poniedziałek, 30 stycznia 2017

Recenzja Sherlock Holmes: Gra cieni (Sherlock Holmes: A Game of Shadows) - yoy.tv

Panująca od blisko 20 lat w Hollywood zasada sequela - jeśli odniosłeś sukces, kręcisz kolejną część, która ma być o 20 proc. większa, szybsza, głośniejsza i bardziej dochodowa - bywa przekleństwem zarówno dla producentów, jak i widzów. Bo zazwyczaj kończy się klęską finansową i artystyczną. Na szczęście nie zawsze. Doskonałym tego przykładem jest "Sherlock Holmes: Gra cieni" Guya Ritchie’ego. Zapowiedziany w ostatnich scenach pierwszego "Sherlocka Holmesa" pojedynek legendarnego detektywa (Robert Downey Jr) z diabolicznym profesorem Moriartym (Jared Harris) wreszcie dochodzi do skutku. Punktem wyjścia jest tajemnicza śmierć księcia koronnego Austrii. Inspektor Lestrade (Eddie Marsan) po zbadaniu ciała i miejsca, gdzie je znaleziono, jest przekonany, że to było samobójstwo. Jednak wnioski Sherolcka Holmesa są całkowicie odmienne - to robota geniusza zła, profesora Moriarty’ego, jeden z elementów jego wyrafinowanego planu, którego celem jest pogrążenie Europy i świata w chaosie i anarchii…


Nie ma chyba słynniejszego detektywa i pogromcy zła od Sherloka Holmesa. Jego twórca sir Conan Doyle stworzył archetypiczną postać ekscentrycznego geniusza, tropiciela zbrodni, ale przede wszystkim poszukiwacza intelektualnych wyzwań gotowego stanąć do pojedynku umysłów z każdym, kto zapewniał odpowiedni jego poziom. Jest w nim sporo ze stworzonego przez Edgara Allan Poe pierwszego w historii detektywa Augusta Dupina (choć w "Studium w szkarłacie" Doyle ustami Sherlocka wyraźnie go dyskredytuje), można się też doszukać inspiracji w metodach tropienia Indian, które opisuje Karol May. Jednocześnie jednak postać Dupina została przez lata (czasami także przez samego autora) spacyfikowana i wygładzona, gdy tymczasem Holmes jest czystej wody anarchistą, jako prawdziwy geniusz i artysta, nie zawsze tego świadomym. I dlatego to, co proponuje w swoim filmie Guy Ritchie, tak do tej postaci pasuje: chaos i szaleństwo, który wprowadza wokół siebie, niespodziewane zmiany nastrojów i tempa. Szybkie prowadzenie kamery, ciągły ruch, przechodzenie z szerokiej perspektywy do zbliżenia, czasami wręcz teledyskowy montaż - to wszystko jest z innej epoki niż Sherlock, a jednak on w tym się doskonale czuje i odnajduje. Podobnie jak widz.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 28 stycznia 2017

Recenzja Resident Evil: Retrybucja (Resident Evil: Retribution) - yoy.tv

„Resident Evil: Retrybucja”, będąca piątym już z kolei odcinkiem serii, zaczyna się w chwili, gdy na świecie pozostały już tylko nieliczne bastiony ocalałych ludzi, walczących z zakażonymi wirusem T zombi. W podziemnym laboratorium, z którego rozprzestrzenił się wirus, trwają badania nad sposobami jego zlikwidowania. Okazuje się, że jedyną osobą mogącą podjąć skuteczną walkę, jest Alice, którą jest poddawana eksperymentom. Ktoś jednak uwalnia kobietę z położonego pod lodem więzienia.   


Nie oszukujmy się – filmowy cykl „Resident Evil” istnieje tylko dla pokrytej seksownym lateksem Milli Jovovich. „Resident Evil: Retrybucja” podobnie jak poprzednie filmy celebruje jej oczy, woskową twarz, gibką, a przez chwilę niemal niczym nieosłoniętą postać. Dzielna wojowniczka kosi zombi na wszelkie sposoby, a one – nowocześniejsze, ładniejsze i ucywilizowane w sensie obycia z bronią palną – jakoś się temu działaniu bez specjalnego sprzeciwu poddają. Z każdej konfrontacji – choćby i z tej z przypominającym gigantyczny wór z kartoflami potworem – jej Alice wychodzi niedraśnięta. Tym razem ma większą motywację, albowiem w wyniku pewnych okoliczności niańczy całkiem spore dziecię. Jakie? Tego nie zdradzimy, powiemy natomiast, że ów wątek został żywcem zerżnięty z „Obcego: Decydującego starcia”. Żywcem, co oznacza skopiowanie charakterystycznego dialogu z filmu z Sigourney Weaver, motywu przewodniego (porwanie dziecka przez potwora) i motywu plastycznego (dziecko wydobywane z przytwierdzonego do ściany kokonu). Niesamowite! Trzeba jednak dodać, że bynajmniej nie pomogło to w pogłębieniu osobowości naszej bohaterki. Nie sprzyja temu ani konwencja gry, w której film jest utrzymany, ani postać samej Alice, pomyślanej jako wyprana z wszelkich emocji wojowniczka, grana w taki też sposób przez Jovovich.


Oprócz tej plagiatowej wpadki niewiele jest scen, które zatrzymamy w umyśle na dłużej. Może jedynie motyw z pozbywaniem się kul, które usuwa mutant/mutancica, wypychając je z ciała przez palce u rąk? Pewnym novum są też nurkujące w oceanicznych odmętach zombi, żyjące w bardzo niesympatycznych, bo lodowatych okolicznościach przyrody. Ten wątek akurat okazał się jak dla mnie (osobie wychowanej na rosyjskim „Diable morskim”) motywem bardziej zabawnym niż przerażającym, ale może po prostu nastąpiło zmęczenie materiału? To, co w grze bywa bowiem atutem, w filmie zakrawa na coś żałosnego. Podsumowując, „Resident Evil: Retrybucja” obfituje w efektownie zrealizowane sceny akcji, ale nie należy się spodziewać, aby zapadł w pamięć widza (nie będącego fanem Milli) w jakiś szczególny sposób.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 26 stycznia 2017

Recenzja Różyczka - yoy.tv

Przełom lat 1967/68. Ceniony pisarz Adam Warczewski, który przez komunistyczne władze podejrzewany jest o tajne kontakty z Zachodem, poznaje piękną, młodą i wyraźnie nim zainteresowaną Kamilę. Niemłody już literat traci dla niej głowę, biorą ślub. Adam nie podejrzewa, że ich spotkanie nie było przypadkiem – Kamila pracuje na zlecenie agenta SB i w kartotekach ma pseudonim „Różyczka”… Zgodziła się na rozkochanie i inwigilowanie Adama, a także jego znajomych… z miłości do owego agenta, Romana Rożka. Sytuacja komplikuje się, gdy stateczny Adam okazuje się być wyjątkowo interesującym mężczyzną i Kamila zaczyna naprawdę czuć do niego coś więcej, zaś Roman staje się obsesyjnie zazdrosny.


Co prawda nie jest to powiedziane wprost, wiadomo jednak, że cała historia luźno oparta jest na faktach z życia Piotra Jasienicy (zbyt luźno jednak, by film można traktować jako biograficzny). Nagrodzona Złotymi Lwami na FPFF w Gdyni „Różyczka” to historia skomplikowanego trójkąta miłosnego, która z dramatu nacechowanego mocno politycznie (w tle wszak „Dziady” Kazimierza Dejmka, wydarzenia marcowe, wydalenie z Polski osób pochodzenia żydowskiego) zmienia się stopniowo w melodramat.


O ile na początku ważniejsza jest polityka, metody działania SB, szpiegowanie, o tyle w finale coraz bardziej liczą się sprawy sercowe i osobiste dramaty głównych bohaterów. A te przeżywa cała trójka i trudno kogoś potępiać, nawet obrzydliwego na pierwszy rzut oka agenta Romana, który swą ukochaną pcha w ramiona innego, by zdobyć informacje – robi to niejako przymuszony przez zwierzchników, a jego rozpacz i zazdrość będą jak najbardziej autentyczne…


Poruszający film o trudnych i strasznych czasach, mimochodem pokazujący, że ci, których dziś osądza się od czci i wiary mogli mieć różne powody do współpracy czy donoszenia i mierzenie wszystkich tą samą miarą jest niesprawiedliwe. Jan Kidawa-Błoński nakręcił jeden z bardziej interesujących w ostatnim czasie obrazów o życiu w czasach komuny, nie bał się poruszać trudnych tematów (antysemityzm), świetnie poprowadził aktorów – warto zobaczyć!

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 24 stycznia 2017

Recenzja Turysta (The Tourist) - yoy.tv

To remake udanego francuskiego kryminału (z domieszką komedii) z 2005 roku zatytułowanego „Anthony Zimmer”. Fabuła w zasadzie jest identyczna, zmieniono tylko miejsce akcji – luksusowe hotele Nicei zastąpiły kanały Wenecji (zdecydowanie lepiej nadają się do scen akcji i zaserwowania kilku sekwencji z efektami).


Z Elise, agentką Interpolu, kontaktuje się jej były kochanek Alexander Pearce, geniusz zbrodni, którego ściga każdy stróż prawa, a do tego mafia. Alexander podobno przeszedł operację plastyczną i nikt nie wie, jak wygląda. W liście polecił dawnej miłości wybrać kogoś podobnego wzrostem i budową do niego, poderwać go i zwrócić uwagę policji, agentów oraz gangsterów właśnie na tegoż wybranego nieszczęśnika (wszyscy oni wiedzą, że Elise będzie się kontaktować z przestępcą). A w tym czasie on załatwi swe sprawy, a potem odnajdzie Elise. Wybór kobiety pada na ciamajdowatego nauczyciela matematyki z USA, Franka Tupelo. Ten życiowy nieudacznik okazuje się mieć jednak niezwykłego farta, a także niezwykłe umiejętności…


Kto widział oryginał, zobaczy „Turystę” ze względu na aktorstwo, kto nie widział, tym bardziej zobaczy ze względu na duet Depp – Jolie. Tak myśleli pewnie producenci zabierając się za kręcenie remake’u „Anthony’ego Zimmera”. Scenariusz pozostawili więc bez zmian, dorzucili parę scen akcji i skupili się na promowaniu gwiazd (co udało im się po mistrzowsku – do dziś chyba nikt nie wie, za co Johnny Depp i Angelina Jolie zdobyli za występ w tym filmie nominacje do Złotych Globów). Efekt jest dość nijaki: scenariusz jest mniej zaskakujący i mniej precyzyjny od pierwowzoru, aktorstwo takie sobie (Depp wypadł całkiem, całkiem, ale już Jolie to tylko dekoracja), reżyseria typowo rzemieślnicza. Nie powstał więc wielki hit (kosztujący 100 milionów dolarów film przyniósł straty), a przeciętny kryminał z komediowo-akcyjną otoczką.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 22 stycznia 2017

Recenzja Śmiertelna wyliczanka (Murder by Numbers) - yoy.tv

Justin i Richard to dwaj kumple z uczelni. Pierwszy wyróżnia się na tle innych intelektem, drugi też nie jest w ciemię bity, a na dodatek jest jeszcze synem miejscowej szychy. Młodzieńcy postanawiają objawić światu swój geniusz w nietypowy sposób: dokładnie planują zbrodnię doskonałą, zabijają młodą dziewczynę i wrabiają w zabójstwo szkolnego woźnego. Policja uważa sprawę za prostą – na woźnego Raya wskazują wszystkie dowody! Wątpliwości ma tylko nie ciesząca się zbytnią sympatią kolegów detektyw Cassie Mayweather.


To już czwarty film fabularny inspirowany sprawą zabójstwa dokonanego przez Richarda Loeba i Nathana Leopolda (pierwszym był „Sznur” Alfreda Hitchcocka). Byli oni studentami uniwersytetu w Chicago, w 1924 roku zabili wspólnie 14-letniego Bobby’ego Franksa, jako motyw podali chęć popełnienia zbrodni doskonałej… Reżyser „Śmiertelnej wyliczanki”, Barbet Schroeder („Ćma barowa”, „Druga prawda”) przedstawił ich jako pewnych siebie, inteligentnych i zepsutych chłopaków, ewidentnie zainteresowanych sobą fizycznie (co prawda nikt nie mówi wprost, że łączą ich relacje homoseksualne, ale wiele scen wyraźnie to sugeruje). Justin i Richard uważają, że ich intelekt i pieniądze, wpływy ojca Richarda, stawiają ich ponad społeczeństwem – zabijają nie dla przyjemności, nie przypadkowo, zabójstwo ma być dla nich tylko potwierdzeniem tego, że wszystko im wolno. Ciekawe postacie, nieźle zagrane (w rolach zabójców wystąpili mało wówczas jeszcze znani Ryan Gosling i Michael Pitt). Problem jest natomiast z drugim obszernym wątkiem filmu, czyli ze stróżami prawa, ich pracą i relacjami. Grana przez Sandrę Bullock Cassie, zraniona w młodości, skrywa zbyt wiele tajemnic, których nie odkryjemy, zaś jej partner Sam jest zwyczajnie nijaki… Grają też zbyt standardową parę (doświadczony glina plus żółtodziób), by ten bardzo dobry kryminał wywindować na jeszcze wyższy poziom, który z pewnością był w zasięgu Schroedera.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 20 stycznia 2017

Recenzja Harry Potter i Zakon Feniksa (Harry Potter and the Order of the Phoenix) - yoy.tv

Harry wraca po wakacjach do Hogwartu, by rozpocząć piąty rok nauki. Zostaje oskarżony o bezprawne użycie magii poza szkołą. Musi stawić czoła kłamliwym plotkom. Dociera do domu Syriusza Blacka.


W tej – piątej już – części przygód młodego czarodzieja Harry nie może mieć spokojnych wakacji: Lord Voldemort powrócił, a prasa czarodziejska milczy na ten temat. W dodatku Harry staje przed całym Wizengamotem za użycie czarów przez nieletniego, a Straż Przednia zabiera go do kwatery głównej Zakonu Feniksa – organizacji powołanej przez Dumbledora do walki z Sami-Wiecie-Kim. Tymczasem w Hogwarcie panują nowe porządki: Ministerstwo wprowadza Wielkiego Inkwizytora Hogwartu – Dolores Umbridge, która zakazuje stosowania czarów na terenie szkoły. Nikt nie wierzy Harry'emu i Dumbledorowi, że Lord Voldemort odrodził się. Kiedy zaatakuje – wszystko wyjdzie na jaw, ale czy wtedy nie będzie już za późno?


Scenariusz tej części napisał Michael Goldenberg, który zastąpił Steve’a Klovesa, autora poprzednich czterech filmów. Zdjęcia rozpoczęto w lutym 2006 roku i zakończono w końcu listopada. Premiera odbyła się 11 lipca 2007 w USA i Australii, w Polsce – 27 lipca 2007. Film zdobył uznanie krytyków i publiczności. Był również chwalony przez autorkę, która stwierdziła, że jest to część do tej pory najlepsza.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 18 stycznia 2017

Recenzja Ksiądz (Priest) - yoy.tv

„Ksiądz” to ekranizacja znanego komiksu typu manhwa (koreańska odmiana mangi) autorstwa Min-Woo Hyunga. Jego akcja dzieje się w przyszłości, w alternatywnej rzeczywistości, w której przez setki lat ludzie walczyli z wampirami. Do zwycięstwa naszą rasę powiedli wyszkoleni w sztukach walk Księża – po triumfie krwiopijcy trafili do rezerwatów, a ludzie schronili się w miastach, którymi rządzą duchowni. Jeden z weteranów walk – bezimienny Ksiądz – pewnego dnia dowiaduje się, że wampiry uprowadziły jego siostrzenicę Lucy. Przełożeni nie chcą się zgodzić na misję ratunkową, więc Ksiądz wypowiada im posłuszeństwo, zabiera mały arsenał i rusza, by ratować dziewczynę. Oczywiście łatwe to nie będzie, gdyż Ksiądz nie podejrzewa nawet, że ofiara nie była przypadkowa – porywaczom chodzi właśnie o niego, a nie o Lucy…


Reżyser Scott Charles Stewart ma słabość do księży, aniołów, demonów i Paula Bettany’ego, który pojawił się także w jego debiucie, „Legionie” (tam zagrał anioła, teraz księdza ze znamieniem na czole – cóż, degradacja…). „Ksiądz” to obraz podobny wizualnie do poprzedniej produkcji Stewarta – dużo ujęć w zwolnionym tempie, widowiskowych, ale mocno chaotycznych układów choreograficznych walk, strzałów, szatkowanych teledyskowo ujęć, dziwnych kątów widzenia kamery. Na uwagę zasługuje za to wizja postapokaliptycznego świata będącego skrzyżowaniem „Diuny”, „Łowcy androidów” i „Mad Maxa”. Scenariusz jest chyba słabszy, reżyseria nieco pewniejsza (mimo wszystko i tak dość mizerna), aktorstwo na tym samym poziomie, a widownia mniej zachwycona („Legion” na siebie zarobił, „Ksiądz” już nie bardzo). Raczej dla fanów ekranizacji komiksów tudzież klechów z charakterkiem.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Recenzja Maczeta (Machete) - yoy.tv

Na początku był żart – zwiastun nigdy nienakręconego filmu o tytule „Maczeta”, który dla jaj wmontowano w „Grindhouse”. Tak wiele osób nagabywało jednak Rodrigueza o to, kiedy będzie można ów krwawy film zobaczyć, że… zdecydował się go nakręcić! Myślał zresztą o bohaterze zwanym Maczetą już od czasów pracy nad „Desperado”, potem wykorzystał tę postać w serii „Mali agenci”.


Tytułowy bohater to wytatuowany były tajny agent o wyglądzie zakapiora. Trzy lata wcześniej stracił rodzinę, gdy próbował ratować świadka koronnego w sprawie przeciw gangsterowi Torrezowi. Podczas kolejnej akcji Maczeta, teraz już zwykły najemnik, zostaje wrobiony przez nieuczciwych pracodawców i cudem uchodzi z życiem. Wspólnie z bratem (który został księdzem) wyrusza, by znaleźć i ukarać winnych. A ci są wysoko postawieni – jest wśród nich senator McLaughlin, człowiek powiązany z Torrezem.


Można się dopatrywać w „Maczecie” głębszych sensów – takich jak to, że zemsta Maczety jest swego rodzaju próbą odreagowania kompleksów, które mają Latynosi względem Amerykanów z USA – ale film ten przede wszystkim należy potraktować po prostu jako rozrywkę. Kiczowatą, z bohaterami przerysowanymi do granic możliwości, ale sprawnie zrealizowaną, przeznaczoną dla tych, którzy lubią postmodernistyczne zabawy, wściekłe strzelanki, wypruwane wnętrzności, bohaterów większych niż życie, antybohaterów gorszych od diabła i piękne, nie zawsze ubrane, kobiety (z Jessiki Alby łaszki zdarto komputerowo – aktorka ma w kontrakcie zastrzeżone, że nie rozbierze się przed kamerą).

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 14 stycznia 2017

Recenzja Lepiej późno niż później (Something's Gotta Give) - yoy.tv

Harry, nie najmłodszy playboy umawiający się tylko z kobietami przed trzydziestka, przyjeżdża do nadmorskiego letniego domku rodziców Marin, swojej najnowszej zdobyczy. Jednak ich plany erotyczne krzyżuje niespodziewana wizyta Eriki, matki dziewczyny.


To nie koniec atrakcji wieczoru – uparty Harry próbuje doprowadzić do skonsumowania związku z Marin, ale nie wytrzymuje napięcia i dostaje zawału. Trafia do szpitala, gdzie zajmuje się nim przystojny i – stosunkowo – młody lekarz. To on zakazuje Harry’emu wracać do miasta i wspólnie z Marin wpada na pomysł, by czas rekonwalescencji spędził w nadmorskim domku, gdzie mieszka także Erica. Ta jest przerażona tą propozycją – nie cierpi podstarzałego playboya, z wzajemnością. Ale z czasem wszystko się zmienia.


Film Nancy Meyers to historia, która ma udowodnić, że na miłość nigdy nie jest za późno. Robi to przekonująco, co jest zasługą duetu Diane Keaton – Jack Nicholson wspomaganego przez Keanu Reevesa. Co prawda Nicholson nie pokazuje niczego nowego i po raz kolejny posługuje się starymi chwytami, ale czyni to jak zwykle z wielkim wdziękiem. Z kolei Keaton udowadnia, że wiek nie musi być przeszkodą i po raz pierwszy w karierze występuje w rozbieranej scenie. Romans filmowy przeniósł się do realnego życia – dla Diane Keaton Keanu Reeves porzucił swoją ówczesną dziewczynę Lynn Collins.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 12 stycznia 2017

Recenzja Erin Brockovich - yoy.tv

Oto historia prawdziwa. Samotna i bezrobotna matka dwójki dzieci nie ze swojej winy miała wypadek samochodowy. Mimo to przegrała proces o odszkodowanie. Wściekła na swego adwokata, prawie zmusiła go, by ją zatrudnił. I dzięki intuicji i uporowi doprowadziła do wykrycia poważnej afery, w którą zamieszany był wielki koncern.


Erin Brockovich to nie była łatwa rola, a walczyło o nią kilka największych hollywoodzkich gwiazd. Wygrała Julia Roberts. Nie wyobrażam sobie nikogo, kto mógłby zagrać to lepiej. Agresywna, walcząca o swoje, ubierająca się w sposób hmmm, kontrowersyjny, ale zarazem ciepła, inteligentna - taka właśnie jest Erin w wykonaniu Roberts (i w rzeczywistości też).


Kiedy się tej postaci lepiej przyjrzeć, można odkryć zaskakujące podobieństwo do bohaterki pierwszego przeboju Roberts - "Pretty Woman" (1990). Może dlatego aktorka tak dobrze się czuła w tej roli? Ale powód dobrego samopoczucia mógł być także inny: wraz z tą rolą Roberts jako pierwsza aktorka w historii dostała gażę przekraczającą 20 mln dolarów! Tymczasem prawdziwa Brockovich sprzedając swoją historię zarobiła ich zaledwie 100 tys. Ale też nie da się ukryć, że Julia Roberts przyłożyła się do tej roli i zagrała koncertowo. Doceniła to Akademia Filmowa i nagrodziła ją Oscarem dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Recenzja Tłumaczka (The Interpreter) - yoy.tv

Sylvia Broom (Nicole Kidman) pracuje jako tłumaczka w siedzibie ONZ. Pewnego wieczoru przypadkowo podsłuchuje rozmowę, z której wynika, że jest planowane morderstwo prezydenta afrykańskiego kraju Matobo, który za tydzień ma przemawiać na forum Zgromadzenia Ogólnego. Poinformowane przez nią służby specjalne niezbyt dowierzają tej informacji – aż do momentu, gdy życie samej tłumaczki znajduje się w niebezpieczeństwie. Wtedy zostaje jej przydzielony do ochrony Tobin Keller (Sean Penn). Jednak badając przeszłość Sylvii agent znajduje tyle podejrzanych faktów, że w pewnym momencie traci orientację, kim ona jest – ofiarą czy może podejrzaną...


“Tłumaczka” to ostatni film wyreżyserowany przez Sidneya Pollacka, twórcy takich hitów, jak „Czyż nie dobija się koni?” (1969), „Jeremiah Johnson” (1973), „Trzy dni Kondora” (1975), „Tootsie” (1982), „Pożegnanie z Afryką” (1985) czy „Firma” (1993).


Film jest wyraźnie i wręcz demonstracyjnie staroświecki: nie ma tu żadnych widowiskowych pościgów i strzelanin. Ale mimo to jest na tyle duża dawka napięcia, że widz śledzi akcję (a już niektóre sceny na pewno) wbity w fotel. Okazuje się bowiem, że “stara szkoła filmowej jazdy” wciąż może być atrakcyjna: nie efekty są tutaj ważne, ale międzyludzkie relacje i rozgrywki. To powoduje, że widz bardziej identyfikuje się z bohaterami i z większym zaangażowaniem śledzi ich losy. Tym bardziej, że gwiazdorski duet Kidman-Penn doskonale daje sobie radę. Można więc powiedzieć: solidne dzieło na pożegnanie.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 8 stycznia 2017

Recenzja Wstyd (Shame) - yoy.tv

„Wstyd” przypomina filmy Antonioniego, w których bohaterowie mają wszystko oprócz duszy. Choć są ze sobą, nic o sobie nie wiedzą i choć się kochają, są dla siebie obcy. Steve McQueen poszedł jednak o stopień dalej. U reżysera „Przygody” czy „Czerwonej pustyni” był chociaż pozór międzyludzkich relacji czy związków. We „Wstydzie” nie ma już nawet pozorów. Jest jakaś abstrakcyjna praca, w której nie wiadomo co się robi, mieszkanie, w którym nie ma nic intymnego, znajomi, których można zamienić na setki innych, takich samych. A w tym wszystkim Brandon, 30-letni uzależniony od seksu bohater, dla którego owa aktywność jest jedynym właściwie potwierdzeniem istnienia. Ciąg jego związków to przygodne partnerki podrywane gdzieś w barach, z którymi po kopulacji nie będzie miał już nic wspólnego i których za tydzień już nie będzie w stanie poznać. Seks to właściwie pewna przenośnia, Brandon mógłby być uzależniony od czegokolwiek innego: od hazardu, alkoholu czy zakupów. Jakiekolwiek uzależnienie, zobrazowane podobnie jak tutaj seks, byłoby w stanie zrujnować jego życie osobiste. Brandon daje sobie bowiem pozwolenie ślizgania się po powierzchni życia, nie zagłębiając się w jego wnętrze i dając sobie pozór emocji za pomocą fizycznego orgazmu.


Brak kontaktu ze swoimi emocjami staje się kłopotliwy, gdy musi odnieść się do osób, które należą do jego najbliższego otoczenia: siostry i koleżanki z pracy. Obie potrzebują innego rodzaju kontaktu, ich nie wystarczy, za przeproszeniem, przelecieć, by „załatwić” sprawę. Obie są jak papierek lakmusowy, który wskazuje, że Brandon – człowiek jest… kaleką, a nieumiejętność okazania jakichkolwiek emocji czyni z niego uczuciowego i fizycznego impotenta. Płaci za to on i płaci jego siostra, wrażliwa, rozchwiana emocjonalnie i równie zagubiona w życiu jak on, której Brandon nie toleruje, bo pokazuje mu jak na dłoni jego własne grzechy: szybki seks bez emocji, życie bez celu, powierzchowne przyjemności. A przede wszystkim dojmujący, wyzierający wszystkimi porami skóry smutek, który sączy się w ich dusze jak melancholia z piosenki śpiewanej przez Sissy. Różnica między rodzeństwem jest jedynie taka, że Brandon do pewnego momentu nie widzi w swoim życiu niczego przygnębiającego, Sissy, choć rzuca się w jego wir, przynajmniej ma tego stanu świadomość.


„Wstyd” jest filmem trudnym, dołującym i kontrowersyjnym, bo choć śmiałe sceny seksu nikogo już w kinie nie oburzają, seks obdarty z wszelkich emocji wydaje się wyjątkowo pornograficzny i odstręczający. Świetne kreacje głównych ról Michaela Fassbendera i Carey Mulligan. Oboje bardzo dojrzali aktorsko (ten Brandon Fassbendera, w którego oczach pojawiają się w końcu ślady człowieczeństwa!), po cichu dramatyczni, nasycający film skrajnie różnymi emocjami spowodowanymi tym samym bólem.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 6 stycznia 2017

Recenzja Hansel i Gretel: Łowcy czarownic (Hansel and Gretel: Witch Hunters) - yoy.tv

Jaś i Małgosia jako dzieci zostają wyprowadzeni przez ojca do lasu i tam pozostawieni. Szukając drogi do domu trafiają do piernikowej chatki złej czarownicy, która chce zjeść Hansela. Ale dzielne dzieci nie dość, że ratują swoje życie, to w dodatku zabijają złą czarownicę. I to byłby koniec jakże znajomej opowieści, bo jeśli coś nam coś ona przypomina to bardzo dobrze! To jednak dopiero początek filmu, bo Jaś i Małgosia zostawszy zawodowymi łowcami czarownic, których czyny obrastają legendą, zostają wezwani do miasteczka, z którego znikają dzieci.


Nasi bohaterowie to tacy średniowieczni komandosi: posługują się karabinami maszynowymi, strzelbami, kuszami i innego rodzaju gadżetami, są diablo sprawni, działają czytając sobie niemalże w myślach, a kiedy zdarza się coś nieprzewidzianego używają defibrylatora na korbkę. Jeśli kogoś już samo to nie odstraszyło będzie się bawić dobrze, bo prawda jest, że ta bajka o dorosłych Jasiu i Małgosi jest mocno stuningowana. Chwilami aż nazbyt. Rozumiem, że chciano ją nieco uwspółcześnić i uatrakcyjnić, ale ciężka amunicja rzadko przydaje czemuś lekkości, a tu na pewno tak się nie stało. Reżyserowi brakuje dowcipu i pazura, by pożonglować i pobawić się zarówno bajką jak i konwencją jak to zrobił choćby Terry Gilliam w „Nieustraszonych braciach Grimm” a przed nim Neil Jordan w znakomitym, pełnym podtekstów „Towarzystwie wilków”, czyli intrygującej opowieści o Czerwonym Kapturku. Pomimo tego braku finezji, która znalazła ujście główni w charakteryzacji i efektach specjalnych film ogląda się dobrze. Jest nieźle zmontowany, ma dobry rytm, ciekawą fabułę, a i obsada jest niczego sobie.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 4 stycznia 2017

Recenzja 1408 - yoy.tv

56 zgonów, z czego mniej niż połowa naturalnych. Oto ponura statystyka dotycząca gości pokoju nr 1408 w nowojorskim hotelu Dolphin. Niezrażony nią Mike Enslin (John Cusack), autor przewodników po miejscach nawiedzonych, nie zważając na przestrogi dyrektora hotelu wymusza na nim wydanie na jedną noc klucza do owianego złą sławą pokoju.


"1408", hollywoodzki film szwedzkiego reżysera Mikaela Hafströma, który w swoim kraju nakręcił wybitny dramat "Zło", to inteligentny horror według opowiadania mistrza grozy Stephena Kinga. Hafström pomysłowo napędza widzom stracha, eksponując jednocześnie portret psychologiczny bohatera. Mike musi bowiem zrewidować swój stosunek do zjawisk nadprzyrodzonych. Musi też zmierzyć się z demonami tkwiącymi w jego psychice i w jego życiu.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Recenzja Królestwo niebieskie (Kingdom of Heaven) - yoy.tv

Wspaniałe epickie widowisko w reżyserii Ridleya Scotta z udziałem aktorskich gwiazd jak np. Orlando Bloom, Liam Neeson, Jeremy Irons, Edward Norton.


Francja, rok 1184. Balian (Orlando Bloom), świetny kowal, opłakuje zmarłą żonę i dziecko, zrozpaczony bluźni Bogu, traci sens życia. Wszystko zmienia pojawienie się znakomitego rycerza, krzyżowca Godfreya z Ibelinu (Liam Neeson). Okazuje się, że jest on ojcem Baliana, który zgadza się wyruszyć razem z nim do Królestwa Jerozolimskiego. Królestwo rządzone przez trędowatego króla Baldwina IV (Edward Norton) przeżywa krótki okres pokoju i rozkwitu. Na dworze Balian poznaje Tiberiasa (Jeremy Irons), starego przyjaciela Godfreya, a zarazem doradcę Baldwina, oraz piękną księżnę Sybillę (Eva Green), w której się zakochuje. Z czasem zyskuje także sympatię króla i umacnia swoją pozycję na dworze. Zostaje jednym z najbardziej walecznych i honorowych rycerzy Jerozolimy. Tymczasem knowania Gwidona z Lusignan (Marton Csokas) wspieranego przez Reynalda z Chatillon (Brendan Gleeson) i templariuszy coraz bardziej zagrażają kruchemu pokojowi z Saladynem (Ghassan Massoud). Nadciąga kolejna wojna między krzyżowcami a muzułmanami.


Reżyser Ridley Scott specjalizuje się w filmach widowiskowych („Łowca androidów”, „1492: Wyprawa do raju”, „Gladiator”, „Helikopter w ogniu”, „Gettysburg”). Również „Królestwo niebieskie” pod względem wizualnym nie ma sobie równych. Szkoda, że film jest przy tym zbyt gładki, nazbyt uładzony, ze szkodą dla faktów historycznych.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv