sobota, 30 lipca 2016

Recenzja Kocha, lubi, szanuje (Crazy, Stupid, Love.) - yoy.tv

Cal nie przeczuwa, że w jego małżeństwie dzieje się coś złego, do dnia, gdy jego żona występuje o rozwód. Porzucony mąż poznaje playboya Jacoba, który wprowadza go w świat przygodnych romansów.


Romantyczna komedia nie powielająca schematów, to w dzisiejszym kinie rzadkość wielka. A „Kocha, lubi, szanuje” opowiadająca o trzech pokoleniach mężczyzn poszukujących uczucia, właśnie do tych rzadkich okazów należy. Cal (Steve Carell) wierzy, że tworzy z Emily (Julianne Moore) idealne małżeństwo do momentu, gdy ta nie wyzna mu, że ma kochanka i poprosi o rozwód. Pomocą w triumfalnym powrocie do życia singla służy mu 30-letni Jacob (Ryan Gosling), który z bycia wiecznym kawalerem i czerpania z tego faktu ciągłych radości uczynił swoją filozofię. Jest jeszcze 13-letni Robbie (Jonah Bobo), syn Cala, który właśnie po raz pierwszy się zakochał – w swojej 17-letniej opiekunce (Analeigh Tipton). Ale ta na jego nieszczęście skrytym uczuciem obdarza swego pracodawcę, czyli Cala…

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 28 lipca 2016

Recenzja Nieoczekiwana zmiana miejsc (Trading Places) - yoy.tv

Zaskakujące zamiany ról, wcielanie się w inne postacie – to zabiegi stosowane w komediach od dawna – i w teatrze, i w kinie. Tak więc tworzenie kolejnego filmu, który już nawet w tytule odwołuje się do tego pomysłu, to spore wyzwanie dla reżysera. John Landis wywiązał się ze swojego zadania znakomicie.


Film rozpoczyna się sporem dwóch starych i, szczerze mówiąc, wrednych milionerów wspólników, o to, co jest źródłem sukcesu – indywidualne predyspozycje czy wychowanie? Zakładają się o dolara i by rozstrzygnąć spór swojego najzdolniejszego pracownika, Louisa, zamieniają miejscami z Billy Rayem, czarnoskórym żebrakiem. W efekcie doskonale wykształcony, ubrany i wychowany młody człowiek ląduje na ulicy, natomiast obdarty włóczęga staje się dyrektorem wielkiej firmy. Żaden nie rozumie, o co chodzi – pierwszy z nich załamuje się i nawet myśli o samobójstwie, natomiast drugi szybko wczuwa się w rolę i zaczyna korzystać z życia. Kiedy jednak odkrywają intrygę dwóch staruszków z piekła rodem, postanawiają się zemścić.


John Landis, realizując tę komedię był na fali: wcześniej nakręcił przebojowych „Blues Brothers” (1980) i horror komediowy „Amerykański wilkołak w Londynie” (1981). Ze względu na ten film Michael Jackson właśnie jemu zlecił realizację wideoklipu do swojego „Thrillera” (1983). Wideoklipu, który wszedł do historii rozrywki. W „Nieoczekiwanej zmianie miejsc” reżyser odświeżył stary, doskonale znany motyw komediowy – zamiany ról – dokonał tego, dając milionerom prawie boską moc wpływania na ludzkie losy, wprowadzając motyw zemsty (bohaterom nie wystarczy happy end) i wreszcie sięgając do chwytów rodem ze slapstikowej burleski filmowej lat 20. Jak zwykle w takich filmach niezwykle ważny jest odpowiedni dobór aktorów. Początkowo główne role miał zagrać duet Richard Pryor i Gene Wilder, ale gdy pierwszy z nich zrezygnował – na jego miejsce wskoczył Eddie Murphy opromieniony sukcesem „48 godzin” (1982). Jego partnerem został Dan Aykroyd. W drugoplanowej roli Ophelii, prostytutki o złotym sercu, wystąpiła Jamie Lee Curtis. Rola ta była dla niej szansą na wyrwanie się z szufladki „ładna dziewczyna do horroru i taniej sensacji”. Szansą, którą doskonale wykorzystała: dostała nagrodę BAFTA (Brytyjskiej Akademii Filmowej) dla najlepszej aktorki drugoplanowej, a i Amerykanie choć jej nie nagrodzili, dostrzegli zmianę image’u. Jeśli dobrze się przyjrzeć, rola tytułowej „Rybki zwanej Wandą”, która przyniosła jej sławę, niewiele się różni od Ophelii.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

wtorek, 26 lipca 2016

Recenzja Firma (The Firm) - yoy.tv

Młody prawnik otrzymuje posadę w doskonale prosperującej kancelarii prawniczej. Wkrótce odkrywa, że za firmą stoi mafia. Spotkanie z agentem FBI uświadamia mu, że musi dokonać życiowego wyboru.


Mitch McDeere pochodzi z prowincji, jest ambitny i głodny sukcesów. Ukończył prawo z doskonałym wynikiem i teraz może przebierać w ofertach firm, które chcą go zatrudnić. W końcu decyduje się na kancelarię „Bendini, Lampert & Locke" – firmę może nie największą, ale prestiżową i proponującą niewątpliwie znakomite warunki pracy. Tylko na początek zdolny absolwent dostał doskonałą pensję, piękny dom i luksusowy samochód. W zamian firma wymaga tylko dwóch rzeczy: dobrej pracy i absolutnej lojalności. Ale tego oczekują także inni, więc czy można się dziwić, że Mitch i jego młoda, atrakcyjna żona Abby są w siódmym niebie? Złapali przecież Pana Boga za nogi a ich przyszłość rysuje się wyłącznie w różowym kolorze.


W robocie wszystko idzie tak dobrze, że Mitch zostaje wysłany z bardzo dyskretną misją wraz z doświadczonym Avery Tolarem na Kajmany. Mają stamtąd przywieźć dokumenty należące do dwóch pracowników firmy, którzy zginęli w dość dziwnych okolicznościach. Młody prawnik po ich przejrzeniu szybko orientuje się, że firma w której pracuje tak naprawdę ma tylko jednego klienta – mafię. Wkrótce do Mitcha zgłasza się FBI próbując zmusić go do współpracy. Mężczyzna jest w potrzasku: jeśli odmówi, grozi mu więzienie, z kolei pójście na kolaborację to zdrada tajemnicy adwokackiej prowadząca do utraty prawa do zawodu.


Jeśli ktoś oczekuje tu głębokich dywagacji na temat etosu pracy, uczciwości ect., to się zawiedzie. Ale każdy, kto chce zobaczyć solidne kino sensacyjne nie będzie zawiedziony, bo „Firma” to najlepszy przykład filmowego zawodowstwa w dobrym tego słowa znaczeniu. Znany reżyser (Sidney Pollack) kupuje prawa do bestsellerowej książki równie znanego autora (John Grisham), zatrudnia dobrych scenarzystów (Daniel Pyne, Robert Towne, sam Grisham), zatrudnia gwiazdorską obsadę (Tom Cruise, Gene Hackman, Jeanne Tripplehorn, Ed Harris, Holly Hunter) i po zakończeniu pracy spokojnie czeka na oklaski i pokaźny czek. I słusznie, bo wszyscy spełnili swoje role doskonale: scenariusz jest spójny i logiczny, film trzyma tempo, a aktorzy grają jak trzeba, a niektórzy nawet lepiej – Holly Hunter dostała nominację do Oscara w kategorii „najlepsza aktorka drugoplanowa” (druga nominacja była za muzykę). A jeśli chodzi o czeki i pieniądze: „Firma” powstała za 42 mln. i zarobiła dotychczas 270,2 mln. dolarów lokując się na 254 miejscu światowego box-office’u wszechczasów.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

niedziela, 24 lipca 2016

Recenzja Nożownik (The Hunted) - yoy.tv

Emerytowany trener wojskowy ściga w lasach Oregonu byłego ucznia, niebezpiecznego, uzależnionego od zabijania żołnierza amerykańskich oddziałów specjalnych. Łączy ich tajemnica z przeszłości.


L.T. Bonham (Tommy Lee Jones) jest specjalistą w szkoleniu żołnierzy sił specjalnych. Jest mistrzem w cichym zadawaniu śmierci, ale tylko teoretycznie – nigdy nikogo nie zabił. Jego najlepszym uczniem był Aaron Hallam (Benicio Del Toro). Wysłany do Kosowa z tajną misją likwidował Serbów odpowiedzialnych za masakry ludności cywilnej.


Uroczyście nagrodzony po powrocie do domu, nie potrafi uwolnić się od prześladującego go koszmaru przelanej krwi. Wkrótce zaczyna znów zabijać. Jedyną osobą, która może go wytropić i pokonać jest L.T. Bonham. W końcu dochodzi do pojedynku mistrza i ucznia, ale kto w nim jest zwierzyną, a kto myśliwym?

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

czwartek, 21 lipca 2016

Recenzja W sieci kłamstw (Body of Lies) - yoy.tv

Agent CIA natrafia na ślad przywódcy islamskiej grupy terrorystycznej. Nawiązuje współpracę ze służbami w Jordanii, aby zbliżyć się do przestępcy. Szef CIA bacznie obserwuje jego poczynania.


Roger Ferris (Leonardo DiCaprio) jest młodym idealistą, ale również najlepszym agentem CIA na Bliskim Wschodzie. Obecnie prowadzi akcję, której celem jest zlokalizowanie i unieszkodliwienie grupy terrorystów kierowanych przez niejakiego Al-Salima odpowiedzialnych za zamachy bombowe w Europie i zapowiadających atak na USA. Jednak sposób działania Ferrisa i jego priorytety zdecydowanie różnią się od tych, które ma Ed Hoffman (Russell Crowe), jego bezpośredni szef, kierujący całą operacją z odległej o tysiące kilometrów centrali...


Ridley Scott po raz kolejny zabiera widzów na wojnę. Choć w przeciwieństwie do "Gladiatora", "Królestwa niebieskiego" czy "Helikoptera w ogniu" jest to wojna ukryta, nie wypowiedziana. I stąd inne niż zwykle standardy, także moralne. A pytanie brzmi: czy każda metoda jest dozwolona, by zwyciężyć? Ile można poświęcić? To ważne, bo odpowiedzi są różne, zależne również od miejsca pobytu odpowiadającego: Hoffman chce likwidacji Al-Salima za wszelką cenę, Ferris zdaje sobie sprawę, że tu gra idzie także o jego głowę i musi być ostrożniejszy.


W tej wyprawie na wojnę Scottowi towarzyszą doskonale mu znany Russell Crowe (pracowali razem już przy czterech filmach z Oscarowym "Gladiatorem" na czele) oraz Leonardo DiCaprio, z którym na planie spotyka się po raz pierwszy. Ale obaj znakomicie się spisują, a ten drugi potwierdza, że z wiekiem staje się aktorem naprawdę klasowym.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 20 lipca 2016

Recenzja Mission: Impossible 2 (Mission: Impossible II) - yoy.tv

Ethan Hunt powrócił. Tym razem musi "jedynie" ocalić świat przed psychopatycznym terrorystą, który chce wykraść śmiertelny wirus o nazwie Chimera i rozprzestrzenić go po świecie. Z pomocą Luthera, hackera komputerowego znanego z pierwszej części filmu, oraz pięknej złodziejki o imieniu Nyah, Hunt ma zaledwie kilkanaście godzin by wykonać to "niemożliwe" zadanie. Fabuła zatem nie jest zbyt skomplikowana i nie wychodzi poza utarte już standardy gatunku. Dobrze się zatem stało, że twórcy filmu nie podeszli do "Misji" zbyt poważnie i nie starali się z niej zrobić dramatu sensacyjnego na miarę powieści Toma Clancy a jedynie solidne widowisko z niezłymi efektami i dobrą muzyką.


Trzeba przyznać, że od strony wizualnej "Mission: Impossible 2" jest wykonane perfekcyjnie. Doskonałe zdjęcia, dynamiczny montaż, sprawna reżyseria (za kamerą stanął sam mistrz gatunku John Woo), niesamowite efekty specjalne oraz nieźli aktorzy wszystko to sprawia, że film ogląda się lekko, łatwo i przyjemnie a dwie godziny projekcji mijają nam bardzo szybko.


"Mission: Impossible 2" to jeden z najlepszych filmów w swojej klasie. Podczas projekcji pamiętajmy jednak, że jest to obraz czysto komercyjny i nie traktujmy go zbyt poważnie, ponieważ naiwność i przewidywalność fabuły może nas nieco zirytować. Potraktujmy ten obraz jak kolejnego Bonda, w którym główny bohater zawsze pokonuje najgroźniejszych nawet przeciwników i oczywiście zdobywa serce pięknej kobiety

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 18 lipca 2016

Recenzja Byliśmy żołnierzami (We Were Soldiers) - yoy.tv

Wietnam, Dolina Śmierci. 14 listopada 1965 roku 400 żołnierzy z elitarnej amerykańskiej dywizji bojowej z podpułkownikiem Halem Moore'm na czele zostało otoczonych przez 2000 żołnierzy Wietkongu.


14 listopada 1965 roku 400-osobowy oddział amerykańskiego 7. Pułku Kawalerii Powietrznej dowodzony przez generała Hala Moore’a (Mel Gibson) wylądował w wietnamskiej dolinie La Drang, zwanej też Doliną Śmierci. Szybko przekonali się, że są otoczeni przez silne oddziały Wietkongu. Tak rozpoczęła się krwawa, trwająca trzy dni i trzy noce, pierwsza bitwa wojsk amerykańskich i wietnamskich. Równocześnie rozpoczął się dramat kobiet, które w kraju czekały na mężów i synów. I wojna, która stała się wielką, do dziś niezaleczoną traumą Ameryki.


Film według bestsellerowej powieści generała Harolda Moore’a i korespondenta wojennego Josepha Galloway'a – uczestników tamtych wydarzeń.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 15 lipca 2016

Recenzja Zodiak (Zodiac) - yoy.tv

Opowieść o polowaniu na seryjnego zabójcę, który działał w San Francisco w latach 70. Podpisując się „Zodiak” przesyłał do policji zaszyfrowane wiadomości o tym, kto będzie jego kolejną ofiarą (niektóre do dziś nie rozszyfrowane). W tych listach przyznał się do 37 zabójstw, niektóre dokładnie opisując. Jednak mimo śledztwa, nigdy nie zostało wyjaśnione kim był Zodiak.


W filmie Davida Fischera bohaterami jest czterech mężczyzn – rysownik z „San Francisco Chronicie” (Jake Gyllenhaal), cyniczny reporter śledczy z tej samej redakcji (Robert Downey Jr.) oraz dwóch policjantów z wydziału zabójstw (Mark Ruffalo i Anthony Edwards). Wszyscy bardzo się zaangażowali w tę sprawę i tylko krok dzielił ich od jej wyjaśnienia. Koszty były jednak bardzo wysokie – zrujnowane życie osobiste. Film zdobył uznanie dzięki znakomitemu odtworzeniu atmosfery, która towarzyszyła ciężkiej pracy śledczych.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

środa, 13 lipca 2016

Recenzja Dom w głębi lasu (The Cabin in the Woods) - yoy.tv

Jeśli ktoś jest pewien, że współczesny horror, zwłaszcza ten dla młodszej nieco widowni, niczym go już nie zaskoczy, po kilkunastu minutach oglądania „Domu w głębi lasu” tylko skrzywi się i westchnie „A nie mówiłem…?”. Ale jeśli nie odejdzie wówczas od telewizora, to okaże się, że bardzo, ale to bardzo się mylił…


Zaczyna się bowiem jak zwykle w takich przypadkach – oto piątka zróżnicowanych charakterologicznie, ale nieskomplikowanych bohaterów (typu luzak, osiłek, nieśmiały mądrala) wyrusza do tytułowego domku gdzieś w głębi lasu, aby w tej cichej scenerii poszaleć, popływać, popróbować grzybów (niekoniecznie maślaków). Pytają o drogę, tubylcy enigmatycznie odpowiadają i odradzają, potem padają im telefony i GPS, a w chatce znajdują dziwne przedmioty. A także pewną księgę, której otwarcie skutkuje wysypem zombi i innych nieproszonych gości. I oglądalibyśmy na luzie, może lekko znudzeni, te jatki, gdybyśmy nagle, w pewnej scenie nie zobaczyli… gości oglądających owe jatki na monitorach w jakimś dziwnym studiu i robiących zakłady, kto przeżyje! A to dopiero początek niespodzianek…


Drew Goddard w swym reżyserskim debiucie (wcześniej pisał scenariusze, między innymi „Lost – Zagubionych”, których zresztą też współprodukował) bawi się horrorowymi schematami, ze znanych elementów układając coś nowego, co może autentycznie zaskoczyć. Rzecz w tym, że trzeba „kupić” klimat tej opowieści – najbliżej chyba jej do klimatu „Martwego zła”. Gore przeplata się tutaj z czarnym i absurdalnym nieraz humorem, w pewnym momencie zaczynamy kibicować nie ofiarom, a oprawcom, a przez ekran przewijają się wilkołaki, wampiry, zombi, duchy, Obcy i wszelakie plugastwo lęgnące się w głowach scenarzystów filmów grozy… Jeśli ktoś lubi mieszankę zgrywy, cytaty z klasyki horroru i krwawe sceny, będzie mile zaskoczony, jak my sami, którzy daliśmy się wciągnąć w tę zabawę. A za parę smakowitych scenek, na czele z teatrem, nocną randką w lesie i Sigourney Weaver (dyrektor) jako wisienka na torcie, dajemy wyróżnienie! Notabene co za przyjemność dla recenzenta oglądać film, który zaczyna się najbanalniej na świecie, by zakończyć się w sposób, którego nie zdołał przewidzieć.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 11 lipca 2016

Recenzja Pozdrowienia z Paryża (From Paris with Love) - yoy.tv

Udająca komedię dramatyczna lekcja życia, po której nigdy już nie będzie się tym samym człowiekiem.


James Reese, młody pracownik amerykańskiej ambasady zostaje przydzielony do pomocy agentowi CIA Charliemu Waxowi, który przyjeżdża do Paryża, aby rozpracować siatkę terrorystów. Młody żółtodziób szybko przekonuje się że metody pracy Waxa wykraczają poza wszelkie reguły.


Jeśli miała to być opowieść o mistrzu i uczniu, to jest to bardzo przewrotna historia. Mistrza bowiem poznajemy w momencie, gdy ogolony na łyso i odziany w skórę awanturuje się na lotnisku o prawo wwiezienia do Francji puszek z napojem energetyzującym. Potem zaś działa głównie przy użyciu bazooki, pięści i pistoletu. Co więcej nie ma żadnego szacunku dla życia ludzkiego zarówno wrogów, niewinnych świadków, jak i kolegów po fachu, których de facto skazuje na pewną śmierć albo zabija w sytuacji, w której jego życie nie jest bynajmniej zagrożone, ot tak dla zabawy/żartu, z poczucia bezkarności? Te niewymuszone morderstwa nieźle mącą nam w głowie każąc się zastanowić z jakim gatunkiem filmowym mamy do czynienia, bo rysunek postaci Waxa widzianego oczami Reese’a z początku filmu sugeruje, że być może nawet z komedią.


„Pozdrowienia z Paryża” w miarę trwania akcji filmu stają się jednak coraz bardziej dramatyczne, głownie dla Reese’a, który za lekcje życia Waxa zapłaci najwięcej. Głównie dzięki stojącemu na wysokim poziomie aktorstwu Johna Travolty jako Waxa, Jonathana Rhys Meyersa jako Reese’a i naszej rodaczki Kasi Smutniak, która w epizodycznej, ale bardzo ważnej roli zaprezentowała się znakomicie film ogląda się z zainteresowaniem. Milej by wprawdzie było gdyby zainteresowanie pogłębiła fabułą, która w tym wypadku raczej nie odbiega od standardowych, ale musimy się cieszyć tym co mamy, czyli nagłymi zwrotami i scenami akcji, (chwilami) zabawnymi dialogami i – jako się rzekło powyżej – aktorstwem. 

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

piątek, 8 lipca 2016

Recenzja Terminator 3: Bunt maszyn (Terminator 3: Rise of the Machines) - yoy.tv

Przywódca ludzi, John Connor, cudem uniknął śmierci z rąk maszyn. Po tamtych wydarzeniach żyje w ukryciu. Jego prześladowcy nie dali za wygraną. Stworzyli kolejną wersję cybernetycznego mordercy.


„Terminator II: Dzień sądu” (1991) Jamesa Camerona to wzorcowy sposób poprowadzenia sequela. A zarazem – wydawałoby się – wyczerpania pewnej formuły odnoszącej się do historii bazowej („Terminator”, 1984, również w reżyserii Camerona). Bo ile razy można opowiadać historię robota wysłanego w przeszłość, który ma zabić człowieka, który kiedyś poprowadzi powstanie przeciwko maszynom? Czym mógłby przyciągnąć „Terminator III”? Cameron nie wiedział, dlatego nie chciał kręcić kolejnego sequela.


Jednak determinacja producentów i Arnolda Schwarzeneggera były bardzo silne. Szczególnie Schwarzenegger chciał zagrać, by w ten efektowny sposób móc pożegnać się z wielbicielami przed startem w wyborach na gubernatora Kalifornii. Reżyserem filmu został Jonathan Mostow, twórca, który gwarantował średni poziom i... posłuszeństwo gwieździe. Scenariuszem zajęli się John D. Bracanto i Michael Ferris (m.in. „Sieć” i „Gra”). Powstała historia, którą dobrze się ogląda. Akcja trójki rozgrywa się 10 lat po „Terminatorze II”, w przededniu tytułowego buntu maszyn.




John Connor (Nick Stahl) ma już 20 lat i jest przystojnym młodzieńcem, zakochanym w pięknej Kate Brewster (Claire Dannes), córce szefa komputerowego centrum dowodzenia, w którym ma się rozpocząć rewolta. Tymczasem maszyny wysyłają kolejnego zabójcę, który ma zgładzić Johna: tym razem jest to model T-X ukryty pod postacią niezwykle atrakcyjnej kobiety (Kristianne Loken). Pojawia się także stary znajomy, T-800 (Arnold Schwarzenegger). I zaczyna się wyścig z czasem: John i Kate muszą zdążyć do centrum dowodzenia, by przekonać ojca dziewczyny, że nie może uruchamiać komputera obronnego Skynet. T-X poluje na nich, a T-800 próbuje ochronić...


Gwiazdami filmu są Schwarzenegger (to oczywiste) i Kristianne Loken (jednak zaskoczenie). Do roli T-X musiała dużo ćwiczyć, ale też brać lekcje mimiki – jej bohaterka wypowiada ledwie kilka zdań i aktorka musiała się nauczyć przekazywać swoje zamiary za pomocą gestów i wyrazu twarzy. A aż pół roku trwały rozmowy filmowców z władzami Beverly Hills, by zgodziły się na nakręcenie początkowej sceny, w której Kristianne idzie nago ulicą.


Silne zaangażowanie Schwarzeneggera w realizację filmu miało tę dobrą stronę, że poświęcił prawie 1,5 mln dolarów z własnej gaży, by wspomóc nakręcenie sceny pościgu dźwigiem, niewątpliwie najbardziej efektownej w filmie. Trzeba przyznać, że miał z czego oddawać: jego gaża w tym przedsięwzięciu to 30 mln dolarów.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

poniedziałek, 4 lipca 2016

Recenzja Iluzja (Now You See Me) - yoy.tv

„Iluzja” okazała się nieoczekiwanie jednym z najbardziej kasowych filmów w polskich kinach w ubiegłym roku. Niewiele na to wskazywało, owszem, za oceanem też przyniosła zyski i zebrała niezłe recenzje, ale takiego szału nie było… To opowieść o grupce iluzjonistów pracującej dla tajemniczej organizacji OKO. Magicy w czasie swoich niezwykle efektownych pokazów… rzeczywiście rabują znane banki, zaś pieniądze przelewają na konta widzów lub zwyczajnie rozdają im kasę! Oczywiście dość szybko ich tropem podążają agenci z FBI i Interpolu (a także były iluzjonista, który demaskuje sztuczki dawnych kumpli), ale udowodnić coś magikom nie jest łatwo… Stróżów prawa dręczy też pytanie – o co w tym wszystkim chodzi, kto naprawdę stoi za tak dziwnymi anarchistycznymi aktami?


Mamy tutaj do czynienia z typowym heist movie, czyli filmem o wielkim skoku z przekrętem w finale. Fabuła jest efektowna, choć, jak to w obrazach tego typu bywa, do logiki wielu wydarzeń można by się przyczepić. Porywa nas jednak pędząca do przodu akcja, unoszące się w powietrzu napięcie (i te kryminalne, i te, w przypadku niektórych bohaterów, erotyczne) i wysmakowanie plastyczne – „Iluzja” jest nakręcona z klasą i z iskrą. No i bohaterów, którzy rozdają kasę zabraną bankom zwykłym ludziom, trudno nie lubić, zwłaszcza że zagrały ich hollywoodzkie gwiazdy, którym z dość papierowych postaci udało się wycisnąć wszystko, co najlepsze.


A jeśli już o tak wdzięcznym temacie jak magia mowa to trudno tu nie pokusić się o kilka ciekawostek takich chociażby, że magia – inaczej niż dziś – miała w czasach prehistorycznych i w starożytności wiele wspólnego z… nauką. Tłumaczyła bowiem to, co w przyrodzie było niewyjaśnione i tajemnicze, uczyła logiki i pomagała rozumieć związki przyczynowo-skutkowe. A to jakie i później, w czasach nowożytnych, miała znaczenie można wnioskować z publikacji traktującej o sztuczkach iluzjonistów, która powstała już pod koniec XVI wieku! Niestety, opisane w niej sztuczki (uważane za nieczyste) stanowiły takie zagrożenie dla moralności, że król Jakub 1 kazał spalić wszystkie jej egzemplarze. Nie zaszkodziło to jednak jarmarcznej sztuce, która dorobiła się z czasem kilku wielkich przedstawicieli magicznej profesji. Najsłynniejszym był oczywiście Houdini, który z magii zrobił elegancką sztukę, ale sławą cieszył się również niejaki Davenport, specjalizujący się w uwalnianiu z kajdan, Chung Ling Soo, który zginał podczas swego popisowego numeru czyli łapania zębami pistoletowego naboju oraz o David Blain stosujący trik ze stojącą liną.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

sobota, 2 lipca 2016

Recenzja Rocky 5 (Rocky V) - yoy.tv

Rocky po stracie majątku poświęca się trenowaniu zdolnego boksera o pseudonimie Maszyna – nie podejrzewa, że chłopak będzie kiedyś jego rywalem.


Mordercza walka z Ivanem Drago zmusiła Rocky’ego do zakończenia kariery – kolejna walka grozi uszkodzeniem mózgu… Jakby było tego mało, bokser stracił cały majątek przez machlojki swego księgowego. To zmusza go do przeprowadzki w rodzinne strony, do biednej


dzielnicy i do podjęcia pracy w klubie Mickeya. Zostaje tam trenerem obiecującego Tommy’ego Gunna. Chłopak szybko odrzuca jednak rady coacha, wbrew niemu staje do walki o tytuł (i zdobywa go!), a następnie zaczyna szukać okazji, by na ringu skrzyżować rękawice z Rockym.


Piąta już część przygód Włoskiego Ogiera, uznana powszechnie, zarówno przez krytyków, jak i widzów, za najsłabszą z cyklu (siedem nominacji do Złotych Malin, między innymi dla najgorszego filmu roku i aktora), mimo tego, że po raz pierwszy zobaczyliśmy na ekranie znanych zawodowych pięściarzy: Tommy Morrison, mistrz świata WBO w wadze ciężkiej, zagrał Gunna, zaś Michael Williams Uniona Cane’a… A może właśnie dlatego – swój fach znają może i perfekcyjnie, ale umiejętności aktorskich wyraźnie im brakuje. Sukces Rocky’ego był sukcesem zwykłego przeciętniaka, który wspiął się na szczyt poświęcając życie, by osiągnąć cel, a jego następcy są aroganccy, ich sukces to w większej mierze talent niż ciężka praca.


Stallone miał świadomość, że „Rocky V” nie jest dziełem szczególnie udanym, pisał zresztą scenariusz trochę przymuszany przez producentów (planował nawet pierwotnie… uśmiercić tytułowego bohatera w ostatnich scenach – Rocky miał umrzeć w ambulansie przewożony do szpitala, czemu producenci kategorycznie się sprzeciwili), a trochę wyłącznie dla zysku. Efekty widać: brak świeżości, brak pasji, replikowanie rozwiązań z poprzednich części, dziury w scenariuszu. O ile wcześniejsze obrazy o Włoskim Ogierze zapisały się na zawsze w historii kina i w pamięci widzów, to „Rocky V” jest po prostu porządnym filmem o boksie, niczym więcej i niczym mniej.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv