sobota, 1 lipca 2017

Recenzja Uczeń czarnoksiężnika (The Sorcerer's Apprentice) - yoy.tv

Zdradzony przez przebiegłą Morganę i jej pomocnika Maxima Horvatha mistrz magii Balthazar Blake już od stuleci poszukuje następcy swego mentora, Merlina, który byłby w stanie pokonać zło zagrażające światu. Dopiero w naszych czasach, w Nowym Jorku, spotyka kogoś, kto mógłby tego dokonać, jest to niepozorny, zakompleksiony chłopak imieniem Dave, w którym jednak Blake wyczuwa czarnoksięski potencjał. Pomimo początkowej niechęci niewierzącego w czary chłopaka poddaje go intensywnej edukacji w dziedzinie sztuki magicznej, w czasie której nie obywa się bez kilku zabawnych wpadek, ale która całkowicie odmienia życie młodego adepta magii. Mistrz i uczeń razem stawiają czoła siłom zła.


Inspiracją do powstania filmu była animacja Disneya z 1940 roku, nosząca tytuł „Fantazja”, która z kolei jest ilustracją programowego utworu Paula Dukas z 1897 „Uczeń czarnoksiężnika” opartego na napisanej 100 lat wcześniej balladzie Goethego. W powstaniu „Ucznia czarnoksiężnika" AD 2010 ponownie ma swój udział wytwórnia Walta Disneya, która – używając magii pieniędzy, a konkretnie 150 mln dolarów, które wyłożyła na produkcję – sprawiła, że moc doświadczonych tudzież początkujących czarodziejów wsparta została mocą efektów specjalnych.


A jest tych ostatnich mnóstwo. Praktycznie w każdej scenie mają miejsce jakieś magiczne sztuczki: na ulicy szaleje wspaniały ognisty smok, powietrze tnie świst skrzydeł metalowego orła, ziemia drży pod uderzeniami kopyt metalowego byka, samochód po dotknięciu płynnie zmienia kształt, plazmowe pioruny śmigają w tę i we w tę, bohaterowie wnikają w lustra, materializują się z pyłu i blasku, a perski ruchomy dywan ugina się jak bagno i wciąga w swoje głębie nieszczęśnika, który na nim stanie. Jeżeli chodzi o grę aktorską, a skład jest mocny: Nicolas Cage (Balthazar), Jay Baruchel (Dave), Monica Bellucci (ukochana Balthazara) i Alfred Molina (Horvath), to trzeba oddać aktorom, że stanęli na wysokości zadania, żaden nie szarżuje i nie przerysowuje swojej postaci. Trochę szkoda, że tak mało jest na ekranie Moniki Bellucci – na dłużej pojawia się dopiero w końcowych sekwencjach.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz