czwartek, 29 czerwca 2017

Recenzja 40-letni prawiczek (The 40 Year-Old Virgin) - yoy.tv

Andy Stitzer (Steve Carrell) mimo 40-ki na karku nadal ma przed sobą swój pierwszy raz. W Andy’m można dostrzec zniewieściałość, ale nie jest gejem. Andy jest samotnym dużym chłopcem, któremu dotąd nie udało się stracić dziewictwa. Był na to zbyt nieśmiały, za bardzo zakompleksiony, no i nie spotkał jeszcze tej jedynej, z którą pokonałby trapiący go, niekiedy maskowany agresją, lęk przed niepowodzeniem w łóżku.



Andy jest sumiennym sprzedawcą w salonie RTV. Trzej kumple z pracy: David (Paul Rudd), Cal (Seth Rogen) i Jay (aktorsko najlepszy z całej trójki Romany Malco) początkowo nabijają się z tak „starego” prawiczka. Wkrótce jednak biorą sobie problem przyjaciela do serca i od rana do wieczora udzielają mu dobrych rad na temat „jak to się robi z dziewczynami”. Ale na nic zdają się porady, azjatyckie metody poprawienia fizycznej atrakcyjności czy wizyty w lokalach, w których można spotkać „łatwe” kobiety. „Ustawiane” podboje Andy’ego, choć czasem rokują nadzieję na sukces – zwłaszcza gdy spotyka zmysłową księgarkę Beth (Elizabeth Banks) – kończą się katastrofą. Bo pierwszy raz jest nieosiągalny, gdy dążeniu do zaspokojenia potrzeb seksualnych nie towarzyszy miłość. Taki wniosek płynie z już nie tylko łóżkowych, ale także uczuciowych perypetii Andy’ego i uroczej pośredniczki w handlu internetowym – Trish (świetna Catherine Keener).



Dlatego reżyser „40-letniego prawiczka”, Judd Apatow, miał nadzieję, że nakręcił komedię nie tylko erotyczną, ale również romantyczną. To prawda, a ponadto mamy tu też opowieść o męskiej przyjaźni. Film nie szczyci się humorem w najlepszym guście i czasem popada w wulgarność, ale nie ześlizguje się na poziom rynsztokowy. Kończy się zaś zabawną parodią „Hair” Milosa Formana.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Recenzja Lęk pierwotny (Primal Fear) - yoy.tv

Arcybiskup Chicago Rushmon (Stanley Anderson) zostaje brutalnie zamordowany. W pobliżu miejsca zbrodni zostaje schwytany 18-letni Aaron Stampler (Edward Norton). Nieśmiały młody człowiek, członek kościelnego chóru, ma na ubraniu ślady krwi, więc szybko staje się głównym podejrzanym i trafia do aresztu. Tu odwiedza go Martin Vail (Richard Gere), jeden z najznakomitszych i najbardziej wziętych adwokatów, gwiazda mediów, człowiek arogancki i cyniczny, dbający jedynie o własny interes.



Węsząc okazję do zdobycia jeszcze większego rozgłosu, bo sprawą natychmiast zainteresowały się media, proponuje Stamplerowi, że będzie go bronił za darmo. Chłopak, którego nie stać na obrońcę, chętnie się zgadza. Dla Vaila ten proces ma dodatkowo aspekt osobisty: oskarżycielem jest ambitna i bardzo zdolna Janet Venable (Laura Linney), jego była uczennica i kochanka…



Kiedy Edward Norton stawił się wraz z ponad 2 tysiącami innych kandydatów na casting do "Lęku pierwotnego", miał na koncie jedynie role teatralne. Jego zdjęcia próbne stały się w Hollywood sensacją. W wyścigu o rolę Aarona pokonał m.in. Matta Damona, a chwilę później otrzymał dwie kolejne propozycje od takich mistrzów, jak Woody Allen i Milos Forman. Norton olśnił wszystkich kreacją Aarona. Niektórzy pisali, że nie zostawił wiele miejsca dla gwiazdora Richarda Gere'a. Młody aktor otrzymał m.in. nominację do Oscara i Bafty oraz Złoty Glob dla najlepszego aktora drugoplanowego. Oprócz Richarda Gere'a, laureata Złotego Globu za "Chicago" i Independent Spirit Award za "I'm Not There", Nortonowi towarzyszyła Laura Linney, trzykrotnie nominowana do Oscara i Złotego Globu (m.in. za "Kinseya"), a także laureatka 2 statuetek Emmy.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 23 czerwca 2017

Recenzja Dredd - yoy.tv

„Dredd” nie jest remakiem filmu „Sędzia Dredd” z Sylvestrem Stallone'em z 1995 roku. Owszem, chodzi o tę samą postać, wymyśloną przez tych samych panów, Johna Wagnera i Carlosa Ezquerrę, o te same czasy itp., ale fabuła jest zupełnie inna. Akcja rozgrywa się w przyszłości, w mieście Mega City One, w którym porządku strzegą sędziowie osądzający przestępców w trybie natychmiastowym i natychmiastowo wymierzający sprawiedliwość. Jednym z nich jest tytułowy Dredd, który zalazł za skórę wielu gangsterom, a zwłaszcza władającej budynkiem Peach Tree Block handlarce narkotyków o pseudonimie Ma-Ma. Pewnego dnia Dredd i jego partnerka dostają wezwanie do Peach Tree Block, w którym rzekomo wybuchły zamieszki. Wchodzą do środka i szybko tego zaczynają żałować – okazało się, że wpadli w pułapkę, a wewnątrz budynku czyhają na nich hordy uzbrojonych siepaczy Ma-My…



Porównanie z „Sędzią Dreddem” wypada zdecydowanie na korzyść nowej produkcji, która jest efektowniejsza, bardziej dopracowana wizualnie (kostiumy nie przyprawiają już o ból zębów swą pstrokatością), mroczniejsza, no i o wiele lepiej zagrana (nie chodzi o to, że Karl Urban jest bardziej charyzmatyczny od Stallone’a, bo nie jest – ma po prostu lepszy materiał do zagrania, ciekawsze są też postacie drugoplanowe). W sumie porządny film akcji osadzony w scenerii science fiction, w którym trup pada gęsto, a dialogi rzadko, fabuła jest prosta, ale wciągająca. Problem w tym, że nieco wcześniej na ekranach pojawiła się skromna, zrealizowana za niewiele ponad milion dolarów indonezyjska produkcja „Raid”. Co prawda nie ma tam sędziego, a oddział policji, akcja rozgrywa się zaś współcześnie, ale… reszta jest identyczna z fabułą „Dredda”! Obie strony albo ogłaszały, że od siebie nie ściągały (terminy realizacji w zasadzie się pokrywają, były jednak jeszcze przeróbki w postprodukcji…), albo licytowały się, który scenariusz był pierwszy (ten „Dredda” był gotowy podobno już w 2008 roku), albo groziły sobie procesami, ale nie zmienia to faktu, że „Raid”, który wręcz tryska energią i jest powiewem świeżości w opatrzonych schematach kina akcji, załatwił rywala bez żadnych problemów… I pod względem kasowym („Dredd” chyba nie do końca zasłużenie przepadł w kinach), i artystycznym.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 21 czerwca 2017

Recenzja Cloverfield Lane 10 (10 Cloverfield Lane) - yoy.tv

Michelle wraca z Nowego Orleanu po kłótni z narzeczonym. Nocny przejazd przez Luizjanę kończy się tragicznie: jej auto uderza w coś, lub coś uderza w jej auto, dziewczyna kończy nieprzytomna w rowie. Rano budzi się w dziwnym bunkrze, którego właściciel, Howard, przekonuje ją, że uratował jej życie, bowiem naszą planetę najprawdopodobniej zaatakowali Obcy lub doszło do ataku chemicznego na ogromną skalę. Przeżyli tylko oni i Emmett, mężczyzna, który się u niego schronił. Howard oprowadza „gości” po bunkrze, wyjaśniając zasady współżycia i zapowiadając, że mają zapasy nawet na dwa lata. Michelle jest przekonana, że padli ofiarą psychopaty i coraz więcej znaków wskazuje, że miała rację.



Obraz Dana Trachtenberga trudno jednoznacznie zakwalifikować do jakiegoś gatunku, są w nim elementy dramatu, thrillera, horroru, science fiction. Reżyser (debiutant!) tak umiejętnie zmienia zasady gry i zaskakuje nowymi rozwiązaniami, że raz po raz zmieniamy nasz punkt widzenia i sposób postrzegania poszczególnych bohaterów. Howard w rewelacyjnej kreacji Johna Goodmana jawi się a to jako szaleniec, a to domorosły filozof, by chwilę później pokazać się jako ofiara lub filantrop.



Dawno nie było już w kinie tak precyzyjnie napisanego scenariusza, który od początku do końca wodzi nas za nos i robi wolty o 180 stopni w najmniej spodziewanych momentach. Nakręcony małym nakładem finansowym (15 milionów dolarów) „Cloverfield Lane 10” dobitnie pokazuje, że nie liczy się kasa, ale pomysł i to, jak można go sprzedać. Uważni widzowie wychwycą przy okazji wiele nawiązań do innych kultowych dzieł, otwierające sekwencje nawiązują chociażby do „Psychozy”. No i oczywiście do „Projektu; Monster”, którego „Cloverfield Lane 10” jest nieformalną kontynuacją.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 18 czerwca 2017

Recenzja Czekolada (Chocolat) - yoy.tv

Dzieło szwedzkiego reżysera Lasse Hallstroema, twórcy m.in. takich głośnych filmów, jak "Co gryzie Gilberta Grape'a?" i "Wbrew regułom", wyraźnie nawiązuje do klasycznej już dziś "Uczty Babette" czy późniejszych "Przepiórek w płatkach róży", pokazując, że przez żołądek można trafić nie tylko do serc, ale i umysłów innych ludzi.


Tytułowa czekolada staje się bowiem synonimem wyzwolonych marzeń, swobody wyboru, zaspokojenia najskrytszych potrzeb krępowanych przez konwenanse i surowe zasady moralne. Akcja filmu wyróżnionego pięcioma nominacjami do Oscara (dla najlepszego filmu, aktorki pierwszo i drugoplanowej, za scenariusz i muzykę) rozgrywa się na przełomie lat 50. i 60. w małym francuskim miasteczku Lasquenet. Pewnego dnia przybywa tam z Andaluzji młoda, piękna i niezamężna kobieta Vianne Rocher, której towarzyszy córeczka Anouk. W wynajętym niedaleko kościoła lokalu otwiera cukiernię, w której sprzedaje własne, wyjątkowo pyszne wyroby czekoladowe produkowane według starych, indiańskich przepisów. Vianne nie chodzi do kościoła, a działalność swojej cukierni inauguruje w Wielkim Poście. Wszystko to wywołuje gwałtowną reakcję mera miasteczka, hrabiego Paula de Reynaud, zatwardziałego bigota czuwającego nad moralnością obywateli. Reynaudowi nawet młody proboszcz wydaje się podejrzany, bo za bardzo lubi jazz, więc hrabia cenzuruje mu niedzielne kazania.


Przybyszka z Andaluzji tak niefrasobliwie łamie wszystkie zasady obowiązujące w Lasquenet, że mer stawia sobie za punkt honoru, by jeszcze przed Wielkanocą doprowadzić do opuszczenia przez nią miasteczka. Tymczasem Vianne, początkowo osamotniona i bojkotowana, z czasem zaczyna zdobywać nielicznych jeszcze zwolenników. Jest wśród nich maltretowana przez męża, zahukana Josephine, która w końcu ucieka z domu i pod opieką panny Rocher wreszcie odnajduje spokój i radość życia. Jest także stara, skłócona z rodziną pani Armand i jej wnuczek Luc, który woli przebywać z nią niż ze swoją surową matką, Caroline. Specjalnie przygotowaną, wspaniałą ucztą Vianne pozyskuje nowych sympatyków, naciski mera jednak nie ustają. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy do miasteczka przybywa grupa cygańskich rybaków rzecznych, którym przewodzi przystojny Roux. Między nim i Vianne zaczyna kiełkować uczucie.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 17 czerwca 2017

Recenzja Czas na miłość (About Time) - yoy.tv

Tim (Domhnall Gleeson) jest jak sam mówi „zbyt chudy, zbyt rudy, zbyt niezdarny” aby dziewczyny się nim zainteresowały. A będąc młodym mężczyzną to właśnie jest jego największym marzeniem, wręcz celem jego życia! Tymczasem w 21 urodziny ojciec (Bill Nighy) zdradza Timowi największy sekret: wszyscy mężczyźni z tej rodziny potrafią się przemieszczać w czasie. Potrafią przemieścić się do dowolnego momentu swojego życia, aby naprawić popełnione błędy, a raczej ich unikać. Muszą tylko uważać, gdyż w ten sposób mogą wpłynąć na teraźniejszość i gdy wrócą do niej, może się okazać, że wszystko się zmieniło! Wykorzystując tę umiejętność Tim wkrótce poznaje Mary (Rachel McAdams) w której się zakochuje – ze wzajemnością. Jednak wkrótce potem zmiana w przeszłości dokonana, by pomóc przyjacielowi powoduje, że zmienia się teraźniejszość. W tej nowej Tim i Mary nigdy się nie spotkali. Teraz on musi tak manipulować przeszłością, aby miłość znowu rozkwitłą a i kumpel nie ucierpiał...



Richard Curtis już swoimi poprzednimi komediami romantycznymi – „Notting Hill” oraz „To właśnie miłość” – udowodnił, że ma doskonałe wyczucie i wie jak niezbędną w takich filmach ckliwość zrównoważyć humorem. Tym razem do starego jak świat pomysłu „chłopak poznaje dziewczynę, chłopak kocha dziewczynę, chłopak traci dziewczynę” dołożył pomysł rodem z „Dnia świstaka” i znowu trafił w dziesiątkę. No, może w ósemkę, ale jak na ten gatunek to i tak świetny wynik.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 15 czerwca 2017

Recenzja Spadaj, tato (That's My Boy) - yoy.tv

Dwóch tak różnych ludzi jak Donny i jego syn Todd (tak naprawdę Han Solo, ale imienia tego, rzecz jasna, nikomu nie zdradza) próżno ze świecą szukać. Senior w podstawówce uwiódł nauczycielkę. Ta zaszła w ciążę, wylądowała w więzieniu za pedofilię, urodziła syna. Donny, który dzięki procesowi na chwilę stał się gwiazdą, opiekował się synem – choć opiekował to zbyt mocne słowo – do 18. roku życia, a potem z ulgą zostawił, biorąc się za to, co zawsze kochał najbardziej: piwo i seks. Hulaszcze życie wpędziło go w długi, a że synowi nieźle się powodzi, postanowił wyłudzić od niego troszkę kasy. Todd jest typowym yuppie, znerwicowanym, goniącym za kasą, pełnym konwenansów, nudnym jak flaki z olejem. Donny zjawia się w mało dogodnym dla syna momencie – Todd właśnie przygotowuje się do ślubu z panną z bogatej i nudnej jak on sam rodziny. Nieoczekiwana wizyta rodzica narzeczonego córki będzie dla rodziny panny młodej szokiem, ale i zapewni wiele rozrywek. A Donny, który na kobietach akurat się zna, odkryje pewien mroczny sekret wybranki syna…



Komedia typowa raczej dla wcześniejszego etapu kariery Adama Sandlera (jego syna gra tutaj inna ikona programu „Saturday Night Live” Andy Samberg, w rzeczywistości młodszy od Sandlera o 12 lat). Czyli pełna prostackich żartów, niewybrednych gagów o podteście seksualnym, picia i obnażania się. W tle tego co prawda znalazła się satyra na dzisiejsze pokolenie goniące za sławą i kasą (zestawienie z żyjącym mentalnie w latach 80. Donnym wypada dla niego bardzo blado, przynajmniej jeśli chodzi o czerpanie radości z życia…), a także rodzące się autentyczne uczucie rodzicielskie, ale nie przysłania to raczej odstręczającego wielu widzów prostactwa postaci głównego bohatera. Nawet w USA, gdzie Sandler cieszy się ogromną popularnością, film nie przyniósł zbytnich profitów.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 11 czerwca 2017

Recenzja Dziennik Bridget Jones (Bridget Jones's Diary) - yoy.tv

W Nowy Rok Bridget (Renée Zellweger) podejmuje – jak zwykle – mnóstwo postanowień, a wśród nich to jedno, najważniejsze: „spotykać się tylko z odpowiednimi facetami”. I oczywiście natychmiast je łamie, wdając się w romans ze swoim szefem, atrakcyjnym lowelasem (Hugh Grant). Prawie równocześnie w jej życiu pojawia się dawny kolega z dzieciństwa (Colin Firth), nieśmiały sztywniak, który jednak gdy przyjdzie co do czego, potrafi zawalczyć o swoje…



Równouprawnienie kobiety wywalczyły mniej więcej sto lat temu. Jednak szybko okazało się, że prawo do głosowanie, nienoszenia staników, palenia papierosów i noszenia fryzury na chłopczycę to dla zachłannych feministek za mało. Nie wierzycie, to zainteresujcie się „Dziennikiem Bridget Jones”. I powieść Helen Fielding, i adaptacja filmowa ze znakomitą Renée Zellweger w roli tytułowej, to brutalnie rzecz ujmując, rozpaczliwe wołanie o faceta. O mocne, ukochane ramię, które ochroni, gdy trzeba, a kiedy indziej – przytuli. Bo, by czerpać przyjemność z życia – w czym nie ma nic złego – to samodzielność i samostanowienie nie wystarczą. Ale jak trwoga – przed samotnością, starością – to do… faceta. I w sytuacjach krytycznych panie nagle robią się "takie małe, takie słodkie i głupiutkie".



No dobra, dobra – nie jestem taką wstrętną, mizoginistyczną świnią, jak się może wydawać. „Dziennik Bridget Jones” jest naprawdę niezłym filmem, a rola Zellweger znakomita. Zresztą nie może być inna, skoro przytyła do niej aż 10 kg. I nie da się ukryć, że wyglądała o wiele ładniej i ponętniej niż wcześniej i później, gdy już te dodatkowe kilogramy straciła. No, ale pewnie we własnych oczach nie byłaby pełnowartościową kobietą, gdyby się nie odchudzała.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 7 czerwca 2017

Recenzja Przeczucie (Premonition) - yoy.tv

Linda Hanson jest szczęśliwą kobietą – kochający mąż ma świetną pracę, kupili właśnie nowy piękny dom, mają dwie udane córki. Pewnego dnia Linda odbiera telefon – szeryf informuje ją, że doszło do wypadku samochodowego, w którym zginął jej małżonek… Następny dzień przynosi jednak o wiele większy szok – Linda w kuchni spotyka swego Jima jakby nigdy nic jedzącego śniadanie! Kobieta jest pewna, że przyśnił jej się koszmar. Kolejny dzień i kolejna niespodzianka – trwają przygotowania do pogrzebu męża! Linda odkrywa, że z jakichś tajemniczych przyczyn przeżywa dni tygodnia w przypadkowej kolejności. Postanawia spróbować ocalić życie Jima.



To film z gatunku mystery, zwany też z angielska supernatural thriller – niby nie ma tu duchów i upiorów, a wszystko jest zwyczajne, ale poskładane w jedną całość wydaje się niezwykłe, tajemnicze i przerażające. „Przeczucie” Mennana Yapo (niemiecki reżyser tureckiego pochodzenia) z jednej strony przypomina trochę „Dzień świstaka”, z drugiej serię „Oszukać przeznaczenie”. Najważniejsze pytanie, jakie w nim pada, brzmi: Czy można zmienić swą przyszłość, swe przeznaczenie, jeśli będziemy wiedzieć, jak miały się sprawy potoczyć? Odpowiedź dość długo nie jest tutaj oczywista, a w finale i tak zamiast odpowiedzi czyściej wybrzmi: Nieważne, trzeba próbować! Film niewątpliwie ma klimat, jest też nieźle zagrany – w rolę Lindy wcieliła się Sandra Bullock – ale problemem jest jego pierwsza część, zbyt zawiła, zagadkowa, chaotyczna. Dopiero później wszystko zacznie się układać w bardziej spójną całość (co bardziej niecierpliwi mogą już jednak dać sobie spokój z oglądaniem…).



Nakręcone w plenerach Luizjany (film początkowo miał być realizowany w Nowym Orleanie, ale plany pokrzyżował ekipie huragan Katrina) „Przeczucie” nie jest, choć można spotkać takie informacje, amerykańską wersją japońskiego obrazu z 2004 roku noszącego ten samy tytuł.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Recenzja Niesamowity Spider-Man (The Amazing Spider-Man) - yoy.tv

Peter Parker (Anderw Garfield) jest spokojnym, zamkniętym w sobie nastolatkiem wychowywanym przez wujostwo (Sally Fiels, Martin Sheen). Nie zna rodziców, próbuje rozwikłać zagadkę swojej przeszłości, a jedynym śladem jest teczka zostawiona mu przez ojca (Campbell Scott). Z niej dowiaduje się o doktorze Curcie Connorsie (Rhys Ifans), którego odwiedza w jego laboratorium. Podczas tej wizyty zostaje ugryziony przez zmutowanego pająka. To powoduje, że wkrótce zyskuje ponadnaturalne umiejętności. Dzięki nim, już jako Spider-Man, odkrywa drugą, straszną i mroczną stronę osobowości doktora Connorsa - groźnego Jaszczura…



Oto kolejny hollywoodzki reboot, czyli nowa wersja znanej już historii (nie mylić z remake’em): po Batmanie i Supermanie przyszła kolej na Człowieka-Pająka. Tobey Maguire już się znudził, więc wszystko jest tu oczywiście przystosowane dla młodszych widzów: bardziej nowoczesne, szybsze i odjechane. Ale czy lepsze od poprzedniej? Kwestia gustu. Sprawdźcie sami!

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 1 czerwca 2017

Recenzja Demony (The Devil Inside) - yoy.tv

Kino kocha opętanie i trzeba przyznać, że wypada ono niemal zawsze bardzo fotogenicznie. Faktycznie jest i tak, że najwięcej z nim pracy mają spece od efektów specjalnych: wizualnych i dźwiękowych oraz charakteryzacji. Widać to na przykładzie omawianych „Demonów”. Najokropniejszą, sceną jest wypędzanie szatana z ciała opętanej młodej Włoszki, która ma tak niesamowicie powykręcane ciało i kończyny, że na dobrą sprawę nie wiadomo, gdzie jest jej głowa, a gdzie tułów. Jej źrenice się rozszerzają, co widać na zbliżeniu, skóra twarzy odchodzi płatami, a ślina wypływa zza zębów... W ogóle sceny egzorcyzmów ogólnie robią wrażenie, choć daleko im do takiego choćby wrażenia, jakie robi film „Egzorcyzmy Anneliese Michel” z zarejestrowanymi autentycznymi mrożącymi krew w żyłach nagraniami z sesji, gdzie przeciągłych, naszpikowanych wulgaryzmami ryków wręcz nie sposób słuchać bez spauzowania po drodze. Nie robi za to na nas wrażenia scenariusz, bo sporo w nim dziur, a niedokończone wątki dają do myślenia. Tym bardziej jest to niezrozumiałe, że dotyczą one głównych bohaterów. Co znaczy hasło „połącz cięcia” tak nerwowo i tylekroć wyszeptane przez matkę głównej bohaterki, czemu Ben nie dostąpi zbawienia, a David, choć nic na to nie wskazuje, jest gejem? Ewidentnie niektóre wątki uciekły scenarzyście z pamięci.



„Demony” należą do nurtu zapoczątkowanego przez słynne „Blair Witch Project” i podejmowanego potem przez takie produkcje jak [REC] czy „Paranormal Activity” tak zwanego found footage, co wskazuje na znalezione gdzieś tam (może na strychu) taśmy z mrożącą krew w żyłach treścią. W „Demonach” niczego znajdywać nie trzeba. Ot, towarzyszymy wraz z kamerą młodej Amerykance, Isabelli, w podroży do Włoch. Chce się ona spotkać z matką – morderczynią, która swego czasu podczas odprawianych nad nią egzorcyzmów zabiła trójkę duchownych. Teraz natomiast odsiaduje wyrok w szpitalu psychiatrycznym w Rzymie. Isabella wraz z poznanymi samozwańczymi egzorcystami chce wypędzić diabła ze swej matki… Co oczywiście nie jest takie łatwe, bo jak wiadomo, demony ulegają przemieszczeniu…

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv