czwartek, 29 września 2016

Recenzja Osaczony (Hostage) - yoy.tv

Policyjny negocjator Jeff Talley wyjeżdża z Los Angeles i zostaje szefem policji w spokojnym miasteczku na głębokiej prowincji, w której niewiele się dzieje do czasu, gdy do rezydencji Waltera Smitha włamuje się trójka złodziejaszków. Nie mogąc wydostać się z ufortyfikowanej posiadłości biorą zakładników – gospodarza i dwójkę jego dzieci. Talley staje przed trudnym zadaniem negocjacji z bandytami.


„Osaczony” byłby jeszcze jednym filmem jakich w kinie na kopy, opowiadającym historię policjanta, który musi zmierzyć się z demonami przeszłości, co będzie dla niego próbą charakteru. Byłby, gdyby nie to, że wyszedł spod ręki francuskiego reżysera Florenta Emilio Siri, ucznia mistrza kina Erica Rohmera.


Otóż mniej więcej w połowie filmu, gdy już wiemy o nim wszystko, bo akcja rozwija się według sprawdzonych w tego typu kinie schematów, cała sytuacja odwraca się o 180 stopni. Dowiadujemy się o mafijnych powiązaniach Waltera Smitha, co stawia przed naszym negocjatorem nowe wyzwania i dylematy. Niesztampowo wypadli sami porywacze, z których każdy stara się coraz bardziej udowodnić swą męskość i na tym polu rywalizuje ze wspólnikami, co zresztą czyni ich chwilami nieprzewidywalnymi dla samych siebie. Słowem przestaje być schematycznie i napięcie, które i tak było na niezłym poziomie, jeszcze wzrasta. Kroku dotrzymują Bruce’a Willisa jako Jeff Talley i Kevin Pollak, jak zwykle zaskakująco złożony jako czarny charakter, czyli Walter Smith.


Szczególnym bohaterem filmu jest… klaustrofobiczne wnętrze warowni milionera, które dało możliwość niezwykle zręcznego „zagrania” przestrzenią, co Siri wykorzystał w pełni. Dodajmy, przestrzenią pogrążoną w ciemnościach nocy, co jest zresztą ulubionym leitmotivem reżysera (jego “Ostatni skok” także rozgrywał się niemal w całości nocą). Tutaj pracowano głównie od zmierzchu do świtu podczas czterech miesięcy pracy nad fabułą rozgrywającą się wciągu jednej nocy.


Największym wyzwaniem podczas tych nocnych zdjęć były sekwencje z ogniem: – Mieliśmy na planie płonących facetów zwisających z sufitu na linach. Były sceny, w których benzyna lała się na aktorów wiadrami. W takich sytuacjach trzeba być bardzo ostrożnym, ponieważ ognia nie da się zgasić w ułamku sekundy – mówił szef ekipy kaskaderów. Billy Burton, bo to o nim mowa miał szczególnie utrudnione zadanie z jeszcze jednego powodu. Otóż na planie nastąpiło wymieszanie aktorów i kaskaderów z policjantami z jednostki S.W.A.T. z Los Angeles. Ci ostatni, jak i sam Bruce Willis, wystąpili w wielu numerach kaskaderskich, odpuszczając sobie tylko przy scenach z ogniem i upadkami z dużych wysokości. 

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 27 września 2016

Recenzja Przepowiednia (The Mothman Prophecies) - yoy.tv

Po tragicznej śmierci żony John Klein w tajemniczy sposób trafia do oddalonego o setki mil miasteczka. Szeryf Connie Parker i badacz zjawisk paranormalnych starają się mu pomóc w rozwiązaniu zagadki.


John Klein (Richard Gere) jest dziennikarzem „The Washington Post”. Dobra praca, kochająca żona, szczęśliwe życie. Jednak idylla niespodziewanie się kończy: żona umiera. Przed śmiercią miała jednak przedziwne, niepokojące wizje, które zapisywała. Przeglądając po pogrzebie te notatki Klein zwraca uwagę na powtarzającą się postać Człowieka Ćmy. Jakiś czas potem w zaskakujący sposób trafia do miasteczka Point Pleasant. Okazuje się, że wiele mieszkających tam osób ma wizje podobne do tych zapisanych przez żonę Kleina. A on – racjonalista i agnostyk – musi się z tym zmierzyć...


Trudno jednoznacznie zakwalifikować ten film – czy to jest thriller czy horror. Ale grający główną rolę Richard Gere doskonale wywiązał się z zadania. Udało mu się stworzyć przekonującą kreację. Warto też pamiętać, że przedstawione w filmie wydarzenia podobno oparte są na faktach. Bo są rzeczy na niebie i na ziemi...

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 25 września 2016

Recenzja Długi pocałunek na dobranoc (The Long Kiss Goodnight) - yoy.tv

Samantha, przykładna żona i matka, od lat cierpi na amnezję. Po wypadku samochodowym, który spowodowała, zaczyna sobie przypominać przeszłość. Dręczą ją nocne koszmary, w których jest inną kobietą.


Samantha (Geena Davis) jest nauczycielką i typową małomiasteczkową gospodynią domową, ma pracującego męża i ukochaną córeczkę, którą codziennie wysyła do szkoły. Jednak ma też poważny problem: zanik pamięci po wypadku, jakiemu uległa przed kilku laty. Jej wcześniejsze życie jest dla niej i jej bliskich kompletną niewiadomą. Tylko co pewien czas, w najbardziej niespodziewanych momentach okazuje się, że ma jakieś niezwykłe umiejętności: jest niezwykle wytrzymała, albo w mistrzowski sposób operuje nożem.


Pewnego dnia Samanta zostaje rozpoznana w telewizji przez – jak się okazuje – swoich wrogów, jako niebezpieczna agentka, której od lat poszukują. Chcą ją zabić i są zdeterminowani, by zrobić to za wszelką cenę. Ale nie doceniają swojej przeciwniczki …


Renny Harlin nakręcił ten film specjalnie dla swojej ówczesnej żony, czyli Geeny Davies. Sam pomysł nie jest oryginalny i już na pierwszy rzut oka sugeruje, że to żeńska wariacja na temat „Tożsamości Bourne’a”. Jest jednak od niej o niebo lepsza (oczywiście chodzi o pierwszą wersję z 1988 r. z Richardem Chamberlainem w roli głównej).


"Długi pocałunek na dobranoc” jest świetnym przykładem solidnego kina rozrywkowego: mamy tu odpowiednią dawkę emocji, humoru i wzruszeń. To zasługa trzech elementów: scenariusza Shane’a Blacka, reżyserii Renny’ego Harlina i gry Geeny Davis.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 23 września 2016

Recenzja Incepcja (Inception) - yoy.tv

Dom Cobb wykrada informacje z umysłów śpiących ludzi. Pewnego dnia bogaty japoński biznesmen chce, by Cobb przeprowadził incepcję _ zaszczepił w umyśle śniącego człowieka nową ideę.


Cobb (Leonardo DiCaprio) jest złodziejem. Złodziejem niezwykłym: kradnie ludziom ich wspomnienia. A dokładniej - szczegóły techniczne, które zostały utrwalone w ich pamięci. Aby tego dokonać, włamuje się do ludzkich mózgów, buszuje w nich, zabiera to, czego potrzebuje, i znika. Cobb i jego ekipa są mistrzami w swoim fachu, czyli nowoczesnym szpiegostwie przemysłowym. Ale teraz mają zadanie niezwykłe i jak dotąd jedynie teoretycznie wykonalne: muszą nie ukraść, a zostawić coś w pamięci swej ofiary. To pewien pomysł, ukryty tak głęboko, że kiedy się ujawni, ofiara potraktuje jak swój własny. I oczywiście wprowadzi go w życie. A o to właśnie chodzi zleceniodawcy. Ale nikt nie spodziewa się, że ta perfekcyjna, co do sekundy zaplanowana operacja, może się załamać - za sprawą samego Cobba. I tylko on może ją uratować.


Christopher Nolan należy do czołówki najbardziej niezwykłych reżyserów hollywoodzkich. Wśród jego hitów zwraca uwagę zrobiony niejako w międzyczasie (i mimo wszystko niedoceniony) "Prestiż" (2006). To rozgrywająca się na przełomie XIX i XX wieku opowieść o śmiertelnie niebezpiecznym pojedynku dwóch mistrzów magii przyciągających na swe spektakle tłumy ludzi. Historia balansuje między realizmem a swoistą mistyką ówczesnych odkryć naukowych, przy okazji wykorzystując legendę wielkiego wynalazcy i tragicznego geniusza Nikoli Tesli. To była, jak się okazało, wprawka do "Incepcji" oszałamiającej swymi pomysłami i wartymi aż czterech Oscarów efektami specjalnymi. Jednak w tym ostatnim filmie Nolan choć w imponujący sposób zagina przestrzeń i bez przeszkód buszuje w ludzkich umysłach, nie potrafi utrzymać równowagi między napięciem a komplikacją scenariusza. W pewnym momencie nawet najbardziej skoncentrowani i uważni widzowie zaczynają się gubić: to już nie jest tylko pudełko w pudełku, ale pudełko w pudełku w pudełku, a nawet jeszcze jedno pudełko więcej. Jeśli dodać do tego nielinearny (przynajmniej częściowo) rozwój akcji, powstaje naprawdę niezły pasztet. Oczywiście, wszystko da się opanować i zrozumieć, ale czy wszystkich widzów na to stać?

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 21 września 2016

Połączenie (The Call) - yoy.tv

Aktorzy zapytani o to z kim daliby się zamknąć w bagażniku wytypowali… małego, ale zręcznego ślusarza.


Główną bohaterką filmu jest Jordan, kobieta odbierająca zgłoszenia telefoniczne na alarmowej linii 911. Czasem doradzi sama, kiedy trzeba wezwie stróżów prawa. Pewnego dnia odbierze telefon od dziewczyny, do domu której włamał się mężczyzna o zdecydowanie morderczych zamiarach. Jordan wpierw doradza, skutecznie, jak ukryć się przed napastnikiem, potem jednak, po rozłączonym połączeniu, sama dzwoni do dziewczyny. Jej telefon naprowadza napastnika na cel, dziewczyna zostaje zamordowana, a Jordan wpada w depresję. Powrót do pracy nie jest łatwy, na dodatek wkrótce dzwoni do niej nastolatka porwana przez mężczyznę i uwięziona w bagażniku jego auta. Jordan wspólnie z policją próbują ustalić, gdzie znajduje się ofiara.


Jak każdy się pewnie domyśla, porywacz okaże się tym samym zwyrodnialcem, który zabił pierwszą z dziewczyn, a dzielna pani Jordan nie ograniczy się do siedzenia w centrali, tylko wyruszy osobiście, by skopać mu tyłek. Mimo tych banalnych i przewidywalnych rozwiązań „Połączenie” jest całkiem niezłym dreszczowcem, w którym są sekwencje pełne autentycznego napięcia. Próby ustalenia kim i gdzie jest napastnik odbywają się przy współudziale ofiary zamkniętej w bagażniku, mającej do dyspozycji telefon komórkowy, która próbuje opisać gdzie jest i dać jakiś znak policji. Akcja w „Połączeniu” toczy się naprawdę szybko, a cała produkcja emanuje energią. Film, który początkowo miał wyreżyserować Joel Schumacher (zważywszy na jego „formę” chyba dobrze, że do tego nie doszło), nakręcony za niewielkie pieniądze, bez wielkich efektów, okazał się przebojem w amerykańskich kinach.


Motywem, który był dla mnie szczególnie ciekawy było odmalowanie specyfiki pracy ludzi dyżurujących w telefonie alarmowym, którzy poddają się stresowi rzadziej niż reszta. Ale w ich wypadku liczy się nie tylko odporność na stres, również umiejętność szybkiego podejmowania decyzji oraz spora dawka cierpliwości, bo oprócz niezwykle dramatycznych, zdarzają się telefony z próbą o… podanie adresu najbliższej pizzerii.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 18 września 2016

Recenzja Włoska robota (The Italian Job) - yoy.tv

Współczesna Wenecja. Charlie Croker i jego gang kradną sztabki złota warte miliony dolarów. Po dotarciu w Alpy szajka ma podzielić łup, lecz jeden z gangsterów postanowił zgarnąć wszystko.


35 milionów dolarów warte są sztabki złota, które w pilnie strzeżonym pałacu w Wenecji padają łupem szajki złodziei. Perfekcyjnie opracowany i wykonany skok jest dziełem Charliego Crockera (Mark Wahlberg) oraz jego kompanów: Steve’a (Edward Norton), geniusza komputerowego – Lyle’a (Seth Green), kierowcy rajdowego o ksywie Przystojny Rob (Jason Statham), pirotechnika zwanego Lewym Uchem (Mos Def) oraz doświadczonego speca od otwierania sejfów, Johna Bridgera (Donald Sutherland). Złodzieje umawiają się, że po dotarciu do Alp podzielą się łupem, a potem każdy pójdzie w swoją stronę. Niestety, jak w wielu innych filmach, które zaczynają się od udanego napadu rabunkowego, jeden ze sprawców zuchwałej kradzieży chce mieć więcej niż inni…


„Włoska robota” to udany remake komedii sensacyjnej pod tym samym tytułem, zrealizowanej w 1969 r. przez Petera Collinsa. W tamtym filmie jedną z głównych ról grał Michael Caine. Reżyser nowej wersji, F. Gary Gray, także, jak widać, zadbał o dobrą obsadę. Obok wymienionych aktorów znalazła się w niej również Charlize Theron.


Powstał film, który ogląda się bez szczególnego wysiłku, ale też wyłącznie dla przyjemności.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 17 września 2016

Recenzja Lucy - yoy.tv

Niczego nieświadoma tytułowa studentka w "Lucy" zostaje wplątana w aferę kryminalną i kończy z wszytym przez przestępców woreczkiem z narkotykiem. Substancja uwalnia się do organizmu dziewczyny i zaczyna ją zmieniać w superczłowieka.


Mieszkająca na Tajwanie Lucy namówiona przez swego chłopaka podejmuje się niegroźnej z pozoru misji: ma dostarczyć pewną walizkę miejscowemu biznesmenowi. Sprawy jednak wymykają się spod kontroli i Lucy zostaje zakładniczką bezwzględnego pana Janga. Na jego polecenie w jej ciele zostaje zaszyty woreczek z substancją narkotyczną CPH4, który ma przemycić do Europy. Przypadek sprawia, że woreczek pęka i narkotyk uwalnia się do ciała dziewczyny. Lucy zyskuje przez to coraz bardziej niesamowite moce, które pomogą jej zemścić się na swych oprawcach.


Akcyjne science fiction tematycznie nawiązujące do „Jestem Bogiem” i „Transcendencji” z Johnnym Deppem. Film Luca Bessona opowiada o dziewczynie, której narkotyk odblokował wszystkie możliwości ludzkiego umysłu. W miarę jak one rosną (co wskazuje nam licznik procentowy wyświetlany na ekranie) Lucy staje się nadczłowiekiem, zyskuje siłę, sprawność (co akurat chyba z pracą mózgu niewiele ma wspólnego…), umiejętność telepatii, wreszcie telekinezy. Z człowieka staje się bogiem, a raczej boginią. Przemiana Lucy opowiedziana jest w teledyskowym stylu, a każda nabyta zdolność zostaje sprawdzona w praktyce – na kolejnych biedaczyskach, które napatoczą się pod jej nogi, ręce, a potem umysł. Najważniejsze scenki „dopowiedziane” są wstawkami dokumentalnymi, nawiązującymi do programów przyrodniczych (są to metafory szyte grubymi nićmi, ale i jednocześnie puszczanie oczka do widza). Rozwałka na ekranie trwa aż miło, a grająca główną bohaterkę Scarlett Johansson dwoi się i troi. Partneruje jej sam Morgan Freeman jako zajmujący się przypadkiem Lucy profesor Norman. Film nie wzbudził co prawda podziwu u krytyków (zarzucano mu miałkość i brak logiki), ale serca widzów podbił bezsprzecznie: kosztował 40 milionów dolarów, zaś wpływy kinowe przekroczyły 450 milionów!

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 15 września 2016

Recenzja Iron Man 3 - yoy.tv

Tony Stark, ekscentryczny geniusz, milioner i filantrop, wciela się w postać superbohatera - Iron Mana. W najtrudniejszym momencie życia musi zmierzyć się z tajemniczym terrorystą Mandarynem.


Tony Stark (Robert Downey jr), ekscentryczny milioner i wynalazca walczy ze złem na całym świecie jako ubrany w niezniszczalną zbroję Iron Man. Jednak cena jest coraz wyższa: ogólna nerwowość, problemy ze snem i w kontaktach z innymi ludźmi a przede wszystkim ukochaną Pepper (Gwyneth Paltrow). Tymczasem pojawia się kolejny superprzeciwnik – niejaki Mandaryn (Ben Kingsley), który naprawdę może doprowadzić do klęski Iron Mana…


Pomimo usilnych starań producentów, którzy próbują udoskonalić postać głównego bohatera, dodać egzystencjalnej głębi jego problemom i relacjom z otaczającymi go ludźmi, seria o „Iron Manie” (podobnie zresztą jak ekranizacje innych komiksów) nadal zostaje jedynie pełną fajerwerków i efektów specjalnych zabawką. Kid’s Choise Awards, Teen Choise Awards, MTV Movie Awards i wiele innych – te nominacje i nagrody są na pewno prestiżowe, ale czy najważniejsze?

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 13 września 2016

Recenzja 9 kompania (9 rota) - yoy.tv

Aż 16 lat potrzebowali Rosjanie, by pokazać na ekranie swoją wojenną wyprawę do Afganistanu. Powstał film, który unika polityki i zajmuje się losami i motywacjami zwyczajnych żołnierzy.


Trudno uznać ten obraz za sprzeciw wobec afgańskiej wojny (1979-89). Jeśli już to za głos przeciwko wszelkiej wojnie, każdej, na którą posyłani są młodzi chłopcy – bohaterowie tej historii. A są nimi reprezentanci różnych środowisk społecznych – jest artysta, jest i kryminalista, a nawet znalazł się wyznawca Allaha, Czeczen. Obserwujemy ich od momentu zgrupowania w jednostce specjalnej radzieckiej armii, poprzez morderczy, ale konieczny trening. Zanim wyjadą do Afganu (jak zwą ten kraj), dowiedzą się od oficera szkoleniowego, że nikt jeszcze nigdy nie podbił tych ziem. Jednak żaden z nich nie wraca do domu. Czują się prawdziwymi żołnierzami tworzącymi sprawną jednostkę, którzy nie tylko zrobią to, co do nich należy, ale wykażą się męstwem. Tyle że nikomu niepotrzebnym. „Bohaterowie filmu są moimi rówieśnikami, ludźmi schwytanymi w wojskowy system, który zrobił z nich mięso armatnie” – mówił w jednym z wywiadów reżyser „9. kompanii” Fiodor Bondarczuk, który zagrał też cynicznego dowódcę Chochoła.


Do tej pory Bondarczuk był znany swoim ziomkom jako aktor i syn wielkiego reżysera i aktora Siergieja Bondarczuka. Debiutem reżyserskim ojca był dramat „Los człowieka” (1959) – arcydzieło radzieckiego kina o ofiarach II wojny światowej. Fiodor na temat swojego pierwszego filmu również wybrał wojnę. Co prawda, nie zajął się ciągle toczoną i szalenie drażliwą wojną w Czeczenii (choć, jak twierdził, pierwotnie to planował), niemniej wybrał również temat delikatny. Kontrowersyjny, ale zamknięty, bezpiecznie odległy i bardzo na rękę obecnym władzom Rosji rehabilitującym Związek Radziecki i jego dokonania. Poza Kremlem zadowoleni z filmu mogli czuć się weterani afgańskiej wojny, bo ich historia została doceniona.


Usatysfakcjonowani byli również rosyjscy widzowie, gdyż dostali obraz, dzięki któremu duma rozpierała ich serca. Inni, którzy zdecydują się na seans, również nie będą zawiedzeni. Nieznana z filmów wojna pokazana została w atrakcyjnym stylu – przy produkcji wykorzystano najnowocześniejsze osiągnięcia techniczne współczesnego kina. Szkoda tylko, że za bardzo widać w „9. kompanii” wpływy hollywoodzkie. Z drugiej strony może to dowód na to, że większość wojen ma wiele wspólnego, wygląda podobnie – przynajmniej w filmie fabularnym.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 11 września 2016

Recenzja Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia (The Hunger Games: Catching Fire) - yoy.tv

Kontynuacja „Igrzysk śmierci”, przeboju zrealizowanego na podstawie pierwszej części trylogii Suzanne Collins. Niespodziewani zwycięzcy ostatnich Głodowych Igrzysk, Katniss i Peeta, odbywają tournee po kraju. Wszędzie przyjmowani są nie tylko jako gwiazdy popkultury, ale i symbol walki z władzą, co rusz na trasie ich przejazdu wybuchają więc zamieszki, a przedstawiciele opozycji znikają bez śladu. Władza ma świadomość, że rosnąca popularność młodych gladiatorów może przyczynić się do wybuchu wielkiej rewolty. Prezydent Snow organizuje więc kolejne Głodowe Igrzyska, a że będą one jubileuszowe, 75., wystąpią w nich wszyscy żyjący dotychczasowi zwycięzcy, także Katniss i Peeta. To świetny sposób, by w elegancki sposób, nie brudząc sobie rąk, pozbyć się niewygodnych młodych mistrzów.


Jeden z nielicznych sequeli, które nie tylko przebił wyniki box-office’u oryginału (pierwsza część zarobiła około 700 milionów dolarów, druga prawie 900 milionów), ale i dorównał mu poziomem artystycznym. Co prawda w ogólnym zarysie fabuła powtarza mniej więcej to, co oglądaliśmy w „jedynce” (czyli kolejno mamy wprowadzenie, treningi, potem zmagania w lesie), ale i odsłania nam nowe pokłady matactw prezydenta Snowa, nowe możliwości manipulowania tłumów przez media i jeszcze dobitniej pokazuje niebezpieczne koligacje między polityką a popkulturą.


Pojawiają się nowe ciekawe postacie – cała plejada zwycięzców poprzednich turniejów i trudny do rozgryzienia Plutarch, grany przez zmarłego niedawno Philipa Seymoura Hoffmana – technicznie rozmach jest chyba jeszcze większy (bo i budżet był o ponad 50 milionów „zielonych” obfitszy). Co natomiast razi w produkcji Francisa Lawrence’a (z powodzeniem zastąpił Gary’ego Rossa)? Kilka dłużyzn na początku i dość bezczelne, choć marketingowo umotywowane (artystycznie niestety nie), rozciąganie przygód bohaterów w końcówce, tylko po to, by urwać je w najbardziej ekscytującym momencie – w ten sposób fani będą musieli wyruszyć do kina na trzecią odsłonę…

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 9 września 2016

Recenzja Pacific Rim - yoy.tv

„Pacific Rim” to techniczne cacko, które nie udaje Wielkiego Kina, którym nie jest: to produkt typowo rozrywkowy, skierowany dla konkretnych odbiorców. I na pewno ich nie zawiedzie.


Zazwyczaj potwory pojawiające się na Ziemi są wytworem szalonych naukowców lub zwyczajnie przylatują sobie z innej planety. W „Pacific Rim” jest inaczej – oto na dnie Oceanu Spokojnego otwiera się… portal do innego świata. Stamtąd w odwiedziny wpadają wyjątkowo niszczycielskie bestie przypominające zmutowane dinozaury. Goście niszczą przybrzeżne miasta, rozpoczynają podbój planety. Armia początkowo jest bezradna, ale wkrótce na jej wyposażeniu znajdą się gigantyczne mechy Jaegery – roboty sterowane przez siedzących w nich żołnierzy. Rozpoczynają się bitwy gigantów, w których obie strony mają równe szanse na zwycięstwo…


Guillermo del Toro zdawał sobie sprawę, że nie może tej historii opowiedzieć ani specjalnie serio (nie ma w niej więc kretyńskiego patosu rodem z finału „Transformersów”), ani ze zbytnim przymrużeniem oka – udanie wybrał drogę środka. A przy tym zrealizował wizje z dzieciństwa w którym potwory były wielkie jak góry, co znalazło swój wyraz w operowym monumentalizmie filmu. Wszystko jest w nim od samego początku tak komiksowe i rozdmuchane, że nie ma sensu analizować „głębi bohaterów” itp. Reżyser nie ukrywa, że interesuje go tylko dobra zabawa i kolejne sekwencje walk dużych stworów z dużymi robotami (a w tle owszem, jest miłość, jest wątek zemsty za śmierć brata, ścieranie się dwóch koncepcji obrony przed Kaiju, jak nazwano przybyszów). I te sekwencje wypadają bardzo widowiskowo, są z pewnością lepsze i bardziej wyraziste niż te w podobnych było nie było, wspomnianych już wcześniej „Transformersach”. Jeśli ktoś lubi ten typ kina, na pewno nie będzie żałował – jest tutaj na co popatrzeć, a i dialogi to nie tylko rzucanie „wymyślnymi” ripostami.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 7 września 2016

Recenzja Zakładnik (Collateral) - yoy.tv

Kierowca taksówki zgadza się zostać na jedną noc szoferem mężczyzny, który twierdzi, że zajmuje się nieruchomościami i ma parę spotkań do porannego odlotu. Wkrótce żałuje tej decyzji.


W Hollywood większość ról jest rozdanych: są aktorzy komediowi, są ci dopasowani jako czarne charaktery, są także „dziewczyny z sąsiedztwa” i fatalne wampy. Dasz się tak zaszufladkować i do końca życia grasz jeden typ bohaterów. Ale gdy się nie dasz – możesz mieć problem z filmami, bo producenci i reżyserzy nie wiedzą jak cię obsadzić. Znaczy, tak źle i tak niedobrze. Tylko największe gwiazdy mogą sobie pozwolić na zmianę ustalonego image’u, dzięki któremu zdobyli popularność. A na dodatek dość rzadko im się to udaje. Tak właśnie przegrał Robin Williams, który kiedy zaczął się wypalać jako komik, próbował zagrać w thrillerach. Jednak „Zdjęcie w godzinę” okazało się porażką, a w „Bezsenności” nie dorównał Alowi Pacino.


Tom Cruise całe życie grał dobrych chłopców, ale niepokornych. Takich, co to nie słuchają innych, mądrzejszych i bardziej doświadczonych, popełniają błędy, ale w końcu nabierają oleju do głowy i wszystko kończy się szczęśliwie. Jednak w „Zakładniku” zdecydował się na zwrot o 180 stopni: wbrew swojemu dotychczasowemu image’owi zagrał czarny charakter. Z włosami ufarbowanymi na słomiany blond, wciela się w Vincenta, zawodowego mordercę, który ma do wykonania trudne zadanie: pięć zabójstw jednej nocy. Potrzebny jest mu jednak środek lokomocji. Najbardziej anonimowym wydaje się taksówka. Wynajmuje więc na całą noc pojazd kierowany przez czarnoskórego Maksa. Jednak już po pierwszym zabójstwie kierowca orientuje się, kim jest Vincent…


„Zakładnika” wyreżyserował stary wyjadacz, Michael Mann, twórca m.in. „Gorączki”, „Informatora” i „Alego”. Jest więc tu wszystko, co potrzeba: oryginalny pomysł, napięcie, tempo, zaskoczenie. Tom Cruise nie do końca zachwycił krytyków i widzów, którzy wyraźnie woleli go w pozytywnych rolach. Za to „Zakładnik” okazał się wielkim triumfem Jakiego Foksa, którego wyniósł na sam szczyt.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 5 września 2016

Recenzja Szeregowiec Ryan (Saving Private Ryan) - yoy.tv

6 czerwca 1944 r., alianci lądują w Normandii. Kapitan John Miller ma stworzyć specjalny oddział, którego zadaniem jest odnaleźć i sprowadzić ostatniego z czwórki braci Ryanów, który przeżył desant.


Ma ona podkreślić wagę jakiegoś wydarzenia lub wielkość bohatera, który właśnie zmarł (a częściej zginął tragicznie). Po obejrzeniu pierwszych 30 minut "Szeregowca Ryana" bez wahania można powiedzieć, że "film wojenny już nigdy nie będzie taki sam". W tym czasie Steven Spielberg i autor zdjęć Janusz Kamiński stworzyli najbardziej realistyczny i najbardziej przerażający obraz wojny w historii kinematografii. Podczas tej sekwencji pokazującej aliancki desant 6 czerwca 1944 roku na plaże Normandii, widz ma nieodparte wrażenie, że znajduje się w samym środku działań wojennych. Przez blisko pół godziny z bliska ogląda i przeżywa piekło, które tamtego dnia było udziałem żołnierzy z jednostek pierwszego ataku.


Skupiam się na tych pierwszych 30 minutach, bo później "Szeregowiec Ryan" staje się już zwykłą historią wojenną. Opartą na faktach, zrealizowaną bardzo solidnie, jednak bez następnego błysku filmowego geniuszu, który jakby się wyczerpał i pozostał na plażach Normandii. Tytułowy szeregowiec Ryan jest najmłodszym z czterech braci i ostatnim, który przeżył dotychczasowe działania wojenne. Gdyby zginął, a jest uwięziony ze swoim oddzialem kilka kilometrów za linią frontu, byłaby to propagandowa klęska. Dlatego kapitan Miller i jego oddzial dostają rozkaz odnalezienia i dostarczenia żywego szeregowca Ryana do sztabu. Ale w czasie akcji zarówno dowódca, jak i jego żołnierze mają coraz wieksze wątpliwości, czy można poświęcać życie tylu ludzi w imię osiągnięcia takiego celu...


"Szeregowiec Ryan" dostał 11 nominacji do Oscara i pięć statuetek. Wsród nagrodzonych znaleźli się zarówno Steven Spielberg (reżyseria), jak i Janusz Kamiński (zdjęcia). I to wcale nie dziwi. Tak jak nie dziwi popularność tego filmu szczególnie w Ameryce, która na punkcie patriotyzmu ma prawdziwego bzika. A jeśli jeszcze w roli głównej (nie tytułowej!) obsadzić Toma Hanksa, aktora idealnego, niekontrowersyjnego, a na dodatek dość utalentowanego (także nominowanego do Oscara), efekt będzie murowany. I gdyby nie te zbyt gładkie i sztampowe dialogi, nie do końca przekonujące dylematy...


Zazwyczaj nie tłumaczę wprost swoich ocen, tym razem jednak to zrobię: pierwsze pół godziny warte jest dziesięciu gwiazdek (a nawet więcej), ale reszta - jedynie sześciu. Stąd wynika sprawiedliwa, jak mniemam, ocena całości: osiem gwiazdek.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 3 września 2016

Recenzja Słodki listopad (Sweet November) - yoy.tv

Charlize Theron i Keanu Reeves w melodramacie irlandzkiego reżysera Pata O’Connora ("Cal") - nowej wersji filmu sprzed 40 lat.


Nelson Moss (Reeves) nie widzi świata poza pracą w branży reklamowej. Aż do dnia, w którym podczas testu na przedłużenie prawa jazdy poznaje Sarę Deever (Theron). Dziewczyna nie zdaje przez niego egzaminu. Będzie mogła ponownie ubiegać się o dokument dopiero za miesiąc. Nie może jednak tak długo czekać. Żąda, aby Nelson w ramach zadośćuczynienia został jej kierowcą. Proponuje mu również, by spędził z nią najbliższy miesiąc jako jej chłopak, a później rozstał się z nią jakby nigdy nic…


Istotnie trochę cukierkowy i ckliwy, niemniej zrealizowany i zagrany kulturalnie film, który nie wzbudził entuzjazmu krytyków, za to przypadł, jeśli nawet nie do gustów, to z pewnością do serc, większości widzów.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 1 września 2016

Recenzja Pan i Pani Kiler (Killers) - yoy.tv

Trzeba przyznać, że doświadczony australijski twórca popularnych komedii Robert Luketic dysponował interesującym scenariuszem.


Może nie do końca oryginalnym (trochę ściągnięto z „Pana i pani Smith”, do którego to filmu dość wyraźnie nawiązuje polskie tłumaczenie oryginalnego tytułu), ale lekkim i zabawnym, z kilkoma ciekawymi postaciami. „Pan i Pani Kiler” to opowieść o pewnej młodej kobiecie, która na wakacjach poznaje wymarzonego faceta. Biorą ślub, żyją sobie spokojnie i szczęśliwie, do czasu gdy okazuje się, że małżonek jest… płatnym zabójcą, który co prawda wycofał się oficjalnie z zawodu, ale… Ale zawsze jest jakieś „ale” – pracodawcy bynajmniej nie chcą się pogodzić z utratą swego najemnika i nasyłają na niego kumpli po fachu. Zaczyna się więc gra o najwyższą stawkę – o życie własne i żony.


Choć główny bohater jest zabójcą, to przedstawiono go w taki sposób, że mimo wszystko wzbudza sympatię (czy zresztą ktoś może wyobrazić sobie Ashtona Kutchera wzbudzającego strach?! No, chyba że wśród kaskaderów – podobno na planie przypadkowo znokautował jednego z nich…). Co bardziej krwawe momenty rozładowano komediowymi akcentami, a makabrą twórcy nie epatują – to produkt przeznaczony również dla młodszej części widowni. Udanym zabiegiem było rozwinięcie wątku nieco tajemniczego ojca wybranki killera (bardzo dobra rola Toma Sellecka), który okazuje się… Nie, tego lepiej nie zdradzać – w każdym razie będziemy zaskoczeni prawdziwą tożsamością głowy rodu.


Film jest dynamiczny (początek robi naprawdę świetne wrażenie), gwarantuje kilka zwrotów akcji, oglądamy ciekawe plenery (ech, to Lazurowe Wybrzeże…) i efektowne pogonie. Gdyby jego środkowa część nie była nieco nudnawa (próby pokazania zabójcy wiodącego zwyczajne życie), a twórcy nie bali się od czasu do czasu zaserwować nam odrobinki czarnego humoru, całość można by uznać za solidne kino wakacyjne (w tym bowiem okresie film trafił do kin). A tak pozostaje jednak lekki niedosyt i żal zmarnowanej szansy co w przypadku reżysera Roberta Luketica, mającego na koncie między innymi „Sposób na teściową” i udaną „Brzydką prawdę” jest na szczęście wyjątkiem.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv