uboga w wydarzenia, ale bogata w obserwację opowieść o trudach codzienności, wszechogarniającym przygnębieniu i potędze miłości. Adam jest kompletnie zdołowany obecnymi czasami i znudzony światem, Ewa zachowała jeszcze odrobinę zachwytu nad nim. Odwieczni kochankowie przechadzają się razem po mieście, niegdyś tak tętniącym życiem, prowadzą długie rozmowy, słuchają muzyki, delektują się kieliszkiem krwi, wychylanym wieczorem w mieszkaniu Adama. Są zdystansowani do świata, a ludzi określają mianem zombi. Film składa się z epizodów, okruchów rzeczywistości, realizacja z zakładała elementy improwizacji bez założonego z góry punktu docelowego. Osobnym bohaterem „Tylko kochankowie przeżyją” jest muzyka (Adam jest muzykiem), hipnotyzująca i pełna smakowitych, dziwnych brzmień. Jeśli chodzi o filmowe ciekawostki to film okazał się dziełem bardzo osobistym dla grającej Ewę Tildy Swinton. Aktorka przyznawała w wywiadach, że podczas jego realizacji była bardzo bliska tematyki śmierci, gdyż choroba członka jej bliskiej rodziny dała jej inne spojrzenie na kwestie życia wiecznego i umierania. O swej bohaterce mówi, że Ewa lubi ludzi, jest etyczna, bo żyjąc 3 tys. lat ma za sobą etap zabijania. Grający Adama Tom Hiddleston zauważał z kolei, że między dwójką głównych bohaterów istnieje taka harmonia umysłów i ciał, jak ying i yang, ale Ewa jest wampirem starej daty, a on jest poetyckim skrzyżowaniem Syda Barreta i Davida Bowiego z Hamletem. 

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 26 kwietnia 2016

Recenzja Gangster (Lawless) - yoy.tv

Aż dziwne, że skończyło się tylko na nominacji do Złotej Palmy w Cannes dla reżysera, bo „Gangster” to historia przypominająca starotestamentalne opowieści o walce dobra ze złem.


"Gangster" opowiada o ciemnej stronie prohibicji… I od razu można zadać pytanie: czy była jakaś inna…? Decyzja o wprowadzeniu prohibicji uważana jest za datę zapoczątkowującą działanie przestępczości zorganizowanej w USA w takiej formie, jaką znamy dziś. W całych Stanach rozkwitł przemyt i nielegalny handel, bogacili się gangsterzy, wybuchały wojny gangów, powstawały nielegalne lokale, a kto chciał się napić, pił i tak… „Gangster” opowiada historię z tamtych właśnie czasów. I to historię prawdziwą – opowieść o handlujących nielegalnie alkoholem braciach Bondurant spisał Matt Bondurant, wnuk jednego z nich, w książce „The Wettest County In The World” (nie jest to typowa literatura faktu co prawda, lecz literacko upiększona wersja wydarzeń z tamtych czasów). Na jej podstawie powstał scenariusz obrazu Johna Hillcoata.


Akcja toczy się w 1931 roku we Franklin County w stanie Wirginia (hrabstwo to nazywano potocznie „światową stolicą bimbru”, podobno praktycznie każdy mieszkaniec pędził tutaj w czasach prohibicji nielegalnie alkohol, co zresztą wielu, niekoniecznie już nielegalnie, kultywuje do dziś). Trzej bracia Bondurant, charyzmatyczny Forrest i młodsi Howard i Jack, handlują pędzoną przez siebie „księżycówką”. Kupują wszyscy, łącznie z miejscowymi przedstawicielami władz, uważającymi zakaz sprzedaży alkoholu za niezbyt fortunny pomysł. Sytuacja zmienia się jednak, gdy do Franklin County przybywa pracujący dla skorumpowanego prokuratora agent specjalny Charlie Rakes. Na pierwszy rzut oka to błazen i bufon, wymuskany paniczyk, ale pozory mylą – to człowiek bezwzględny i okrutny. Rakes nakazuje wszystkim nielegalnym handlarzom płacić łapówki. Bracia Bondurant jako jedyni odmawiają. Rakes nie zamierza oczywiście tego tolerować i wybucha krwawa wojna między braćmi i ludźmi na usługach agenta.


Oby więcej takich filmów gangsterskich! Wspaniale, wielowymiarowo nakreślone postacie głównych bohaterów, aktorzy wspinający się na szczyty swych umiejętności (Guy Pearce jako Charlie Rakes – cudowna rola, aż ciarki przechodzą po plecach i człowiek krzywi się z obrzydzenia!), świetne zdjęcia i bardzo dobry montaż, a do tego wiernie oddane realia epoki. Tempo filmu nie rzuca na kolana, ale też i nie miał to być hollywoodzki akcyjniak – to wysmakowana, krwawa opowieść (sprawiająca niemal wrażenie jakiegoś mitu o walce ze złem), w której najważniejszy jest klimat i bohaterowie.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 24 kwietnia 2016

Recenzja Immortals. Bogowie i herosi (Immortals) - yoy.tv

Pasjonująca opowieść o jednym z największych mitycznych herosów antycznej Grecji. Żądny władzy król Hyperion wypowiada wojnę sąsiadom. Żeby zagwarantować sobie zwycięstwo, chce zdobyć łuk Aresa. Jedynym człowiekiem, który może przeciwstawić się planom monarchy, jest Tezeusz.


Wiele lat po krwawej wojnie Tytanów z bogami, znów pojawia się zagrożenie wojną totalną. Tym razem to żądny władzy król Hyperion (Mickey Rourke) marzy o ogarnięciu swoją władzą całej cywilizowanej ziemi. Jego plan jest równie prosty jak on sam - podbić słabsze ludy, uwolnić Tytanów i z ich pomocą obalić olimpijskich bogów. Ale najważniejsze, to zdobyć legendarny łuk Aresa - oręż wykuty przez boga wojny zapewniający zwycięstwo w każdej bitwie. Jedynie Tezeusz (Henry Cavill), chce i może się przeciwstawić szalonym planom Hyperiona ratując także świat od zagłady.


Hollywood dość nieortodoksyjnie traktuje historię świata, mitologię i literaturę. Tak jest i w tym przypadku. Ale w kinie podstawą jest przecież maksymalnie malownicze i wciągające widowisko. I to się udało osiągnąć: są dynamiczne zdjęcia i całkiem niezłe walki (odcięte kończyny fruwają, litry krwi się leją). Amatorzy tego typu rozrywki będą się nieźle bawić.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 22 kwietnia 2016

Recenzja Whiplash - yoy.tv

Młody uczeń konserwatorium muzycznego na własnej skórze przekonuje się, jak trudna i wyboista jest droga ku sławie.


Andrew Neimann dostaje się do prestiżowego Shaffer Conservatory w Nowym Jorku, na kierunek jazzowy. Chłopak jest bardzo ambitny i marzy o wielkiej sławie, a muzyka jest całym jego życiem. A przynajmniej tak mu się wydaje. Do czasu, gdy trafia do grupy prowadzonej przez Terence’a Fletchera, porywczego nauczyciela o dyktatorskich zapędach, który potrafi swych podopiecznych publicznie upokorzyć, a nawet uderzyć. Aby sprostać jego wymaganiom trzeba muzyce poświęcić naprawdę wszystko, a przy okazji zapomnieć o sentymentach względem innych – trzeba patrzeć tylko na siebie, przeć do przodu, no i ćwiczyć, ćwiczyć, jeszcze raz ćwiczyć…


Jeden z największych przebojów 2014 roku, laureat 3 Oscarów (najlepszy montaż, dźwięk i aktor drugoplanowy – ta ostatnia statuetka powędrowała do grającego despotycznego nauczyciela J.K. Simmonsa); były też nominacje w najważniejszych kategoriach (najlepszy film roku i scenariusz adaptowany), nagrody BAFTA, Złoty Glob.


Opowiedziana w filmie historia… to tak naprawdę autobiografia scenarzysty i reżysera, Damiena Chazelle, z czasów, gdy grał w Princeton High School Studio Band. I może dlatego jest tak wiarygodna, wstrząsająca i działająca na widza. To film, który niezwykle realistycznie pokazuje, ile trzeba poświęcić, by osiągnąć sukces, jak wiele wyrzeczeń wymaga sztuka – w przypadku ekranowego Andrew ociera się to wręcz o wybór sukces czy człowieczeństwo, sztuka czy własna godność. Trzeba być nie tylko tytanem pracy i ćwiczyć nieustannie, trzeba jeszcze mieć nerwy ze stali i psychicznie być silny jak skała – młody idealista przechodzi tutaj nie tylko szybką szkołę grania, ale i twardego życia. Osobnym rozdziałem jest postać nauczyciela Terrence’a w interpretacji J.K. Simmonsa: postać wielowymiarowa, budząca strach, odrazę i podziw, tyran, perfekcjonista, manipulator – już dla samej tej kreacji warto sięgnąć po „Whiplash”.


Film, choć opowiada „tylko” o jazzie i relacjach uczniowie-mistrz, trzyma w napięciu od początku niczym najlepszy thriller – kino przez duże K.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 20 kwietnia 2016

Recenzja Zodiak (Zodiac) - yoy.tv

W okolicach San Francisco pojawia się psychopatyczny seryjny morderca. Policja i media otrzymują listy zawierające fragment kodu, którego odszyfrowanie ma ujawnić tożsamość zabójcy.


Opowieść o polowaniu na seryjnego zabójcę, który działał w San Francisco w latach 70. Podpisując się „Zodiak” przesyłał do policji zaszyfrowane wiadomości o tym, kto będzie jego kolejną ofiarą (niektóre do dziś nie rozszyfrowane). W tych listach przyznał się do 37 zabójstw, niektóre dokładnie opisując. Jednak mimo śledztwa, nigdy nie zostało wyjaśnione kim był Zodiak.


W filmie Davida Fischera bohaterami jest czterech mężczyzn – rysownik z „San Francisco Chronicie” (Jake Gyllenhaal), cyniczny reporter śledczy z tej samej redakcji (Robert Downey Jr.) oraz dwóch policjantów z wydziału zabójstw (Mark Ruffalo i Anthony Edwards). Wszyscy bardzo się zaangażowali w tę sprawę i tylko krok dzielił ich od jej wyjaśnienia. Koszty były jednak bardzo wysokie – zrujnowane życie osobiste. Film zdobył uznanie dzięki znakomitemu odtworzeniu atmosfery, która towarzyszyła ciężkiej pracy śledczych.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Recenzja Looper - Pętla czasu (Looper) - yoy.tv

Dla Bruce’a Willis Looper jest filmem nie o podróżach w czasie, a bardziej o tym, co ktoś jest w stanie zrobić dla kogoś, kogo kocha.


Na początek wyjaśnienie – słowo „looper” określa, oczywiście tylko w tym filmie, gdyż na jego użytek zostało wymyślone, zabójcę do wynajęcia, któremu mafiosi z… przyszłości przysyłają specjalnym korytarzem do przemieszczania się w czasie delikwentów do likwidacji. Akcja toczy się w 2044 i w 2074 roku. Bohaterem obu jest Joe, z tym że w różnym wieku. Ten młodszy jest looperem ślepo wykonującym rozkazy zleceniodawców z przyszłości: czeka w określonym miejscu, strzela, pozbywa się ciała (dla gangsterów z przyszłości ciało znika kompletnie, a więc zbrodnia doskonała), odbiera kasę, a dokładniej sztabki srebra. Wie, że jeśli zawiedzie, spotka go niezbyt przyjemne zakończenie żywota… Pewnego dnia, podczas kolejnej planowanej rutynowej egzekucji, w przysłanym z przyszłości mężczyźnie Joe rozpoznaje… samego siebie! To na moment wprawi go w osłupienie, co skrzętnie wykorzysta jego starsza wersja, która znika looperowi z oczu. Joe musi odnaleźć niedoszłą ofiarę, by nie zostać ukarany, ofiara zaś, jak się okaże, będzie chciała wykonać w przeszłości pewną misję.


Świat przyszłości nie wygląda tutaj specjalnie przyszłościowo, to w zasadzie nasz świat, tyle że odrobinkę nowocześniejszy, więc strona wizualna nie wysuwa się na pierwszy plan. Akcyjnych scen zresztą także nie jest zbyt wiele – widać wyraźnie, że reżyser skupić chciał się przede wszystkim na samej opowieści i jej bohaterach. Wybór okazał się bardzo trafny, obie wersje głównego bohatera (obie dobrze zagrane przez odpowiednio Josepha Gordona-Levitta i Bruce’a Willisa) to pełnowymiarowi bohaterowie, których można zrozumieć, których losami można się przejąć (i obaj nie są kryształowi, mają swe wady i przeżywają upadki). Fabuła pozornie jest niezwykle zagmatwana, ale z czasem bez trudu zaczniemy dopasowywać wszystkie elementy łamigłówki (oczywiście jeśli nie zaczniemy się zastanawiać nad logiką – czy można pojawić się w dwóch ciałach w jednym czasie itp., to utrudni nam odbiór, a i chyba do paru rozwiązań nie przekona). I nieźle się bawić: „Looper – pętla czasu” jest jedną z ciekawszych wizji przyszłości w ostatnim czasie, niezbyt rozbuchaną, nieprzeładowaną robotami i elektroniką, choć i niezbyt optymistyczną (przynajmniej do ostatnich scen, te bowiem niosą pewną cichą nadzieję).

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 16 kwietnia 2016

Recenzja Czarownice z Eastwick (The Witches of Eastwick) - yoy.tv

Trzy przyjaciółki zakochują się w Darylu, bogatym i ekscentrycznym nieznajomym. Nie przeszkadza im, że muszą się nim dzielić. Pewnego dnia stwierdzają, że ich ukochany nie jest człowiekiem.


Czy istnieje przepis na dobry horror? Przerażające duchy przyprawiające o palpitacje serca bohaterów filmu i widzów, krwawy potwór rozrywający na części niewinnych ludzi, a może psychopata w wyrafinowany sposób mordujący niczego nie spodziewające się ofiary? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, bo przerażać może wszystko: dla jednych straszliwym potworem jest niewielki pająk (arachnofobia), dla innych przerażająca wydaje się perspektywa wejścia na niewielkie schody (akrofobia, czyli lęk wysokości). Ale pisarze, scenarzyści i reżyserzy są coraz bardziej przebiegli i potrafią już straszyć nieszczęsnych (ale równocześnie bardzo z tego powodu zadowolonych) widzów najzwyklejszymi przedmiotami. A do tego, by przywołać wrednego ducha, albo nawet Belzebuba we własnej osobie nie potrzeba kostropatej czarownicy – wystarczą trzy urodziwe, ale mocno znudzone gospodynie domowe z miasteczka. Nawet specjalne zaklęcie jest zbędne: może być tylko życzenie. Ważne, by wypowiedziane (i pomyślane) szczerze, z głębi serca.


Tak właśnie stało się w niewielkim Eastwick na zabitej dechami prowincji. Trzy przyjaciółki – piękne kobiety w kwiecie wieku – pomyślały sobie, że dużo by oddały, gdyby pojawił się tu przystojny, a przynajmniej interesujący mężczyzna. Bo jest zbyt nudno i zwyczajnie. I już następnego dnia (a raczej nocy) w opuszczonej, stojącej na skraju miasteczka posiadłości pojawia się bogaty, i diabelnie (nomen omen) interesujący facet. Do urodziwych nie należy, ale ma w sobie to „coś”. Nie mija tydzień, a wszystkie trzy bohaterki zostają jego kochankami – razem i osobno. I w Eastwick przestaje być nudno, a zaczyna być bardzo ciekawie, przynajmniej dla nich. Otrzeźwienie przychodzi w momencie, gdy w dziwny sposób umiera jedyna w miasteczku kobieta uważająca przybysza za wysłannika mocy piekielnych.


„Czarownice z Eastwick” zaczynają się jak niewinna obyczajowa komedia, ale groza powoli narasta. Jednak mimo wszystko nie jest bardzo strasznie, raczej coraz bardziej interesująco. Śmiem twierdzić, że to wszystko za sprawą obsady: przyjaciółki zagrały Cher, Michelle Pfeiffer i Susan Sarandon. A niezwykle malowniczym przedstawicielem piekła na ziemi okazał się Jack Nicholson. Ciekawe, dlaczego tak rzadko proponuje mu się role w horrorach – jego słynny „uśmiech zębiczny” naprawdę potrafi wstrząsnąć. W „Czarownicach…” cała czwórka zagrała tak dobrze, że na prawdziwy strach po prostu zabrakło miejsca i czasu. Choć trzeba przyznać, że efekty specjalne podczas obrządku wypędzania diabła robią wrażenie. Piotr Radecki

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 14 kwietnia 2016

Recenzja Ultimatum Bourne'a (The Bourne Ultimatum) - yoy.tv

Były agent CIA staje się niewygodny dla dawnych zwierzchników. Z wymazaną pamięcią, nie mając nic do stracenia po śmierci ukochanej kobiety, Jason postanawia poznać prawdę o sobie.


Trzecia część przygód Jasona Bourne’a (Matt Damon), agenta specjalnego i zawodowego zabójcy, który w wyniku szoku pourazowego stracił pamięć i teraz za wszelką cenę próbuje ją odzyskać. Wciąż podróżuje po całym świecie, ze strzępków wspomnień rekonstruując swoją przeszłość, a wraz z nią swoją utraconą tożsamość. W Londynie spotyka się z dziennikarzem śledczym Simonem Rossem (Paddy Considine), od którego uzyskuje informację, że Projekt Treadstone, który stworzył Bourne’a, oficjalnie został zlikwidowany, jednak nieoficjalnie wciąż działa dalej jako Operacja Blackbriar. Chwilę później Ross ginie zabity przez agentów CIA. Bowiem w Agencji ścierają się dwie tendencje: Pamela Landy (Joan Allen), zastępczyni szefa CIA Ezry Kramera (Scott Glenn), chce zostawić Bourne’a w spokoju, a zarazem zakończyć wszelkie tajne operacje. Z kolei drugi zastępca Kramera, Noah Vosen (David Strathairn), ma zupełnie inny pomysł – zamierza przede wszystkim zlikwidować Jasona...


Szybko, ostro, błyskotliwie – ten film, podobnie zresztą jak cała trylogia Bourne’a, nie ma właściwie słabych punktów, zapewniając widzowi doskonałą, cały czas trzymającą w napięciu rozrywkę. Jak w każdej poprzedniej części, tak i w „Ultimatum...” można jednak znaleźć scenę przewyższającą pozostałe. To scena spotkania i zamachu na dworcu w Londynie: bezbłędna, fantastycznie rozegrana i zmontowana. Można śmiało powiedzieć, że to powrót do korzeni kina sensacyjnego: nie chodzi o efektowne wybuchy czy strzelaniny – jego kwintesencją i sensem jest pościg (że przypomnę choćby legendarną, niedościgłą sekwencję z „Bullitta”). W filmie Greengrassa rozedrgana i pozornie przypadkowa kamera prowadzi przez labirynt dworca, ujęcia skaczą, ale bynajmniej nie w przypadkowy sposób, a widz z każdą sekundą coraz silniej wciska się w fotel. Prawdopodobnie to właśnie ta scena zadecydowała, że jeden z trzech Oscarów, które film zdobył, był za montaż (pozostałe dwa dotyczyły dźwięku).

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 12 kwietnia 2016

Recenzja Tylko strzelaj (Shoot 'Em Up) - yoy.tv

Smith widzi ciężarna kobietę uciekającą przed próbującym ją zabić mężczyzną. Podąża za nimi, zabija napastnika. Zabójców zjawia się jednak więcej, a kobieta zaczyna rodzić… Smith, w przerwach na likwidację drabów, odbiera poród. Dla matki nie kończy się on szczęśliwie – ginie od kuli szefa napastników, Hertza. Smith zdając sobie sprawę, że celem jest także noworodek, ukrywa się z dzieckiem u znajomej prostytutki. Hertz i jego ludzie depczą mu jednak po piętach…


Kobieta rodząca w trakcie strzelaniny, noworodek, który jest cicho tylko wtedy, gdy słyszy mocną muzykę metalową, mężczyzna zabijający zbira marchewką – to tylko kilka przykładów na to, że „Tylko strzelaj” nie można traktować jako filmu akcji (choć zdarza się, że pod taką kategorię jest podciągane). To komedia sensacyjna, w dodatku bardzo specyficzna – humor jest tu czarny, a wiele scen tak brutalnych, że może budzić odrazę (policzono, że w filmie ginie aż 151 osób!).


Ogólnie: dziwny film. Z drugiej jednak strony to film oryginalny – nie jest to typowa komedia, nie jest akcyjniak, nawet nie parodia kina akcji. To bardzo specyficzna wizja przerysowanego do granic możliwości kina sensacyjnego, w którym reżyser co rusz puszcza oko do widza, mówiąc „A tego się nie spodziewałeś”, „A tu cię mam”, „Teraz przebiłem wszystkich” (aby przekonać do swego pomysłu producentów Michael Davis specjalnie nagrał 17-minutową animację przedstawiającą mniej więcej zarys fabuły).


Twórcy filmu i aktorzy – a wśród nich są Clive Owen (w trakcie produkcji był typowany na następcę roli Jamesa Bonda, co zresztą w kilku scenach zostało zaakcentowane – pan Smith używa bondowskiego pistoletu), Paul Giamatti, Monica Bellucci – świetnie się bawią, odwracając o 180 stopni znane schematy i specjalnie pchając się z impetem w kierunku klimatu „zabili go i uciekł”.


Taki film można albo bezgranicznie pokochać , albo znienawidzić…

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 10 kwietnia 2016

Recenzja Raport mniejszości (Minority Report) - yoy.tv

Rok 2054. Dzięki specjalnej technice policja zatrzymuje przestępców, zanim popełnią zbrodnię. Policjant, który został oskarżony o takie zabójstwo, musi dowiedzieć się, co kryje się za oskarżeniem.


Nowy Jork, rok 2054. John Anderton (Tom Cruise) jest szefem Agencji Prewencji Ministerstwa Sprawiedliwości. To jej działania powodują, że ten świat nieodległej przyszłości jest właściwie całkowicie wolny od zbrodni. Zawdzięcza to trójce Jasnowidzów właściwie uwięzionych w wielkim basenie w podziemiach siedziby Agencji, którzy dzięki swym niezwykłym zdolnościom potrafią przewidzieć przyszłość, ostrzec przed zbliżającym się przestępstwem i wskazać człowieka, który go dokona. A odpowiednie, błyskawicznie reagujące służby aresztują potencjalnego sprawcę. Anderton sześć lat temu przeżył tragedię: stracił ukochanego synka, a wkrótce potem rozstał się z żoną. Teraz poświęca się pracy i jest przekonany o słuszności swoich działań.


Do czasu, gdy Jasnowidze nie wskażą, że za 36 godzin to właśnie on zamorduje człowieka. Jest zszokowany, ale wie jedno - musi natychmiast uciekać. Zyskuje trochę czasu, lecz rusza za nim jego zaciekły rywal, detektyw Ed Witwer (Colin Farrell). I szybko wpada na trop, bowiem wszechobecne kamery identyfikują ściganego dzięki systemowi rozpoznawania tęczówki. Anderton decyduje się na nielegalny zabieg przeszczepu oczu, dzięki czemu staje się nierozpoznawalny dla systemów bezpieczeństwa. Wreszcie zyskuje odrobinę swobody i czas, by zastanowić się nad dwoma kwestiami: czy byłby zdolny do morderstwa oraz czy Jasnowidze mogą się mylić. To drugie pytanie doprowadza go tajemnicy tytułowego raportu mniejszości...


Ta ekranizacja powieści Phillipa K. Dicka to dzieło Stevena Spielbega, guru rozrywkowego kina science fiction. I tym razem mistrz nie zawiódł swoich fanów: jest efektownie (pierwsza scena z przesuwanymi w powietrzu obrazami weszła do klasyki kina s.f. i zagościła także w wielu reklamach), szybko, z gwiazdorską obsadą (bo jest jeszcze Max von Sydov), a nawet nominacją do Oscara (za montaż dźwięku) i wieloma innymi nagrodami. Czyli wszystko to, co tygrysy lubią najbardziej. Jednak w tym hollywoodzkim rozgardiaszu zniknął niepowtarzalny klimat literackiego oryginału i pytania zmarłego w 1982 r. autora, który miał prawdziwą obsesję na punkcie prywatności, wolności, a szerzej ujmując - realności otaczającego nas świata. I dlatego "Łowca androidów" Ridleya Scotta jest filmem kultowym, a "Raport mniejszości" tylko solidną rozrywką.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 8 kwietnia 2016

Recenzja Gamer - yoy.tv

„Gamer” porusza bardzo ciekawy wątek, który niedługo w naszym świecie (jeśli pęd technologiczny będzie utrzymywał swoją prędkość) będzie stanowił nową rozrywkę.


Ken Castle (Michael C. Hall) zbudował swoją karierę na stworzeniu internetowego chatu, w którym możemy się wcielić dosłownie w każdego, kogo tylko chcemy. "Żadna nowość!"-ktoś mógłby powiedzieć, ale różnica polega na tym, że postaci, których używamy w chatroomach, to prawdziwi ludzie. „Society” stało się bardzo popularne i niedługo po tym projekcie, Castle stworzył nowy rodzaj rozgrywki „first person shooter”. Gracze mogli kierować prawdziwymi ludźmi, którzy często byli zamkniętymi w więzieniach byłymi żołnierzami, komandosami, mordercami i najemnikami. Zadanie w grze „Slayers” jest proste. Rozwalaj, zabijaj i za żadne skarby nie daj się sprzątnąć. Jeden z nich (Kable) stanie się Spartakusem nowego millennium. Kierowany przez najlepszego na świecie wirtualnego wojownika Simona, doprowadzi do wielkiej rewolucji, która na zawsze zmieni dotychczas znany porządek rzeczy...


Naładowany agresją, przemocą, strzelaniną, adrenaliną, walką, szybkością i pojedynkami „Gamer”- to fenomenalne kino akcji. Gerard Butler jak zawsze spisał się na medal, a raper Ludacris był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Kreacja Halla, którego znamy m.in. z serialu „Dexter”, była przejmująca, intrygująca i wprawiająca chyba w najwyższy sposób irytacji- nie z powodu niskiej gry aktorskiej, ale wyrazistości bohatera. Całej akcji towarzyszy mocna elektroniczna lub rockowa muzyka, która nadaje wszystkiemu dynamiczny i elektryzujący wręcz klimat. Bardzo dobry film, który po „Ja, Robot” i „Surogatach” porusza bardzo ważny problem w dzisiejszych czasach. Bo przy takim rozwoju przemysłu komputerowego, warto zadać sobie pytanie: czy niedługo będziemy mieli okazję zagrać w „Quake’a” na zasadzie Life Action Role Playing?

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 6 kwietnia 2016

Recenzja Teoria spisku (Conspiracy Theory) - yoy.tv

Sugerowanie szaleństwa bohatera lub wmawianie mu manii prześladowczej to doskonały punkt wyjścia do wielu bardziej (filmy Hitchcocka) lub mniej udanych thrillerów. "Teoria spisku" Richarda Donnera, twórcy m.in. „Omenu” (1976), „Supermana” (1976) i wszystkich części „Zabójczej broni” (1987, 1989, 1992, 1998), korzysta z podobnego pomysłu.


Nowojorski taksówkarz Jerry Fletcher (Mel Gibson) uważa, że wiele wydarzeń na świecie jest wynikiem wszechogarniającego spisku. Wierzy, że ci, którzy do niego należą, dysponują zaawansowana techniką (bezgłośne helikoptery), a nawet potrafią wywołać klęski żywiołowe (trzęsienie ziemi). Wydarzenia, które mają miejsce na całym świecie, łączy w niezwykły łańcuch przyczynowo-skutkowy, a swoje teorie publikuje w wydawanej przez siebie gazetce, która ma „aż” 12 prenumeratorów. Cierpi również na manię prześladowczą, więc wszystko (także żywność) zamyka na kłódki, w chwili poważnego stresu czuje wewnętrzny przymus kupienia kultowej książki „Buszujący w zbożu”, ale przede wszystkim uważa, że musi chronić piękną Alice Sutton (Julia Roberts), której ojciec został tajemniczo zamordowany półtora roku temu. Można by powiedzieć, że Jerry jest wariatem. Problem jednak w tym, że przynajmniej część jego teorii okazuje się prawdziwa...


Ten film zaczyna się fantastycznie i trzyma w napięciu mniej więcej do połowy. Grający Fletchera Mel Gibson znakomicie myli tropy, rozwija kolejne teorie spiskowe, cały czas nie dając odpowiedzi, po której stronie się znajduje, czy przekroczył ową cienką linię dzielącą normalność od szaleństwa. Czy jest psychopatą, czy jednak Alice naprawdę jest w niebezpieczeństwie?


Jednak kino hollywoodzkie ma swoje wymagania, w pewnym momencie wszelkie smakowite niuanse diabli biorą i „Teoria spisku” zamienia się w raczej standardową sensację. Można się cieszyć, że dobro zwycięża, ale trochę żal niewykorzystanych w pełni szans.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Recenzja Wilk z Wall Street (The Wolf of Wall Street) - yoy.tv

Jordan Belfort z niedoświadczonego maklera staje się współwłaścicielem wielkiej firmy, a jego rozrzutny styl życia zapewnia mu status legendy finansjery.


Jordan Belfort zaczyna pracę na Wall Street jako nieco naiwny 20-latek. Pod skrzydłami kontrowersyjnego maklera Marka Hanny nabiera doświadczenia, które pomoże mu w chwili krachu finansowego. Jordan stanie się współwłaścicielem firmy Stratton Oakmont, zacznie zarabiać miliony. Nie zawsze jego finansowy sukces będzie osiągnięty legalnymi metodami, zawsze jednak młody milioner będzie miał niezwykłe pomysły na zużycie swych ogromnych środków finansowych: pijackie imprezy, zatapiane jachty, najpiękniejsze kobiety, narkotyki, rozbity prywatny odrzutowiec… Taki styl życia zwraca na niego uwagę FBI…


Jordan Belfort to postać autentyczna, scenariusz "Wilka z Wall Street" oparto zresztą na jego autobiograficznej książce (druga jej część nosi tytuł "Polowanie na Wilka z Wall Street"). Przystojny czaruś używający życia, oszust wyłudzający miliony, sprzedający fikcyjne akcje, skazaniec, autor książek, obecnie bardzo ceniony motywator ze zleceniami na całym świecie – idealny kandydat na filmowy przebój! I jego utrzymana w komediowym tonie autobiografia w reżyserii Martina Scorsese stała się przebojem, zarówno finansowym, jak i artystycznym: 5 nominacji do Oscara, Złoty Glob dla Leonardo DiCaprio grającego Jordana to tylko czubek góry lodowej wyróżnień, nominacji i statuetek dla filmu. Film trwa bite 3 godziny, ale niech nikogo to nie przeraża – ani jedna z tych minut nie jest stracona. Akcja pędzi do przodu na łeb, na szyję, a dialogi skrzą się dowcipem. Do tego dochodzi świetny montaż i oprawa muzyczna, a przede wszystkim zdjęcia ilustrujące imprezy, których nie powstydziliby się na Titanicu. Osobnym rozdziałem jest DiCaprio, tworzący jedną ze swych najlepszych ról w karierze, potrafiący płynnie, czasem w jednej sekwencji, przejść od postaci żałosnego ćpuna do luzaka korzystającego pełną piersią ze swych nieograniczonych możliwości finansowych, od cynika do duszy towarzystwa. Świetne kino!

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 2 kwietnia 2016

Recenzja Mroczne cienie (Dark Shadows) - yoy.tv

Siedem spotkań Tima Burtona z człowiekiem o tysiącu twarzach i urodzie amanta – jak mawia reżyser – czyli jego ulubionym aktorem Johnnym Deppem, przeszło do historii kina. Ósme – na planie wysokobudżetowej komedii „Mroczne cienie” zrealizowanej na podstawie niezwykle popularnej w Ameryce w latach 60. satanistycznej opery mydlanej – potwierdza, że to duet idealny. Odkryciem filmu jest jednak obdarzona gotycką urodą Eva Green, wyglądająca na ekranie jak heroina z obrazów Tamary Łempickiej, oraz cztery inne aktorki świetnie czujące pastiszową konwencję (Helena Bonham Carter, Michelle Pfeiffer, Bella Heathcote i znana z horroru „Pozwól mi wejść” Chloe Grace Moretz).


W burtonowskiej parodii wampirycznych opowieści fabuła jest wątła i wybitnie pretekstowa. Przystojny młodzieniec z Liverpoolu łamiący serca kolejnym kochankom po przybyciu w XVIII w. do Stanów Zjednoczonych zostaje zamieniony w upiora za karę, że odrzucił miłość zmysłowej, zazdrosnej czarownicy. Po 200 latach wydostaje się z trumny i zaczyna się sprawdzać w roli biznesmena ratującego podupadający interes swoich dalekich krewnych, jeszcze większych dziwaków niż on. Ze spiczastymi uszami, wybieloną twarzą, umalowanymi na czarno oczami Depp, jak zwykle, wypada czarująco. Jego nagłe przebudzenie w czasach hipisowskiego karnawału (z wyraźnymi aluzjami do szekspirowskiej „Burzy”) stanowi dodatkowe źródło humoru.


W „Mrocznych cieniach”, oprócz kpiny z romantycznej symboliki dwóch zbuntowanych epok, zabawa polega głównie na straszeniu kiczem i śmianiu się z postmodernistycznych dowcipów na temat „Nosferatu”, „Lśnienia”, „Omenu” czy „Fatalnego zauroczenia”. Aby uniknąć rozczarowania, lepiej nie spodziewać się niczego więcej.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv