niedziela, 20 listopada 2016

Recenzja Pitbull. Nowe porządki - yoy.tv

Patryk Vega zdążył zrobić ogromny research i przeprowadzić wiele rozmów z policjantami, zdążył napisać i wydać dwie książki z cyklu „Złe psy”, zdążył zorganizować plan filmowy, ale chyba nie zdążył napisać scenariusza. Jego najnowszy film „Pitbull. Nowe porządki” wygląda jak składanka najciekawszych historii opublikowanych na kartach „Złych psów”, które reżyser zdecydował się przenieść na ekran. Jednak nie ogląda się tego źle. Przeniosła się także akcja filmu, bo ile w pierwszym „Pitbullu” obserwowaliśmy poczynania funkcjonariuszy z Komendy Stołecznej, tak w „Nowych porządkach” zostajemy „zesłani” na Mokotów, gdzie w lokalnej komendzie nad tematem wymuszania haraczy od właścicieli stoisk na bazarach i sklepikarzy pracuje policjant o ksywie „Majami” (Piotr Stramowski), mogący pochwalić się irokezem na głowie i tatuażami na rękach. Majami wcześniej infiltrował grupy przestępcze, ale jako, że zbyt dosłownie wciągnął się w temat narkotyków, przeniesiono go do wydziału „życia i zdrowia”, żeby mu wyszło na zdrowie.

 
Na Mokotowie będą porządki. Będzie morderstwo, a ja będę brał w nim udział. I mówię ci to tylko dlatego, że mi tego nie udowodnisz - tymi słowami rozpoczęła się znajomość niejakiego Babci (Bogusław Linda) z Majamim, których drogi przecięły się zupełnie przypadkowo. Od tego momentu Majami priorytetowo traktuje złapanie zbója zawsze ubranego w elegancki garnitur, ale to nie będzie takie łatwe i wiele osób straci życie zanim panowie ponownie się spotkają. Babcia wywrócił do góry nogami gangsterski półświatek na Mokotowie, a do tego ma bardzo dobrych i oddanych znajomych w policji. W tym samym czasie w Komendzie Stołecznej grupa operacyjna pod dowództwem Gebelsa (Andrzej Grabowski) rozpracowywała „gang obcinaczy palców” - porywali ludzi dla okupu, wysyłając rodzinom obcięty palec. Jako, że wszystkie tropy wskazywały, że zarówno za porwaniami, jak i haraczami stoją ci sami ludzie, początkowo niechętnie do siebie nastawieni Gebels i Majami połączyli siły.



„Pitbull. Nowe porządki” broni się autentyzmem. Vega kładzie ogromny nacisk na weryzm, przenosząc na ekran prawdziwe dialogi oraz sytuacje. Ekranowe wydarzenia, nawet te najbardziej absurdalne – jak wątek kobiety, od której wymuszano haracz, a ona sama zaczęła troszczyć się o bandytów, aby ich nie ujęła policja – naprawdę miały miejsce. I właśnie to przeraża najbardziej. Zachwyca Maja Ostaszewska, która na tak odmienną od swoich poprzednich dokonań rolę czekała bardzo długo. Jej postać, wraz z nasterydowanym „Strachem” (Tomasz Oświeciński), stanowi największe źródło komizmu i rozładowania napięcia. Mówiąc o obsadzie w żadnym wypadku nie można pominąć Krzysztofa Czeczota – wcielającego się w Zupę, czyli psychopatycznego mordercę z dobrego domu, który mordowanie traktuje jak sport, mający zapewnić mu sławę. Czeczot jest fenomenalny, czapki z głów.


„Pitbull. Nowe porządki” nie jest dobrze nam znanym „Pitbullem”, ale też potrafi szczekać i gryźć. Patryk Vega nie uniknął potknięć, po raz kolejny pokazując, że jest o wiele lepszym dokumentalistą niż reżyserem, lecz opowiadane przez niego historie niosą się same. Fabularnie obraz trochę kuleje, często zastosowano za duże skróty (jakby niektóre sceny wypadły w montażu), ale jednocześnie nie można powiedzieć, że film nie trzyma w napięciu. W połączeniu z wyśmienitymi aktorami oraz świetną muzyką (Łukasz Targosz!), to się naprawdę dość dobrze ogląda. Wygląda na to, że Patryk Vega już swojego kultowego serialu nie przeskoczy, ale poziom ze „Służb specjalnych” został zachowany.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz