wtorek, 23 lutego 2016

Recenzja Elita zabójców (Killer Elite) - yoy.tv

Recenzję "Elity zabójców" należy zacząć od obalenia mitu, który stworzyli twórcy zwiastuna - to nie jest kino akcji! Oczywiście, na ekranie jest miejsce na pustynne pościgi, dobrze nagłośnione strzelaniny i dynamicznie zmontowane walki wręcz, ale stanowią one może 1/4 filmu McKendry’ego. "Elita zabójców" pretenduje bowiem do miana thrillera politycznego, który na dodatek posiada drugie, oparte na faktach dno związane z "brudnymi" działaniami brytyjskich służb specjalnych w Omanie w latach 70.


Wchodząc z protagonistą Dannym (Jason Statham) w świat cynicznych najemników, widz ma poczuć się tak, jakby "zaglądał za kurtynę" prawdziwych wydarzeń, o których niewiele tak naprawdę wiadomo, ponieważ rząd brytyjski ciągle trzyma wszystkie dokumenty w aktach z pieczątką "ściśle tajne". I tak też widz się czuje, a przynajmniej wtedy, kiedy na ekranie królują konspiracyjne wątki, tajne spotkania, niewyjaśnione decyzje i bezimienne postaci, swego rodzaju szare eminencje, które zdają się dzierżyć władzę nad "normalną" rzeczywistością. Nie jest to jednak główny wątek filmu, tylko kolejna ćwiartka całościowego czasu trwania. W tym wszystkim chodzi tak naprawdę o lojalnego ponad życie eks-najemnika (tenże Danny), który chcąc uratować swojego uwięzionego przyjaciela i mentora Huntera (Robert De Niro), musi wykonać śmiertelnie niebezpieczną misję, której tamten się nie podjął.


Największą część filmu zajmują więc przygotowania i krótkie egzekucje poszczególnych partii niechętnie wykonywanego zlecenia, w którym Danny’emu towarzyszą dwaj inni najemnicy, a także rozwijany stopniowo wątek Spike’a (Clive Owen), tajemniczego mężczyzny, który stara się wejść głównym bohaterom w paradę.


Z takim nagromadzeniem pomysłów, postaci, wątków i wydarzeń poradziłoby sobie sprawnie jedynie kilku reżyserów na świecie. I pomimo tego, że McKendry naprawdę stara się to wszystko opanować, narracja porusza się wyboistym traktem, kilka razy nieomal nie wypadając z obranej drogi. Tym bardziej, że im dalej w las, tym fabuła coraz bardziej zaczyna się plątać, a pojawiające się zwroty akcji, choć podane sensownie, komplikują odbiór.


"Elita zabójców" pozostaje solidnym, lecz nierównym thrillerem szpiegowskim z ambicjami, którego najlepszym elementem jest hołd, zarówno wizualny, jak i koncepcyjny, dla kina lat 80. Wygląd poszczególnych postaci, styl zaprojektowania lokacji i pomieszczeń, znakomicie ujęta w obiektywie kamery estetyka tamtych lat - to są przede wszystkim elementy, z których McKendry i spółka powinni być dumni.

TV - http://yoy.tv/
Facebook - https://www.facebook.com/yoytv
Google+ - https://plus.google.com/+YoyTv
Youtube - http://www.youtube.com/c/YoyTv

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz